Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 8 min czytania

Mamą być...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To nie jest w żaden sposób tekst, który należ oceniać pod względem literackim. To mail wysłany do trzech moich przyjaciółek z liceum po urodzeniu córki. Dziewczyny zasypały mnie pytaniami, a ja im zbiorczo odpowiedziałam. Jako że wiedzą, że pisanie to jedno z moich hobby, poleciły mi później opublikować ten tekst, bo podobno mądry, podobno wzruszający i podobno można z niego coś dla siebie wyciągnąć. No to publikuję, zaznaczając jednocześnie, że jeśli ktoś zna moje opowiadania, to TO JEST ZUPEŁNIE INNY TEKST. Ekstremalnie osobisty, pisany z emocjami... Piszę tam od siebie i o sobie, dlatego stylistycznie różni się bardzo od wszystkiego, co można znaleźć na moim profilu.

Od: Marta Witkowska <[e-mail]> [Dodaj do białej/czarnej listy] Do: <[e-mail]>, <[e-mail]>, <[e-mail]> [Zapisz wiadomość na dysk] Data: Poniedziałek, 6 Października 2008 17:21 [Zmień powiększenie treści listu] Załączniki: 3 załączniki Zapisz wszystkie załączniki Pokaż wszystkie obrazki Temat: Zdjątka i newsy :] [Pokaż nagłówki listu] [Ukryj nagłówki listu]

Cześć baby! Pozwalam sobie pisać do wszystkich naraz, bo odpowiadać każdej z osobna na pytania to nawał roboty, a u mnie chwilowo czas bardzo w cenie ;] Rodziłam naturalnie i, jak się dowiedziałam dopiero z wypisu ze szpitala nie dwie godziny, jak mi się wydawało, ale wręcz półtorej. Jak to się robi? Nie mam pojęcia ;D W każdym razie podczas akcji porodowej na uwagę lekarza, że "niezłe tempo nam narzucasz", zmęczonym półszeptem odpowiedziałam, że "całe życie zwykłam się spieszyć", co prawdą jest przecież niezaprzeczalną i każda z was to wie ;] Aśka P. wie, że czekałam na poród w Tarnowie, żeby urodzić w szpitalu na Lutyckiej. Oczywiście się nie doczekałam, bo moje dziecko postanowiło mi pokazać, żebym się nie ważyła decydować o niej bez niej. Wróciłam do domu i poszłam grzecznie po zwolnienie, bo mi się L4 kończyło w dniu zaplanowanego porodu. Lekarz, zamiast mi wydać papierek, rzekł, że rozwarcie i wio do szpitala, na co się wściekłam, bo z rozwarciem to chodziłam od 3 miesięcy, a skurczów jakoś nie czułam... Choć prawdą jest, że Maciej czuł poprzedniego dnia, że mi się brzuch spina, ale machnęłam ręką bo "to przecież miało boleć". No to mnie zawieźli do szpitala w Szamotułach, a wściekła byłam jak osa, że mnie teraz nie wiadomo jak długo na oddziale będą trzymać. I chyba z tej złości koło szóstej wieczorem zaczęło coś pobolewać, ale "gdzie tam skurcze, no boli troszkę...". Jeszcze o siódmej dzwoniłam do Macieja, że "nie, nic z tego nie będzie, kwitnąć tu będę i się wk... tylko". O ósmej podłączyli mnie do takiej maszynki, co mierzy napięcia macicy i rzekli "o, skurcze!", na co się popukałam w głowę, bo trochę bolało i tyle. Gdzie te napięcia, gdzie ta regularność? A przyszła, owszem :] Pół godziny później chcieli mnie ładować na wózek, żeby zabrać na porodówkę, to wzięłam pod pachę telefon i butlę wody i poszłam, czasem przystając, ale jednak o własnych nogach. Od tej pory liczy się czas porodu - godzina regularnych skurczów i pół godziny parcia - męcząca rzecz, ale już tak nie boli, bo masz zadanie do wykonania, a nie wrzaski do wykrzyczenia. Mi się zresztą tylko dwa razy jęknąć porządniej zdarzyło. Lekarz i położne z pielęgniarkami orzekły, że jestem chyba jedyną osobą w historii szpitala, która na pytanie o samopoczucie w czasie skurczu spokojnie skończyła parcie, wzięła oddech i sapnęła "pełen bajer". Na propozycję znieczulenia zresztą też podziękowałam, nie chciałam zgłupieć i nie wiedzieć, co się dzieje. Koniec końców o 22.03 coś się wysmykło i usłyszałam krzyk a potem "gratulacje, dziewczynka". 20 minut później…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Mamą być... — czytnik · opowiadania