Inne · 5 min czytania
„MAŁE I WIELKIE”
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„MAŁE I WIELKIE”
Duszno i parno a powietrze takie, jakby coś w nim mniej niż zwykle było tlenu. Ołowiane chmury zasłoniły całkowicie słońce, które jeszcze nie tak dawno niemiłosiernie paliło swoim żarem. Cisza, żaden listek nawet się nie poruszy a ptaki też jakby ich nie było - ucichły. Ciekawe jak teraz jest nad jeziorem – pomyślałem. Wstałem z leżaka i poszedłem w jego kierunku. Idąc polna dróżka patrzyłem na dojrzałe już zboże. Polne maki rosnące na jego skraju. Takie delikatne, takie wątłe, takie nietrwałe. Zawsze widząc maki natychmiast słyszę przytłumiony oddalony śpiew……. i tylko maki na Monte Cassino czerwieńsze będą bo z polskiej wzrosną krwi… . Wolniutko noga za nogą posuwałem się do przodu. Kopnąłem mały kamyk a ten pomknął w przód i z impetem uderzył w inny, mniejszy spychając go gdzieś w trawę samemu pozostawszy na drodze. Siła, agresja i mniejszy wyeliminowany. Dziwne te moje myśli i skojarzenia. Drobne fakty, maleńkie, nic nieznaczące chwile i obrazy a zawsze coś mnie uderza i zaskakuje. Chcę odpocząć, nie myśleć, wyłączyć się i nie potrafię. Nawet nie zauważyłem, kiedy stałem już na pomoście wychodzącym w jezioro. Tafla wody gładka jak lustro. Usiadłem na szarych jego deskach. Patrzyłem na wodę, na drugi brzeg jeziora aż w końcu mój wzrok utkwiłem na pająku siedzącym po środku rozpiętej przez siebie sieci. Czeka na zdobycz nieruchomy, gotowy do błyskawicznego skoku na nieostrożną ofiarę. Widok tego pająka, ta pajęczyna, mój wzrok w niej utkwiony wprowadził mnie w stan hipnotyczny. Wzbudził mnie z niego nagle odgłos kroków za moimi plecami. Odwróciłem głowę. Po pomoście w moim kierunku wolno szedł stary człowiek. Stanął obok, nie patrzył na mnie. - idzie burza – rzucił od niechcenia jakby nie do mnie - możliwe – odpowiedziałem - dobrze, że będzie padało, ziemia czeka na deszcz Usiadł obok mnie a z kieszeni spodni wyciągnął jabłko. Otarł o nogawkę i zaczął je jeść. Patrzyłem na jego zniszczone dłonie, pooraną zmarszczkami twarz. Spojrzałem na jego oczy. Był w nich ból, tęsknota i coś jeszcze. Oczy te jednak miały niesamowity blask, była w nich siła. - pan tu mieszka ? – spytałem - tak, już bardzo długo, ale tu się nie…