Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

MALIGNA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sturlał się z kanapy i z chrzęstem kości spadł na podłogę. Może to go nawet bolało, nie pamiętał. Tylko ten zapach brzoskwiń, słodki i kuszący, łapiący za jego krzywy nos. Gdyby tylko mu się poddał, wczoraj dziś w nocy… Gdzie by wylądował? W którym łóżku, w jakim kącie? Z tą blondynką, cichą, czy z dziwką Mateusza? Stringi, figi, goła dupa? Brzoskwinie i ten duszący smród papierosów, który lepił się do płuc i zapychał je tak dogłębnie, tak doskonale, że nawet plucie, charczenie i rzyganie nie dawało ukojenia. Oddech już nie powróci.

Przed jego twarzą przeturlała się butelka po szampanie, wołała do niego skacowanym głosem mdłe słówka, które jeszcze wczoraj dzisiaj na niego podziałały. Gdyby tak wstać i stłuc ją, uderzyć o ścianę, potem zjeść szkło na obiad. Cudowna zemsta za kaca.

Wszystko go bolało, najbardziej myśli. Nie myślenie, a myśli, które z trudem przepływały przez jego głowę, gubiły się i plątały. One też były skacowane, one też miały mdłości , też przypominały sobie rzyganie do słoika z dżemem truskawkowym.

A Kaśka wyła, Kaśka tańczyła niczym jakaś bogini żywcem wycięta z czyjegoś snu, z ciałem supereksluzywnej dziwki. Wyciągała ręce do sufitu, już nie białego, ale zbudowanego z dymu, który migotał i lśnił, jak małe gwiazdki. Kaśka widziała tam kogoś ważnego, pięknego, potężnego i wielce dobrego. Ten ktoś, bóg Kaśki, jest wiecznie naćpany, tak jak jego wyznawczyni. Kiedyś obydwoje będą ćpać i śnić o nowym świecie, gdzie pokój sprzedaje się zamiast zapalniczek i on płonie; niebieski płomień, zielony, fioletowy. Najpierw jednak bóg musi skończyć podstawówkę. bóg i bogini.

Teraz Kaśka leży pod oknem, majtki wżynają się jej w bladą dupę i tylko fioletowa malinka sprawia, że Kaśka nie jest czarno-biała. Czy ona żyje?

Poletko podszedłby, przydreptałby, przyczołgałby się, ale nie mógł, nie miał siły. Bał się, że tylko się ruszy i czar pryśnie; karetka, pogotowie, szpital, trumna. Trzeba poczekać, pozwolić myślom płynąć. A one łapały za ręce wspomnienia, zamazane, czarne, brudne. Skąd one się wzięły? Czy to jakiś film; komedia, dramat, thriller?

Łazienka nie była zarzygana, tylko na lustrze ktoś napisał „homo seks rządzi”, a w wannie turlały się dwa ciała, może trzy, mała orgia, nigdy nie kończący się balet dłoni. Dopiero przebudzone, zamroczone, wędrowały po tak dobrze znanym ciele, ale dopiero od wczoraj dzisiaj. Dziewięć pieprzyków, dwie blizny i brązowe włosy łonowe. Tak wiele się pamiętało. Stał i patrzył i słuchał i już wiedział, że rozporek sam się rozepnie, kiedy uderzyło w niego coś nowego, małego, świeżego, żywego. Bo podczas gdy wszyscy wokół powstawali z grobów, ona pachniała strumieniami.

- Wódki, szampana, rumu, koli…

Ta świeżość pocałowała go raz, drugi, trzeci i pięćdziesiąty, aż w końcu wyssał z jej ust całą ślinę. A potem podreptała do kuchni i zabrała swoje życie, ale on nadal czuł jej oddech tuż przy swoim. Może to tylko strupy przeszłości.

Grał na zębach, na paznokciach, marchewką o telewizor i na gitarze. Cała jego osobowość, każdy ruch i słowo było zlepione rzeczywistością tak nierzeczywistą, że każdy w nią wierzył. Czuło się jej dotyk na prawym kolanie w każdy wtorek. Był jak z obrazka, który dostałeś od babci na komunię, był Jezusem z blond włosami i rozdwojonymi końcówkami. Znał biografię świata, jego dyskografię i wiedział kiedy wydał wszystkie książki, znał jego porażki i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%