Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 9 min czytania

Malujący obrazki

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Malujący obrazki

Już od dobrych kilku godzin włóczyli się po lesie. Ciężko było im się do tego przyznać, ale w końcu musieli to zrobić. Zabłądzili. - Mówiłem ci, żeby skręcić w prawo – powiedział Natan, lekko podenerwowanym głosem. - No i skręciliśmy - odpowiedział Peniel, w podobny sposób. - Ale nie wtedy, kiedy powiedziałem. - A jaka to różnica? - Duża, bo kiedy byśmy skręcili wtedy, to .... - Ale nie skręciliśmy i co? – Peniel prawie krzyczał. – Chcesz zawrócić? - Nie. - No, więc patrz po której stronie drzew rośnie mech, w końcu stąd wyjdziemy. Znowu szli w milczeniu. Męczyło ich pragnienie. Woda skończyła się im parę godzin wcześniej, a nigdzie nie widzieli najmniejszego nawet strumyka, źródła. Zmęczenie też dawało znać o sobie. Bolały ich nogi, nie byli przyzwyczajeni do tak długotrwałego marszu. Nie zatrzymywali się jednak, straciliby w ten sposób mnóstwo czasu. - Dlaczego nie skręciliśmy w prawo? - Zamknij się i patrz na drzewa. - Patrzę, ale i tak mam wrażenie, że chodzimy w kółko. Ten las nie może być przecież aż tak wielki. - Cicho! - Dlaczego? Nie będziesz mi mówił, co mam robić. Jeśli będę chciał sobie gadać... - Zamknij się w końcu i słuchaj! - A co usłyszę? - Po prostu słuchaj. Obaj zatopili się w słuchaniu, a cały las słuchał razem z nimi. Gdzieś z oddali dolatywało szczekanie psa. Czyżby udało im się w końcu znaleźć wyjście z lasu? - To pies? Prawda? – Spytał kontrolnie Natan. - Nie. Wiewiórka. A jakie inne zwierze szczeka? No jasne, że pies, jełopie. - Skąd to dobiega? - Właśnie próbuję to ustalić, ale ty ciągle musisz gadać. Ponownie nastawili uszu. - To stamtąd! – Pokazał palcem Natan. - Dzięki! Sam bym na to nigdy nie wpadł. Ruszyli nie spiesząc się początkowo, ale już po chwili nie wytrzymali i zaczęli biec, jak najszybciej chcieli się stąd wydostać. Las zaczął się przerzedzać, aż w końcu drzewa się skończyły. Wyszli na otwartą przestrzeń. Słońce oślepiło ich swoim blaskiem i nie wiedzieli w pierwszej chwili gdzie się znajdują. Kiedy wreszcie oczy przyzwyczaiły się do słonecznego blasku, miny im zrzedły. Co prawda wyszli z lasu, ale tylko pozornie. Byli bowiem na polanie, dokoła otoczonej drzewami. Kilkadziesiąt metrów przed sobą dostrzegli dom z niewielkim ogródkiem. Pies stał przed ogrodzeniem i szczekał. No cóż, przynajmniej będą się mogli napić wody, chwilę odpocząć i spytać o drogę. W drzwiach domu pojawiła się jakaś postać. Był to chłopiec sześcio może siedmioletni. Kiedy podeszli bliżej, pies uciekł do budy i teraz stamtąd ich oszczekiwał. - Cześć kolego! – Pozdrowił chłopca Peniel. – Czy jest tu z tobą któryś z twoich rodziców? - Uhm. – Przytaknął chłopiec. - A czy możesz ich zawołać? - Uhm. Mamo! Ktoś przyszedł! – Wrzasnął. - A kto? Nikogo się nie spodziewam! – Usłyszeli przytłumiony krzyk wydobywający się z wnętrza domu. – Spytaj czego tu szuka? - Zabłądziliśmy w lesie i chcieliśmy spytać o drogę, i jeśli by to było możliwe, również chwilkę tu odpocząć, napić się wody. - Tam jest studnia. – W drzwiach ukazała się kobieta w średnim wieku. Wyglądało na to, że jest pijana, żeby ustać musiała trzymać się framugi. Palnęła chłopca otwartą ręką w głowę. - Usuń się smarkaczu, twoja matka chce przejść. Nie widzisz? Chłopiec najwyraźniej przyzwyczajony był do takiego traktowania, bo ani nie jęknął. Usunął się matce i usiadł na ławce przy drzwiach. Podniósł z niej jakieś kartki papieru i zaczął coś na nich bazgrać. Kobieta przykucnęła, a potem usadowiła się na progu. Zaczęła mętnym wzrokiem przyglądać się obu młodzieńcom. Ci właśnie zbliżali się do studni. - Poradzicie sobie sami albo muszę wam pomóc? - Poradzimy sobie. Natan podniósł z ziemi wiadro i wpuścił je do studni. Tak długo obracał korbą, aż usłyszał plusk wody. Przekręcił jeszcze dwa razy, a potem zaczął obracać korbą w przeciwnym kierunku. - Wy, to chyba miastowi jesteście?! - Powiedziała zaczepnie kobieta. – Tylko miastowym zdarza się tu zabłądzić. - Natan i ja jesteśmy z Haub City. Przyjechaliśmy tu pod namioty. Ten, o którym była mowa, wyciągnął wiadro z wodą i zaczął z niego pić łapczywie. Kiedy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Malujący obrazki — czytnik · opowiadania