Inne · 7 min czytania
Mały zastęp Al-Kaidy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Deszcz miarowo bębnił o brudne szyby. Już od kilku dni nie pokazało się słońce. Tylko ten przeklęty deszcz. Kropla spadająca na blaszany parapet może wywołać hałas nie do zniesienia. A milion takich hałasów to już stanowczo za dużo jak na jedną głowę… Łukasz siedzi w wygodnym fotelu. Patrzy na to szare niebo. W dłoni szklanka kawy. To już dwunasta dzisiaj. Lecz nikt mu tego nie wypomni. Nikt tu mówić nie umie i nie chce. Zgaszony niedopałek wygląda komicznie na tle różowej popielniczki. Prezent na drugą rocznicę. Stop! Cofnięcie myśli wstecz. Powrót do przeszłości. Ona. A raczej Jej brak. Cały dom to odczuwał. A on najboleśniej ze wszystkiego, co było i być nie mogło. Ściana. Zimna, biała ściana. Na niej, obok zegara, portret pięknej kobiety. Uśmiecha się do fotografującego ukazując doskonałą biel zębów. Niebieskie oczy zawierają w sobie kawałek nieba. Piękno w najczystszej postaci. Tylko mała, czarna wstążka wczepiona w złotą ramkę przypomina mu, że coś jest nie tak. że kogoś tutaj brakuje. Brakuje Jej… Łukasz powoli wstaje. Przeciera zmęczone brakiem światła oczy. Podchodzi do obrazu. Patrzy. Patrzy długo. Po policzku toczy się łza. Milion sześćset osiemdziesiąta siódma od Tej chwili. Ociera ją wierzchem dłoni. Wspomnienia… Studia. Pierwszy rok. Pierwsza impreza studencka. Biel jej bluzki. Czerwień jej ust. Czerń jej włosów. Smak pożądania. Chwile wolności. Rozkwit. Pierwsze słowa „Kocham Cię!”. Splecione dłonie. Nagie dusze i kawałek ciała. Pierwszy raz w atłasowej pościeli. Wspólne siedzenie do trzeciej w nocy nad strukturą algorytmów. Wspólny kac po oblaniu zakończonych egzaminów. Jeden wspólny indeks z tytułem inżyniera. Razem. Wszystko razem. Trzysta osiemdziesiąt dni poznawania siebie. Złota obrączka. „Biorę Ciebie Łukasza za męża i ślubuję Ci…”. „Ja Łukasz, biorę ciebie, Anno, za żonę i ślubuję Ci…”. Wesele pod gwiazdami. Pierwsze mieszkanie na Lipowej. Pierwsza praca. Pierwsza wypłata przeznaczona na podróż poślubną nad polskie morze. Wspólne wieczory przy kominku. Zapach świec różanych. Milion deklaracji typu „jesteś moją jedyną miłością”. Ciąża. Pierwszy szok i łzy szczęścia. Gratulacje kolegów z pracy. Poklepywanie po plecach przez znajomych. Sklep dziecięcy. Wózek, smoczek, zabawki, ubranka. Śliczne łóżeczko z pościelą w misie. Grzechotka różowa. Poród. Mały Jaś wołający o kawałek oddechu. Bicie serca największego szczęścia pod słońcem. Powrót do domu. Tylko my we troje. Pierwsze kroczki. Pierwsze słowa. „Mama, tata…”. Szczęście… Milion sześćset osiemdziesiąta ósma łza. Początek końca. Wyrok lekarzy. Niewiedza. Pierwszy szok. Hektolitry nadziei. „Wszystko będzie dobrze, kochanie”. Chemioterapia. Brak włosów osładzała sobie białą czekoladą. Cierpienie. Godziny pełne bólu i łez. Mały Jasiu z pytaniem patrzył na cierpiąca mamusię. Dotykał jej twarzy i pytał: „Co mamusiu?”. Łza miłości. Dwa tygodnie bez mamy. Klinika w Warszawie. Nad Wisłą. Patrzyła w okno i zachwycała się pięknem wiosny. Pierwszy kryzys. Mały Jasiu ze zdziwieniem patrzył na przytulonych mocno rodziców. Szok. Wyrok śmierci z ust lekarzy. Hospicjum. Różowe ściany. Respirator. Nie słychać już mamy. Mama nie patrzy już na swe dziecko. Ostatni uścisk dłoni. Odeszła nocą. Tylko serce bić przestało. Nic…