Fantastyka · 25 min czytania
MAŁY CHŁOPIEC I WIELKI MAG
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
MAŁY CHŁOPIEC I WIELKI MAG
10 września 1920 roku. Mały Chłopiec nadal ma 12 lat. Znów został sam. Ojciec zmarł w grudniu poprzedniego roku. Nie bał się śmierci, rozmawiali o tym niejednokrotnie. Nie bał się także zostawić Chłopca. Znał syna i przebieg jego kariery, choć niekoniecznie mu się to podobało. W końcu to jakby magia odebrała mu rodzinę. Szkoda tylko, że tak późno się o tym przekonał. Szkoda, że tak trudno już przyznać się do błędu Chłopcu… Nie przyznał się. Mały Chłopiec nigdy nie dowiedział się, jak bardzo ojciec był nieszczęśliwy z miłości do syna, do samego końca. Teraz jednak nie ma to już dla Chłopca żadnego znaczenia. Całe jego życie z ojcem było lekcją samotności. Opanował ją świetnie. Przyzwyczaił się. Teraz siedział w fotelu i patrzył na ruchliwą ulicę za oknem. Jacy ci ludzie śmieszni i żałośni, myślał. Biegają jak szaleni nie wiadomo po co – tak czy inaczej przyjdzie im umrzeć. Mały Chłopiec dawno temu pozbył się złudzeń. On, który będzie żył wiecznie, nie ma dokąd się spieszyć. Odnajdzie Czarnych Panów prędzej czy później. Natomiast ci śmiertelni ludzie, tam, za oknem, mają tak krótkie życie i tyle do zrobienia, że tak naprawdę nigdy nie przeżyją go jak trzeba. Zawsze coś istotnego będzie im umykać przez palce… Znowu się rozkleił. Gdyby był normalnym człowiekiem, pomyślałby z pewną dozą rozbawienia, że zaczyna się starzeć. Nie był jednak normalnym człowiekiem. Wstał więc lekko poirytowany i postanowił skończyć z filozofowaniem. Jak szuka się czarowników? I to prawdopodobnie największych świata magii? To nie może być łatwe, myśli Mały Chłopiec, ale nie może też być niewykonalne. Jak oni go odszukali? Jakiś nadajnik? Raczej kanał. Jeśli to kanał, to powinien działać w obie strony. Mały Chłopiec obrał sobie kolejny pomniejszy cel. Coraz bardziej zbliżał się do wypełnienia swej przysięgi. Zabije ich. Życie za życie.
*
Wielki Mag wyjął z szafy swe ukochane wieczne pióro. Popatrzył skonsternowany na jego złamaną stalówkę. Odkąd wpadli tu ci przeklęci MIB nie miał okazji jej naprawić. Rozejrzał się po swym mieszkaniu. Straszy tu bajzel, pomyślał, nawet stołu nie zostawili w spokoju. Wezbrał w nim gniew. Gwoli prawdy, on sam posłużył do zniszczenia stołu. Wprawdzie żaden z czwórki czarnych magów nie spytał go wcześniej o zdanie, jednak fakty pozostają faktami. Teraz wracała mu pamięć. Och, jakże nienawidzi tej przeklętej piwnicy! Jego wzrok skierowany na otwartą teraz klapę w podłodze ciskał pioruny. Metaforyczne oczywiście. Na prawdziwe nie może sobie pozwolić dopóki nie znajdzie nowego lokum. Ileż to czasu… 1884 rok… A teraz? Zamknął oczy i wziął głęboki wdech. Przestawił swoje receptory na fale czasu. Teraz daty i wydarzenia wirowały przed jego oczami niczym kolorowe muchy. 1900… 1918… 1920! Tak jest, był rok 1920! Nadal potrafi korzystać ze swego daru. Wielki Mag otworzył oczy i na jego ustach pojawił się tryumfalny uśmiech, na chwilę. W każdym razie do czasu, gdy jego niezawodny umysł zliczył lata więzienia. 36 lat… Gniew ponownie zawrzał w jego wnętrzu. Ostatkiem zdrowego rozsądku wezwał wicher i skierował go na wioskę leżącą nieopodal. Wcale nieźle, ocenił szkody. W każdym razie nie był to jego dom. No i nie użył ognia. A mało brakowało. Więc żywioły nadal były mu posłuszne. Pocieszające, pomyślał Wielki Mag, już spokojny. To o czym oni właściwie mówili? Ponownie zaczerpną sporą ilość powietrza i zamknął oczy. W jego głowie, na jego rozkaz, pojawiła się projekcja tamtej nocy. Nic trudnego, przechowały ją ściany. Swoją drogą, interesujące ile ściany mogą przekazać, jeśli się odpowiednio o to postara… Ściany mają uszy? Wielki Mag zaśmiał się tubalnie. Nie tylko uszy!
*
Wielki Mag pociągnął spory łyk ze swej miedzianej piersiówki, gdy poczuł rozrywający ból głowy. Nie było to najlepsze połączenie. Mało brakowało, a by się udusił. Z trudem łapał oddech, a jego czaszka wysyłała całą hordę sygnałów rozpaczliwie dając znać, że lada moment eksploduje. Wielki Mag doskonale wiedział, co to za sygnały. Wyczuwał ogromną ilość skumulowanej magii. Albo to sama magia zapuka zaraz do jego drzwi, albo to jej wysłannicy. Skoro jednak pierwsza opcja była, delikatnie ujmując, bezsensowna, musieli to być oni. Ci cholerni MIB, myślał rozgniewany Mag. Zawsze tak ich nazywał. Nie wiedział, że w przyszłości nakręcą film i zerżną tytuł. A może wiedział? W każdym razie, nie znosił szczerze całej czwórki. Byli potężniejsi od niego. Ale tylko wszyscy razem. I to właśnie irytowało go najbardziej. Zawsze pojawiali się razem i nie sposób było ich rozbić. Gdy się rozłączali, gdziekolwiek to było, nie wolno było ich tknąć. Immunitet. Toteż Wielki Mag, nie bez powodu nazywany wielkim, sam jeden władał mocami potężniejszymi niż którykolwiek z tej czwórki, musiał jednak skłonić przed nimi głowę. Bardzo mu to było nie w smak. Gdy głowa była już o krok od eksplozji, a głuche dudnienie ją wypełniające wezbrało na sile, zmusił ciało do posłuszeństwa i wstał. Wtedy zapukali do drzwi. Machnął niedbale ręką i stanęły otworem. Sam też starał się wyglądać niedbale. I lekceważąco. Jedyny problem stanowiły przekrwione, wytrzeszczone oczy i zmęczona twarz. Gardło i tchawica wciąż piekły. Czterech ubranych na czarno mężczyzn stanęło w drzwiach. „Pojawił się ktoś, kto śmiał sprzeciwić się Wielkiej Radzie” przemówił jeden z nich. Jasne było, że nie mają zamiaru wdawać się w szczegóły, ale ich umysły były dla Wielkiego Maga jak otwarta księga. Nie zabezpieczali się zbyt dobrze. Było łatwo. Banda idiotów i słabeuszy. Magia schodzi na psy, dobrze chociaż, że nadal w miarę otwarcie się ją praktykuje… Wielki Mag zapłonął gniewem. Więc jakiś dzieciak posiadł wiedzę absolutną? To niemożliwe! Co? Eliksir wiecznej młodości? Nie zginął! Musiał przyznać, że zna niewielu, którzy przyrządzili eliksir. Jeszcze mniej tych, którzy śmieli go skosztować, a jednego, który to przeżył. On sam. I tylko on, czuł to. Problem jednak w tym, że młodość Wielkiego Maga umknęła nie wiadomo kiedy, gdy latami próbował skomponować ten zasrany eliksir. Efekt był taki, że na zawsze pozostanie siedemdziesięcioletnim staruszkiem… Ale będzie żył. Już pogodził się ze swym wiecznym wiekiem. Teraz myśli o stworzeniu eliksiru odmładzającego. To byłoby coś! Zapisałby się na zawsze n kartach historii magii, jako genialny wynalazca! Ale oto jakiś gówniarz odbiera mu jego chwałę i produkuje eliksir w wieku 12 lat! Zdumiewające, ręce opadają! „Zdrajca będzie próbował cię odnaleźć, Wielki Magu. Jesteś najpotężniejszym pośród nas i z pewnością będzie chciał twej pomocy lub rady. Zakazujemy ci niniejszym udzielania zdrajcy jakiejkolwiek pomocy, pod karą głowy, lub dokonań twej praktyki, jak wolisz.” „Bodajbym sczezł! A figę dostaniesz, nie moje receptury!” Wielki Mag rozgniewał się nie na żarty. Teraz już nie mógł się opanować. A właściwie, to nawet nie chciał. Wyciągnął drżącą rękę w stronę przybyszów, a z niej wystrzeliła jasna błyskawica. Poraził jednego. „Dosyć, że partacze i beztalencia, to jeszcze o refleksie szachisty”, kpił otwarcie Wielki Mag. To był jego błąd. Kpina i błyskawica zresztą też. Nawet nie wiedział kiedy ten stojący po prawej mężczyzna uniósł palec i wycelował w jego nos. Kość pękła z chrzęstem. Mag zaniósł się dzikim krzykiem. Po paru sekundach jednak wziął się w garść i wyłączył ośrodek odpowiedzialny za odczuwanie bólu. Potrafił to i wiele razy uratowała go ta umiejętność. Wycelował pomiędzy trzech pozostałych, lecz zbyt późno. Zdążyli się już rozproszyć i kula ognista trafiła w okno. Wielki Mag zaklął w duchu. Będzie musiał popracować nad samonaprowadzaniem. Byłby to iście boski wynalazek. W następnej sekundzie sufit stał się ścianą, a potem znów sufitem. On sam znalazł się na podłodze pośród drzazg. Nie był pewien, ale chyba właśnie tyle pozostało z jego stołu. W 1920 roku przekonał się, że istotnie tak było. Ciężko podniósł się na nogi. Trzech mężczyzn znów się ustawiło się w jedną linię, osłaniając rannego towarzysza. Popatrzył na nich mętnym wzrokiem i rzucił zaklęcie. Nie czuł bólu, ale otępienie nim spowodowane, a to utrudniało i tak słabą koncentrację. Zdecydowanie nie powinien był dzisiaj pić. Zaklęcie miało ich unieruchomić i przenieść do piwnicy, którą później zamierzał zamurować i wysadzić. Nie przypuszczał jednak, że zaatakują go potrójnym zaklęciem lustrzanym. Ułamek sekundy później ocknął się w swej własnej, magicznie zapieczętowanej piwnicy. Niech szlag trafi tych padalców i tego gówniarza, który go w to wpakował. Niech no go tylko spotka to… No właśnie, to co? Hmm… Chyba należałoby powiedzieć, gdy dzieciak spotka Wielkiego Maga, to… Chyba zacznie szukać go siłą woli. Może mały jest już na tyle potężny, żeby usłyszeć jego wołanie? Tylko to mu pozostało, bo zaklęcie pieczętujące osłabia się zwykle po pierwszych dwudziestu latach od jego rzucenia. No to ma sporo czasu na koncentrację. Przyda się – dawno jej nie trenował.
Część 22 / 2
*
Mały Chłopiec cały dzień wertował wszelakie znane mu księgi magiczne. Przeszukał Księgę Cieni, Księgę Światła, kilka tomów Historii Magii oraz jeden przewodnik po znanych czarodziejach. Wyniki miał kiepskie. Szukał największego czarodzieja wszechczasów, a tymczasem znalazł jakiegoś „Wielkiego Maga”, który dał się zamknąć pod podłogą. Śmiechu warte, pomyślał Mały Chłopiec. Wielki Mag, a pozwolił się uwięzić… Ale z drugiej strony… Podręczny Przewodnik Po Świecie Największych Magów, bo taki nosił tytuł, mówił, że uwięzili go właśnie Czarni Panowie – Wielka Rada. Oni muszą być silni. Chociaż jego umysł w pełni już się rozwinął, Mały Chłopiec wciąż wzdragał się na wspomnienie swoich dziesiątych urodzin. Łatwość, z jaką przychodziło tej czwórce zabijanie przerażała go, ale i zastanawiała. Tak właściwie, to on sam posiadał już całkiem sporą wiedzę. Podejrzewał, że to, jak strasznie i łatwo zabili jego rodzinę w dużej mierze zawdzięcza dziecięcej wyobraźni i przerażeniu. Lecz wiedział też, że nie do końca. Są potężni. Nie wolno ich lekceważyć. Ale dlaczego uwięzili Wielkiego Maga? Zastanawiał się Mały Chłopiec. Jego oczy zatrzymały się na dacie. 1884 rok? To wtedy, gdy stawiłem czoła Czarnym Panom, myślał. To nie przypadek, Mały Chłopiec nagle poczuł tę dziwną pewność. Skąd wiedział?
*
- Rozumiem, mistrzu. - Nie, ty niczego nie rozumiesz, genialny chłopcze. Jesteś zdolny, ale nie niepokonany. Do bycia potężnym sporo ci brakuje. Nie powinieneś szukać Wielkiego Maga, ani tym bardziej Strażników, zdenerwował się mistrz Jakub.
Niespokojnie krążył po swej izdebce przy Wyższej Szkole Magii. Właśnie robił szóste okrążenie, gdy Mały Chłopiec ponownie się odezwał. Mistrz zatrzymał się. - Mistrzu Jakubie, - zaczął Chłopiec - ja wcale nie szukam Strażników! Nawet nie wiem kim oni są! Ja chcę tylko dowiedzieć się czegoś więcej o Wielkim Magu: kto to taki, gdzie mieszka, co potrafi… Dziecięca żądza wiedzy, mistrzu. Na twarzy Małego Chłopca wykwitł krzywy uśmieszek. Bardzo nie-dziecinny. Mistrz Jakub westchnął ciężko. Co ten mały kombinuje? Szuka Wielkiego Maga, ale ten jest uwięziony. Przecież nie możemy mu nic powiedzieć - to zakazane, on się przeciwstawił… Mały może wiedzieć tyle, co wszyscy adepci: Wielki Mag jest uwięziony. Tyle. Koniec. Zapomnij. Nie zanosiło się jednak na to, żeby Chłopiec miał zamiar zapomnieć. Doprawdy nie wiedział co czynić. Jeśli nic chłopakowi nie powie, gotów wpakować się w jeszcze większe tarapaty. Jeśli zaś cokolwiek powie, biada mu, bo zemsta może okazać się straszliwa. Wielki Mag był zdrajcą ponieważ sprzeciwił się Strażnikom Magii, co więcej, zaatakował ich! Biedaczysko poczciwy mistrz Jakub nie miał zielonego pojęcia, kto przed nim stoi, kogo wyszkolił i do czego mu ta wiedza posłuży. Gdyby wiedział, jak bardzo narażał siebie i szkołę, natychmiast osiwiałby do reszty. Bo mistrz Jakub był już troszkę łysawy, miejscami. Teraz patrzył z niedowierzaniem i konsternacją na swego byłego podopiecznego. Wreszcie zdecydował. - Mały Chłopcze, rzekł. Wielki Mag został ogłoszony zdrajcą. Niewiele więc mogę ci zdradzić, oprócz tego, co napisane w księgach. Tutaj masz PPPŚNM. Ostatnio zaktualizowany. Jakiś miesiąc temu. Pojmanie i uwięzienie Wielkiego Maga miało miejsce w dziewiętnastym wieku, więc jeśli masz ochotę poszperać ,to… Głos mistrza Jakuba zaczął cichnąć i zanikać. Mały Chłopiec popatrzył na niego i ze zdumieniem stwierdził, że usta mistrza wciąż poruszają się artykułując cały potok słów. On jednak