Rodzina · 3 min czytania
Maluje słowami.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Maluje słowami. Zastanawiałam się czy to nie jest rysowanie, ale nie – z pewnością maluję. Bo te słowa mają barwę, i głębię i miękkość… Są niemal wirtualne, chociaż to słowo tak do mych obrazów nie pasuje… Nie, nie wirtualne, tylko głębokie, ale bez pustki, w której można utonąć… są raczej jak jajko, jak żółtko w jajku – otoczone bezpiecznym, miękkim białkiem i delikatną skorupką nadającą formę; skorupką, o którą nie można się zranić ani wyjść poza orbitę treści. Skorupkę nie stłuczoną. Te obrazy są jak koszyk, w którym babcia przynosi od sąsiadki starannie ułożone jajka – skrupulatnie dobrane i przemyślane słowa. Czasem trochę większe, czasem mniejsze, czasami nawet nieforemne, bo w koszyku przecież sporo miejsca i zmieszczą się różne, ba – nawet bardziej pasują takie urozmaicone, i lepiej wyglądają i zachęcają inaczej zaciekawione spojrzenia – wzrok, niekiedy uszy… Koszyk mojej babci był zawsze „miękki”, choć nie tak dosłownie. Patrząc na niego czuło się ciepło: lekką barwę i konstrukcję pełną ładu i wyczucia. Czasem wystawało z niego bawełniane płótno lub kolorowa szmatka w kontrastową kratkę. Czasem…