Przyjaźń · 10 min czytania
Mały człowiek wśród wielkiego świata cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wszystkie lekcje się już skończyły. Szkoła prawie całkowicie opustoszała ... Teraz były w niej pojedyncze osoby, które nie zdążyły jeszcze wyjść lub czekające na jakieś pozalekcyjne zajęcia. Ogólnie było tak jakoś dziwnie. Bartek czuł się nieswojo stojąc przed szkołą i czekają na Martę, która spóźniała się już dobre piętnaście minut... - Jeju, Bartek najmocniej Cię przepraszam za spóźnienie. Długo tu stoisz? - Nie tak długo, ale też nie krótko. Chodźmy już, bo zimno się zrobiło i troszkę zmarzłem - Bartek rzeczywiście był zmarznięty, można było to zauważyć po lekko zaczerwienionym nosie i końcach uszów. - Przepraszam na prawdę, ale wypadło mi coś ważnego i nie mogłam szybciej przyjść, gniewasz się? - dziewczyna spojrzała na Bartka "maślanymi" oczyma. - Nie, skądże ... Nie mam o co się gniewać. I w ogóle na Ciebie nie mógłbym się gniewać - chłopak uśmiechnął się i objął ramieniem koleżankę - Martuś, a mógłbym wiedzieć co Ci wypadło? - Yyy ... a wiesz, taka tam prywatna sprawa. Nic ważnego. - Okej spoko. To gdzie idziemy na tą pizze? - Może do Włocha? - Gdzie? - No tu za zakrętem. Dobra tam jest. No chyba, że chcesz iść gdzie indziej? - Nie, nie wybór pozostawię Tobie. Ty tu dłużej ode mnie mieszkasz i wiesz gdzie co jest najlepsze. - No tego to nie byłabym taka pewna, bo nie wychodziłam często do żadnych pizzeri, pubów czy tam innych, ale mniejsza o to. - Pójdziemy do tego, jak mu tam było? - Włocha, ej albo w sumie ... - dziewczyna urwała w połowie zdania - albo już nic . - Nie no powiedz jak zaczęłaś. - Nie, nie już na prawdę nic. - Wszystko w porządku? - Tak, a czemu pytasz? - Bo jakoś tak dziwnie się zachowujesz. Yyy nie zrozum mnie źle, ale tak trochę zaniepokoiło mnie Twoje zachowanie w szkole, no i teraz tak się cały czas oglądasz za siebie i na boki. Jak coś jest nie tak, to mi powiedz. Postaram Ci pomóc. - Nie, no wszystko gra. A z tym rozglądaniem to Ci się wydaje. Tak po prostu patrzę sobie na okolicę, bo dawno tu nie byłam. - Marta nie oszukuj mnie. Widzę, że coś jest nie tak. Nie nalegam, ale mi możesz powiedzieć. - Ale nie ma o czym, bo wszystko jest okej. Skończmy temat. - Dobrze, tylko pamiętaj, że jakby co to służę pomocą. - Dzięki, wiem. Bartek wiesz co odechciało mi się jeść, jak chcesz to idź sam. Ja pójdę do domu. Przepraszam. - Ale nie ma mowy. Idziesz ze mną kochana i się tak łatwo nie wykręcisz. - Bartuś przepraszam, ale jakoś nie mam humoru ani apetytu na tą pizze, może innym razem. - To nie pójdziemy na tą pizze. Chodź do parku, porozmawiamy sobie co? - No dobrze ... Dziękuję, że jesteś teraz przy mnie. - Nie masz za co dziękować. Martunia, ale jak coś się będzie działo to mi powiedź dobrze? Nie chcę, żebyś chodziła smutna, chcę Ci jakoś pomóc, ale nie wiem jak, bo nie wiem co Ci jest. Jak nie chcesz mówić, to nie musisz. Rozumiem, że nie masz jeszcze do mnie zaufania czy coś. Tylko pamiętaj nie pozwolę Cię nikomu skrzywdzić. - Chłopak zatrzymał się, stanął naprzeciw koleżanki i przytulił do siebie. - Bartuś, dziękuję. Brakowało mi właśnie takiej osoby jaką Ty jesteś - Marta powiedziała to przez łzy. - Skarbie, ale nie płacz. Wszystko będzie dobrze. - chłopak pogłaskał Martę po włosach, po czym delikatnie kciukiem wytarł jej łzy. - Wiem, wiem. Przepraszam, że się rozkleiłam. Chodźmy już do tego parku. Tam Ci wszytko opowiem. - Dobrze, chodźmy ... - resztę drogi szli w milczeniu, ale to milczenie oddawało tysiące słów. Marta czuła się bezpiecznie u boku Bartka, a Bartek był szczęśliwy, że w końcu odnalazł pokrewną duszę. Kiedy doszli do parku usiedli na ławce z widokiem na staw z kaczkami. Dziewczyna położyła głowę na ramieniu swojego przyjaciela i w milczeniu wpatrywała się w kaczkę za, którą płynęły jej 'dzieci'. - No więc ... - dziewczyna unikając kontaktu wzrokowego zaczęła mówić co ją gnębiło. Chociaż nie znała Bartka czuła, że to właśnie on jest ta osoba, której może zaufać i o wszystkim powiedzieć, on nie przerywając jej ani jednym słowem uważnie słuchał - to dla mnie trudne, nikomu jeszcze o tym nie mówiłam, ale chciałabym to z siebie wyrzucić. No, bo chodzi o to, że że , yyy no bo po prostu ja nie mam prawdziwego domu. Nie zrozum mnie źle, nie mieszkam na ulicy czy w przytułkach dla bezdomnych. Chciałam przez to powiedzieć, że no po prostu moja rodzina jest inna, różni się od wszystkich innych. Po prostu, no yy bo moja mama zanim mnie urodziła ćpała, ale kiedy dowiedziała się, że jest w ciąży to przestała. Bardzo chciała mieć dziecko, bo wierzyła w to, że jak się urodzę ona będzie żyła jak normalny człowiek, że rzuci to wszystko w cholere i zacznie życie od pewnego…