Horror · 10 min czytania
"Mały marzyciel" cz.1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Lubił kryminalistykę, zagadki mrożące krew w żyłach. Chodził na spotkania grupy „Młodych detektywów”. Potrafił godzinami siedziec przed telewizorem oglądając wszystkie przedstawiane programy o jego ulubionej tematyce. Każdy był pewien, że Carl w przyszłości będzie policjantem, albo detektywem, może tajnym agentem, lub też będzie siedział w wygodnym, obrotowym fotelu, na jakimś innym wydziale kryminalistycznym. Od jakiegoś czasu Carl przestał się ogólnie interesowac otaczającym go światem. Popadł w wir fantastycznych wydarzeń, niekiedy rodem z najstraszniejszych horrorów, które budziły w nim agresję. Państwo Kremensonowie starali się nie zwracac uwagi na zamiłowania syna, które po krótce przerodziły się w chore fobie, do czasu, gdy chłopak zupełnie nie odizolował się od przyjaciół i kolegów „z branży”. Zachowanie chłopca zaczęło ich nie pokoic, ale jeszcze postanowili wstrzymac się z wizytami u psychologa, uważali, że ich synek jest na tyle inteligentny, że poradzi sobie z urojeniami i szybko wróci do normalności... Hm...Tylko, czy na pewno...? -Zaini obiad na stole, zejdź kochanie!-zawołała pani Kremenson. -Już idę mamo!-odrzekła sześcioletnia dziewczynka. Po chwili po domu rozszedł się dźwięk skrzypiących, starych schodów i mała Angela pojawiła się na dole. -Siadaj słonko, dzisiaj naleśniki, twoje ulubione!-mama obdarzyła córeczkę słodkim usmiechem. Mała odwzajemniła go i poczęła z niecierpliwością ruszac nóżkami na wieśc o pysznym posiłku.-A Carl? Gdzie on jest? -Jeszcze w szole, powieszał, że msza dżyszaj napszac szprawdzan z hisztorii i muszi dłuszej szostac.- odpowiedziała Angela z pełną buzią ciasta naleśnikowego, pomieszanego z białym serem. -Aha.-rzekła pani Kremenson, tak dla potwierdzenia istniejącego faktu. Jednakże trochę ją to zdenerwowało, ale sama nie wiedziała dlaczego. Przysiadła obok córki i poczęła się zastanawiac nad tym, czy jej ukochany syn, aby na pewno pisze teraz sprawdzian z historii... Jednak po chwili zdecydowała, że jej obawy są bezpodstawne i wróciła do rozmowy z córką.
Tymczasem Carl wcale nie poprawiał sprawdzianu, tylko znajdował się w ciemnej szkolnej piwnicy. Było tam bardzo zimno i cuchnęło stęchlizną. Carl siedział na małej ławeczce pod ścianą, trzymając ręce w lodowatej wodzie. Miał zamknięte oczy. W pewnej chwili rozległ się trzask, potem chrupot klucza w zardzewiałej dziurce. Carl otworzył oczy, były puste, bez tęczówek, bez źrenic, po chwili zalśniły jaskrawą zielenią. Chłopak wstał, jego dłonie były foletowe z zimna. Podszedł do drzwi i zaczął się w nie wpatrywac. Po chwili coś pyknęło i przed chłopcem droga była wolna. Znów wyglądał normalnie, tylko, że już przestał byc normalny. Teraz stał się kimś innym, dwunastoletnim psycholem, którego marzeniem nadal było rozwiązaywanie zagadek kryminalnych. Tylko, że teraz przybrało trochę inny wymiar...
Carl wyszedł ze szkoły, było już ciemno, a śnieg wiał ze wszystkich stron. Chłopiec był ubrany w kolorowy robiony na drutach sweter i wytarte, niesbieskie dżinsy. Na nogach miał buty halowe, które szybko przemokły. Mokre włosy opadały mu na czoło, lepiąc się do niego. Carla jednak nic to nie obchodziło, w głowie miał jedynie wizję spełnienia swego marzenia...
Był już blisko domu, z dala widział, że mama nie domknęła drzwi, zza których wydobywało się jasne światło żarówki. Carl otworzył furtkę, pokonał odległośc dzielącą go od niej aż do drzwi frontowych i niepostrzeżenie znalazł się w domu. Zrzucił przemoknięte buty i udał się na górę do łazienki. Pani Kremenson nie zauważyła jego przybycia, ponieważ swą uwagę skupiała na brazylisjskim serialu telewizyjnym. Wśród migocącego obrazu, chłopiec wdrapywał się na górę, by zmienic przemoknięte ubranie. Zdjął wszystko co miał na sobie, wrzucił to do wanny, po czym wyciągnął z szafki suchy strój. Wrócił na schody i udał się do kuchni. Wyciągnał ostry nóż i począł zbliżac się razem z nim w ręku w stronę fotela matki. Był już bardzo blisko... Coś mignęło mu przed oczyma. Minął fotel i zaczął przeszukiwac szafki, miał ohotę na kilka kromek z dżemem. -Witaj synku! Carl nic nie odrzekł. Mama wstała, by go ucałowac. -Czego szukasz kochanie? -Niczego. -Jak to? Powiedz, chętnie ci pomogę.-mama uśmiechnęła się. Wtedy Carl odwrócił się. Nóż lśnił wysoko w jego dłoni. Na twarzy chłopca pojawił się grymas. Wziął zamach i ostre narzędzie utkwiło w głowie jego matki. Ta padła trupem w wielkiej kałuży krwi. Carl chwycił za telefon. Wykręcił numer. Kilka głuchych sygnałów, po czym w słuchawce, dał się słyszec dziarski głos jego ojca. -Halo? -Tato, tato...-dyszał. -Co się stało synku?-zapytał pan