Akcja · 7 min czytania
Mam 14lat oceniajcie zalezy mi
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Czas wojny to czas chwały i żywota wiecznego"
Mistrz Wzgórza Rozdział 1
Ojako podrapał się po uschłej złuszczonej głowie, przeczesując niedbale siwe włosy. Turkot koni dał się słyszeć po całym pałacu. Wkrótce zwolnił wywołując ogromne wzburzenie na królewskim dworze. -Panie orszak hrabi Montieu przybył- niski krasnolud Torus ukłonił się przesadnie, niemalże całując podłogę. -Czy jest wśród nich Montieu?- Ojako zapatrzył się na złoty wazon. -Naturalnie w towarzystwie damy…Harcie. -Powiedz że bardzo ich proszę by nie dyskutowali z tłumem. Czas nas nagli. Torus ukłonił się dwa razy i z największą usłużnością poczłapał w kierunku wrót, wyciągając magiczną laskę, którą zazwyczaj rozganiał tłum zbierający się pod pałacem. Przypuszczenia na temat magii zdały się być słuszne. Przeraźliwe krzyki i łoskoty dobiegły natychmiast Ojaka. Po chwili zdyszany Montieu wpadł, uderzywszy stalowym hełmem o drzwi. Dama Harcie o tyle nie miała tego szczęścia, ale skryła się pod peleryną władcy łkając głośno. -Co też ten krasnal wyprawia-krzyczał wymachując grubym mieczem- nie wolno znać tłumą tajemnicy magii. Ojako popił czerwonym wytrawnym winem, ze złotego kieliszka, bowiem tak sobie upodobał władca ów tę błyskotkę, że już nawet z niej domieszką mury budował przez królestwo. -Wczoraj przybył kurier Tyrański pragnąc dostać pomorze Orkańskie inaczej zaś grożąc wojną. Trudno było mi to nazwać decyzją, i postąpiłem chyba niesłusznie nie godząc się na warunek. Pomorze Orkańskie to wozy pełne złota. Zapewniają nam wszystko! Hrabia Montieu wycelował kraniec miecza w władcę. Twarz wykrzywił mu okropny grymas, całkiem widoczny zza długiej wojowniczej brody. -Wszystko prócz wolności. A ja nie dam ludowi cierpieć i zamierzam choćby nie wiem co przejąć tron. Na Sali zapadłą śmiertelna cisza. Usłyszeć można było jedynie ciche łkanie Harcie i sapanie służącego krasnoluda, przyglądającemu się z bacznością sytuacji. -Powinieneś stracić głowę -ozwał się Ojako spoglądając na brodę wojownika-taka decyzja padła by u każdego cara i na każdym zakątku świata. Ale nie u mnie. Jestem w tym doskonalszy od innych królów, bo nie szastam temperamentem. Zdaję sobie sprawę z moich czynów, i dlatego postawię Ci najlepszy warunek z wszelkich możliwych. Przeczytaj tę księgę na stronie 189 i 250. Szara, grubo oprawiona księga wylądowała przed zbrojnymi butami Montieu’go. Wojownik z pogardą spojrzał na podarunek, nie typowo co prawda wręczony ale chyba będący jedynym ratunkiem przed śmiercią. Z trudem odczepił od siebie Harcie, ściskającą go kurczowo wciąż jeszcze za nadgarstek. Mountie zbliżył ją na odległość pół metra, i podejrzliwie uchylił pierwszą zżółkną i postrzępioną kartką. Wszystkie kolejne nie były w lepszym stanie, jakoby sama okładka sypała się w rękach. -Vadieu Maxiafi toż to przecież druidzka zguba! Naprawdę zawiera wszystkie najpotężniejsze czary i wywary. Bracie wiedziałeś co robić! Rycerz pożerał wzrokiem księgę, traktując ją jak dwadzieścia cudów świata razem wziętych. -Teraz rozumiesz moją decyzję i wszelkie nie słuszności usprawiedliwisz od razu przed moim obliczem? Radujesz się, ale nie masz czym. Pokarałem…