Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 11 min czytania

Malena cz.1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ten wieczór zapamiętam do końca życia. A może nawet dłużej. Minęło wiele lat, ale w mojej głowie obraz cały czas jest wyraźny. Jest taki wyraźny... Pamiętam, że jak do niej szedłem to wiedziałem tylko, że wołają na nią Malena. Nawet nie znałem jej prawdziwego imienia – no bo przecież Malena to nie mogło być jej imię. Wiedziałem też, że idę tam w konkretnym celu – miałem zrobić dobry materiał. Można powiedzieć, że sytuacja rutynowa – szef dostaje telefon, ktoś ma coś ciekawego do powiedzenia, a ja zabieram dyktafon i idę. Chociaż nie – nie mogę powiedzieć, że to była sytuacja rutynowa. Bo jak dziennikarz znanej gazety idzie zrobić dobry materiał to wie o czym – musi przecież wiedzieć – chociażby z tak prozaicznego powodu jakim są pytania – musi je przecież zadawać. Taka praca. A ja nie wiedziałem co ma być podstawą tego wywiadu. Pytania… Właśnie... Pytania... Ile ich padło tamtej nocy chyba tylko Bóg wie. Malena… Kim była? A może powinienem zapytać – kim jest? No właśnie. Nie wiem kim jest, wiem tylko jaka jest. Nie wiem kim była – wiem tylko jaka była. Więc jaka była? Piękna! Cudna! Nigdy nie widziałem tak zjawiskowej kobiety! Widzę ją teraz oczyma wyobraźni ale czuję się tak ubogi w słowach chcąc opisać jej urodę. Włoszka – i jej typ urody to dokładnie podkreślał: czarne włosy, wyraźne rysy twarzy, niemal czarne oczy. Delikatne usta które bezbłędnie układały się w idealny uśmiech. Jak się uśmiechała to w tych jej czarnych oczach pojawiał się taki radosny blask – taki jak u małego dziecka, które dostaje wymarzoną zabawkę. Jej figura tez niczego sobie. Delikatnie to ująłem. Ona po prostu wyglądała jak Afrodyta. W sumie nie wiem jak wyglądała Afrodyta, ale jeżeli nie tak jak Malena to już nie potrafię jej sobie wyobrazić. Byłem z nią umówiony na szesnastą w piątek. Jak się dowiedziałem o dacie spotkania to myślałem, że rozniosę szefa. W piątek o szesnastej to zazwyczaj spaceruję ż żoną po parku i relaksuję się. I tak w tygodniu mam mało czasu dla rodziny. Weekend jest dla mnie ratunkiem. Niby szef miał mi za to policzyć nadgodziny ale i tak marną to stanowiło dla mnie pociechę. Ale mus to mus, więc poszedłem do tej tajemniczej „Maleny”, mrucząc nieświadomie sam do siebie groźby pod jej adresem typu: „żeby tylko miała cos ciekawego do powiedzenia”. Na dodatek jak wyszedłem z redakcji to niebiosa niemal się otworzyły – miałem wrażenie że woda leje się na mnie całymi litrami. Pogłębiło to jedynie moją wściekłość. W końcu cały przemoczony stanąłem pod jej drzwiami. Mieszkała w bloku – na drugim piętrze. W jakiejś biednej dzielnicy. Jak już zapukałem do drzwi to humor mi się poprawił – bo w końcu nie moknąłem dalej. Ale na moje pukanie nikt nie odpowiedział. Zapukałem drugi i trzeci raz, ale nic. Nie wiem dlaczego wtedy nie odszedłem. Mogę jedynie podejrzewać że spotkanie z Maleną było wpisane w mój los. Bez złudzeń, od niechcenia, zapukałem czwarty raz. - Momencik! – odpowiedział mi stłumiony głos zza drzwi. W sumie to byłem zdziwiony, że jednak ktoś w tym mieszkaniu jest. A jeszcze bardziej zainteresowało mnie, dlaczego odpowiedział dopiero za czwartym razem. Po chwili usłyszałem zbliżające się do drzwi kroki. - Kto tam? – zapytał ponownie ten sam głos. - Dominico Marquez z „Expresso”, byłem umówiony z panią na spotkanie. - Ach tak! To pan! Czekałam... – gwałtownie otworzyła drzwi ale one jeszcze gwałtowniej się zatrzymały – Ups… zapomniałam o łańcuszku – dodała śmiejąc się, a ja w tym czasie już nie mogłem doczekać się aby ujrzeć twarz owej „Maleny”. Jeszcze te przeklęte drzwi, które nie chcą się otworzyć, przeciągając tę chwile w nieskończoność, myślałem. W końcu stanęła przede mną w całej okazałości. Jak ją zobaczyłem to nawet zapomniałem się uśmiechnąć na powitanie. Była ubrana w czarną sukienkę na dość szerokich ramiączkach. Sięgała tuż za kolana. Jej piękne kształtne nogi świetnie prezentowały się w czarnych szpilkach które miała na sobie. Miała może ze 35 lat. Przynajmniej wtedy tyle bym jej dał. - Dzień dobry – uśmiechnęła się i podała mi rękę na powitanie. - Witam – odpowiedziałem bezwiednie wpatrując się w rysy jej twarzy. Miałem wrażenie, że jej twarz mówi do mnie. Dziwne prawda? A jednak. Wyglądem dawała mi do zrozumienia: „widzisz, wyglądam na dojrzałą trzydziestolatkę a jednak musisz przyznać że jestem piękniejsza od tych wszystkich nastolatek i dwudziestek”. Tak. To trzeba przyznać. Od tamtego dnia, wieczora i nocy nie spotkałem piękniejszej. - Widzę, że pana też złapała ulewa. Zaraz przyniosę panu ręcznik, proszę w tym czasie usiąść sobie wygodnie i rozgościć się. Chciałem zaprotestować, ale zanim się zorientowałem jej już przede mną nie było. Znikła gdzieś za ścianą. Miałem okazję aby rozejrzeć się trochę. Mieszkanie miała urządzone skromnie ale z klasą. Wszystko zdawało się mieć swoje miejsce. Wtedy już wiedziałem, że Malena chce mi opowiedzieć coś konkretnego – jej mieszkanie świadczyło o niej, że jest ułożoną kobietą, więc moje podejrzenia co do głupiego żartu – odleciały. W końcu i ona sama pojawiła się w małym saloniku niosąc w jednej ręce herbatę a w drugiej ręcznik. Podała mi go, nie spuszczając oczu z herbaty, i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Malena cz.1 — czytnik · opowiadania