Fantasy · 12 min czytania
Malaya 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obudziłam się z głową wtuloną w trawę i liście. Powoli powracały wspomnienia zdarzeń ostatniego wieczoru. Pościg, strzały elfów, rozdzielenie się z Markusem, walka, aż wreszcie pokonani uciekli zostawiając mnie w samym środku lasu. Wstałam strzepując resztki runa ze skórzanego płaszcza. Ciekawe jak ja się teraz wydostanę z tej dziczy? Najgorsze jest to, że kompletnie straciłam poczucie kierunku. Nie dość, że nie wiedziałam gdzie jestem, to jeszcze nie miałam pojęcia jak dalej iść. Rozejrzałam się wokoło, ale nie dostrzegłam żadnej widocznej ścieżki. Wybrałam najlżejszą drogę, z dala od krzaków jeżyn. Mimo to, co chwilę zaczepiałam włosami o gałęzie. Już wyglądam jak dziecię wojny, a to przedzieranie się przez zarośla na pewno nie poprawiło mojego wyglądu. Nasłuchiwałam czujnie czy nie zbliżają się skądś elfy, ale nie. Widocznie musiały się zniechęcić, co u nich jest dość nietypowe. Westchnęłam i usiadłam bezradnie na ziemi. Byłam rozżalona i głodna. Spróbowałam rozczesać palcami moje strasznie skołtunione jasne włosy, ale to nic nie dało. Nagle odwróciłam się zaniepokojona. Usłyszałam szelest liści i trzask łamanych gałęzi. Szybko wstałam i zaczęłam się przedzierać do miejsca, z którego dochodziły te odgłosy. Zbliżając się, słyszałam dziecięcy śmiech i uradowane głosiki. Rozsunęłam krzewy dzikich owoców i ujrzałam dwójkę bawiących się dzieci. Rudą dziewczynkę i blondwłosego chłopczyka. Kiedy mnie zobaczyły uciekły krzycząc w niebogłosy. „ No tak, pewnie muszę wyglądać jak czarownica” - pomyślałam. Przeszłam przez krzewy wołając za dziećmi żeby się nie bały, bo nic im nie zrobię. Ze zdumieniem spostrzegłam przed sobą małą, ale tętniącą życiem, wioskę. Dziewczynki i chłopcy bawili się razem przy studni, z której drobnej postury człowiek wyciągał wodę. Kobiety śmiały się i rozmawiały wybierając z małego bazaru potrzebne im produkty. Dwóch mężczyzn kłóciło się, do kogo należy pewien czerwono-pióry kogut. Gdzieś dalej przejechała wóz mleczarza, pełna stukających o siebie na wybojach, butelek. Słowem, mimo wczesnej pory w wiosce był prawdziwy zamęt. Uśmiechnęłam się na widok tych wszystkich zabieganych ludzi. Nagle spośród tłumu wyłowiłam dziewczynkę, którą niechcący tak wystraszyłam. Natychmiast do niej podbiegłam nawet nie zauważając, że ludzie omijają mnie szerokim łukiem. - Nie bój się. Ja naprawdę nie chciałam cię wystraszyć- powiedziałam stając nad nią i uśmiechając się szeroko. - Mama!- krzyknęło dziecko i pobiegło do kobiety, która stała niedaleko. Wtuliło się w jej spódnicę płacząc. Obok zobaczyłam chłopca, który bawił się z dziewczynką na skraju lasu. Zapewne oboje musieli być dziećmi tej kobiety. Podeszłam do niej z przepraszającym uśmiechem. Kobieta cofnęła się przytulając małe. Miała jasne włosy i brązowe oczy. Wyglądała jak typowa mama, która później zostanie równie typową babcią. Byłam pewna, że umiała szydełkować i wspaniale gotowała, na co zresztą wskazywała jej niezbyt szczupła figura. - Przykro mi, że nastraszyłam pani dzieci. Nie miałam takiego zamiaru. Kobieta nie odzywała się patrząc na mnie z dziwnym wyrazem twarzy. Nagle ujrzałam swoje odbicie w kałuży tuż obok niej. Wyglądałam jeszcze gorzej niż czarownica, po prostu istny potwór. Moje białe niegdyś włosy były teraz skołtunione i pobrudzone błotem, a gdzieniegdzie miałam wplecione kawałki gałęzi i liści. Spod tej ciemnej masy ledwie było widać moje zdruzgotane teraz tym widokiem czarne oczy, z których jedno wyglądało na podbite. Obok, na policzku pobrudzonym mieszaniną krwi i błota widoczne było długie rozcięcie, nadal krwawiące. Usta były suche i popękane. Wyglądałam jak straszydło. Nic dziwnego, że dzieci się mnie przestraszyły, ja sama byłam bliska płaczu. Przyklękłam nad kałużą kładąc rękę na policzku. - Napadł cię ktoś dziewczyno? Zbójnicy? Podniosłam zrozpaczony wzrok na kobietę. Nadal byłam w szoku. Dzieci patrzyły na mnie zza spódnicy matki. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. - Tak - wydusiłam w końcu. -Dobrze się czujesz- jej wzrok spoczął na śladach krwi na policzku, a później przeniósł się na "podbite" oko, które tak naprawdę wcale nie było podbite, ale raczej zbrudzone. -Tak - zawahałam się - Myślę ze tak. -Jesteś zmęczona? Może odpoczniesz u mnie? Byłam jej wdzięczna. Nie chciałam się narzucać, ale gdzieś musiałam się umyć i przywrócić do normalnego wyglądu. Inni przechodnie patrzyli na mnie ze strachem w oczach. Zauważyłam, że niektórzy ściskają w dłoniach talizmany i gorączkowo coś szepczą. - Nie chciałabym sprawić kłopotu... - było mi trochę głupio. - Ależ zostałaś napadnięta! Trzeba ci pomóc! Uśmiechnęłam się. Było mi niezręcznie, ale już zdecydowałam. Nie zostanę u nich więcej niż kilka godzin i na pewno się odwdzięczę jak tylko nadarzy się okazja. Naprawdę nie chciałam przysporzyć jej żadnych zmartwień. Kobieta nie wyglądała na zamożną, a ten chłopczyk i dziewczynka zapewne nie byli jej jedynymi dziećmi. - Dziękuję - powiedziałam nieśmiało. - Nie ma, za co. Moja matka zawsze uczyła mnie by pomagać innym w potrzebie. - Mamo? To ta czarownica idzie z nami? - zapytało dziecko wskazując na mnie palcem. Poczułam się wyobcowana. -Och, jak możesz Sindi! – kobieta zbeształa córkę- Ta dziewczyna została ciężko doświadczona przez los. Przynajmniej w jednym się nie myliła. Czarne oczka Sindi wpatrzyły się we mnie. W jej źrenicach widziałam bunt. Chłopczyk nic nie mówiąc poszedł za matką. -Nie jesteśmy bogaci, ale zawsze chętnie dzielimy się tym, co mamy. Wiemy ze inni żyją gorzej od nas- mówiła.. Doszliśmy pod niewielkie drzwi z młodego dębu. Do jasnego drzewa przytwierdzona była garść ziół z jakimiś czerwonymi kwiatami. Już chciałam zapytać, po co to, ale kobieta otworzyła drzwi i…