Komedia · 35 min czytania
MAMISYNEK GRACJAN - PODRYWACZKA cz. II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
MAMISYNEK GRACJAN - PODRYWACZKA cz. II
Po randce z pewnym Januszkiem, który podawał się za macho, a tymczasem okazało się, że był miękki jak jajeczko, zraziłam się do wszelkich typów pozujących na twardzieli. Nadal poszukiwałam mężczyzny mojego życia, ale tym razem marzył mi się wrażliwy, spokojny chłopak, potrafiący z szacunkiem odnosić się do kobiety. Dlatego gdy weszłam na czat dla samotnych i zauważyłam, że jeden z użytkowników przyjął sobie ksywkę „dobry chłopiec”, natychmiast się nim zainteresowałam. Okazało się, że miał na imię Gracjan, osiemnaście lat i uczył się w jednym z najlepszych poznańskich liceów. Działał w kilku organizacjach charytatywnych, śpiewał w kościelnym chórze i pisał wiersze. Pomyślałam sobie, że taki chłopak z pewnością będzie dla mnie dobry. Tak zręcznie poprowadziłam rozmowę, że sam zaproponował mi randkę i to w naprawdę świetnej restauracji. Gracjanek zaimponował mi już na starcie i byłam bardzo podekscytowana przed wyjściem na spotkanie. Pomyślałam sobie, że muszę wyglądać elegancko, a zarazem romantycznie, więc założyłam moją najlepszą garsonkę w kolorze wrzosu, zrobiłam delikatny makijaż, podkreślający moją naturalną urodę, a na koniec rozpuściłam włosy. Tym razem zrezygnowałam z dekoltu, by zbytnio nie epatować moim rozbrajającym seksapilem. Wchodząc do lokalu od razu go zauważyłam. Wyglądał tak samo jak na zdjęciu, które mi przysłał – słodki blondynek o długich, lokowanych włosach. I ten niewinny, nieśmiały uśmiech. Prawdziwy aniołek! W markowym garniturze i znakomicie dobranym krawacie wyglądał po prostu zniewalająco. Przywitałam się z nim i z satysfakcją zanotowałam fakt, że w odróżnieniu od większości chłopaków nie gapił się na moje duże piersi. Skromnie spuścił głowę, czym jeszcze bardziej mnie rozczulił. - Pisałeś mi na czacie, że udzielasz się charytatywnie – zagadałam z zachęcającym uśmiechem. - W jakich organizacjach? - W Caritasie i w „Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy”- Gracjan miał bardzo chłopięcy głos. - Dlaczego akurat w nich? - Mamusia mówiła, że w Caritasie pracują bardzo dobrzy, niesamowicie uczciwi ludzie i że to duży zaszczyt pomagać im i robić coś dla biednych. A pan Jurek Owsiak ma bardzo, bardzo duże serce. Mamusia zawsze go chwaliła i podziwiała. - Masz mądrą i dobrą mamę – zauważyłam. - Tak, mamusia jest super! - uśmiechnął się słodko. - Lubisz pomagać ludziom? - Tak, oczywiście. To bardzo miłe, jak później uśmiechają się do ciebie, przytulają i dziękują. Czasem nawet chcą się odwdzięczyć i dają mi słodycze. Bardzo lubię słodkości, ale staram się je ograniczać, bo mamusia mówi, że to niezdrowe dla zębów. - A w jaki najprzyjemniejszy sposób odwdzięczali ci się za pomoc? - Tak, jak mówiłem – uśmiechają się, przytulają... - Tak, tak, słyszałam, ale chodziło mi o to, czy na przykład jakaś ładna, seksowna dziewczyna nie chciała ci w specyficzny sposób, że tak powiem, zrekompensować pomoc – musiałam delikatnie wybadać, jakie Gracjan ma poglądy na temat seksu, bo to dużo mówi o człowieku, a także o mężczyźnie. - Nie rozumiem? – na twarzy chłopaka zauważyłam duże skupienie. - No nie udawaj – zaśmiałam się. – Chodzi mi o to, czy proponowała ci pójście do łóżka? - A po co miałaby mi proponować coś takiego? Przecież dla niej to bez różnicy, czy pójdę do łóżka, czy nie pójdę, czy też położę się spać na przykład na materacu – roześmiał się tak jakby opowiedział dobry dowcip. - Nie czy pójdziesz do łóżka tylko czy pójdziecie. Oboje. - Oboje? A niby po co? - Żeby się przespać ze sobą, oczywiście. Nie żartuj sobie, że się nie domyśliłeś. - Naprawdę nie pomyślałem. W życiu bym na to nie wpadł. Po co miałaby ze mną spać jakaś dziewczyna? Co ja bym z tego miał? Absolutnie nic, tylko bym się nie wyspał, bo mam wąski tapczan i w dwójkę jest niewygodnie. - Oj, głuptasie! Przyjemność byś z tego miał! Nie mów mi, że nie lubisz uprawiać seksu? - Seksu? A co to w ogóle jest ten seks? Wszyscy o tym mówią, a nie bardzo wiem, o co tu chodzi?! I już mnie to zaczyna denerwować! Mamusia mówiła, że jeszcze mam czas na seks i wszystko mi wytłumaczy, jak skończę dwadzieścia jeden lat. Słysząc to zdębiałam. Gracjan zrobił tak śmiertelnie poważną minę, że chyba faktycznie nie miał zielonego pojęcia o seksie. Trafił mi się autentyczny prawiczek, rarytas, o jakiego coraz trudniej w dzisiejszych rozwiązłych czasach. Mogłabym związać go ze sobą, całkowicie uzależnić, stać się jego nauczycielką życia i kochanką wprowadzającą w cudowny świat cielesnej rozkoszy. To, że był młodszy ode mnie, było w tym przypadku jedynie zaletą, gdyż niewątpliwie sprawiłoby, iż Gracuś jeszcze bardziej by mnie szanował i traktował jak prawdziwą damę, którą de facto przecież jestem. No cóż, takiej okazji nie mogłam wypuścić z rąk, bo nie prędko mogła pojawić się podobna. - Jakby ci to wyjaśnić… - uśmiechnęłam się dobrotliwie. – Może zaczniemy od początku. Całowałeś się kiedyś z kobietą? - W policzek? Oczywiście, że tak! - Nie, chodziło mi o pocałunek w usta. W tym momencie rozległa się skoczna melodyjka „A ja kocham swoją mamę”. Gracjan błyskawicznie wyciągnął komórkę z kieszeni marynarki i przyłożył palec do ust, pokazując mi, żebym była łaskawa przez chwilę nic nie mówić. - Tak, mamusiu? Słucham? – powiedział cichym i łagodnym głosem. - O co tam słuchać, syneczku? Jak tam idzie randka? – usłyszałam donośny, basowy głos jego rodzicielki. - Dobrze, mamusiu. - Co to znaczy, że dobrze? Jaka jest ta dziewczyna? Miła? Skromna? O czym rozmawiacie? - Tak, bardzo miła. A rozmawiamy tak ogólnie. - Ogólnie to znaczy o czym? - O Caritasie, pomaganiu innym, o łóżku, o seksie. - Jak to o seksie?! – zagrzmiała mamuśka. – Wypytujesz ją o seks?! Jak ci nie wstyd, dziecko! - Nie, nie, to nie ja… - Gracjan mocno poczerwieniał na twarzy. – To ona zaczęła, powiedziała, że wszystko wyjaśni mi od początku jak to się robi, zaczniemy od całowania… - Całowania?! – kobieta wydarła się na cały regulator. – Dawaj mi te dziewuszysko do telefonu! - Mamusia chce z tobą rozmawiać – szepnął Gracuś i przestraszony wręczył mi komórkę. - Tak, słucham? – starałam się zachować spokój. - Tu Janina Boratyńska. Kultura wymaga, żebyś też się przedstawiła, pannico! - Nazywam się Ilona. - Ilona to masz na imię, dziecko. A jak się nazywasz? - Arciszewska. - No dobrze, Cipaszewska… - Arciszewska! – poprawiłam ją automatycznie, bo może to dziwne, ale jestem uczulona na przekręcanie mojego nazwiska. - Tak, tak, dziecko, nie jestem głucha! Co to są za rozmowy o seksie z moim syneczkiem?! Przecież to jeszcze dziecko. On ma dopiero osiemnaście lat! - Nie rozmawialiśmy o seksie! - Milcz! Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że mój Gracjanek kłamie?! On nigdy by nie oszukał swojej kochanej mamusi! - Nie, nie, po prostu pani syn powiedział, że mamusia, to znaczy pani, wszystko mu wytłumaczy o seksie jak skończy dwadzieścia jeden lat, a ja tylko się spytałam, czy całował się kiedyś z kobietą. - Oczywiście, że tak! Zawsze całuje mnie w policzek na dzień dobry i na dobranoc. A dlaczego cię to tak interesuje, dziewczynko? - Tak tylko spytałam. Uważam, że to bardzo piękne i mądre, że pani wychowuje syna w czystości, dziewictwie i poszanowaniu dla kobiet. On jest taki młody i ma jeszcze czas na te rzeczy – kłamałam jak z nut, by udobruchać zdenerwowaną kobiecinę. - Cieszę się, że tak mówisz. Mam wrażenie, że dobra z ciebie dziewczynka, chociaż masz takie nieprzyzwoite nazwisko. - Dlaczego nieprzyzwoite? Nazywam się Arciszewska! – zaoponowałam. - Tak? A ja usłyszałam inaczej. Nie ważne. No dobrze, uspokoiłaś mnie, ale pamiętaj! Nie skrzywdź tego dobrego, niewinnego chłopca, bo jeśli zrobisz mu coś złego, to znajdę cię! A wtedy ręka, noga, mózg na ścianie, nic po tobie nie zostanie! - Grozi mi pani? - Nie, tylko ostrzegam. Do widzenia, panno Cipaszewska! - Nazywam się Arciszewska! – krzyknęłam rozwścieczona, ale odpowiedziała mi cisza, bo mamusia Gracjana zdążyła już się rozłączyć. - I co, fajną mam mamusie, prawda? – spytał Gracjan z niewinną uśmiechem. - Tak bardzo! – odpowiedziałam łagodnym głosem, chociaż w środku aż mi się gotowało. W końcu pojawił się kelner – chudy, wysoki wymoczek o szczurzej twarzy i włosach uczesanych na żel. Od razu poczułam do niego antypatię, bo nie dość, że się nie uśmiechał, to jeszcze bezczelnie wlepił gały w mój biust. - Wreszcie łaskawy pan raczył podejść! – potraktowałam dupka tak, jak na to zasłużył. – Co pan miał takiego pilnego do roboty, że nie mógł przyjść wcześniej? - Byłem w ubikacji. - Aha. No tak, to wiele wyjaśnia. I co, było miło? – uśmiechnęłam się złośliwie. - Nie rozumiem aluzji i bynajmniej nie waliłem tam sobie konia. - Ależ niczego takiego nie sugerowałam – zaśmiałam się ironicznie. – I proszę sobie zapiąć rozporek i wytrzeć ręce. Kelner nerwowo spojrzał w dół i poprawił zamek błyskawiczny spodni. Zdenerwowany otarł pot z czoła i wykrztusił: - Czy mogę przyjąć zamówienie? - Oczywiście. Poproszę sałatkę grecką i wodę mineralną, nie gazowaną. - Dobrze, a co dla pana? - To samo co dla koleżanki – odpowiedział Gracjanek, speszony z niewiadomych dla mnie powodów. - Mamy świetne piwo. Polecam Heinekena, Grolscha i Guinessa. - Nie, dziękuję, ale mamusia nie kazała mi pić alkoholu, mam przecież dopiero osiemnaście lat. - Rozumiem – kelner uśmiechnął się od ucha do ucha, z trudem tłumiąc śmiech. Gdy odszedł ten frajer w tanim garniturku, poprawiłam fryzurę, a potem położyłam chłopcu rękę na ramieniu, spojrzałam głęboko w oczy i spytałam seksownym głosem, zmysłowo oblizując wargi: - Powiedz mi, Gracjanku, czy we wszystkim tak słuchasz mamy? - Tak. A co, ty nie słuchasz? - No wiesz, różne to bywa, jestem już przecież dorosła. - Ale mama to zawsze mama! - W sumie tak. Ale nie mówmy już o twojej mamie. Bardziej mnie ty interesujesz. Powiedz mi, co lubisz robić w wolnym czasie? - Śpiewam w kościelnym chorze, działam w Caritasie... - Tak, tak, wiem, ale jak już masz czas dla siebie to co robisz? - Sprzątam mój pokój, pomagam mamie, chodzę z nią po zakupy, razem oglądamy różne fajne seriale, jak na przykład „M jak miłość” i „Na dobre oraz złe”, chodzę z mamą do jej koleżanek albo one przychodzą do nas. Naprawdę bardzo ciekawie spędzam wolny czas. - No dobrze, ale jak nie ma mamy i jesteś sam to co wtedy? - Wtedy jestem smutny… - Dlaczego? Nie umiesz się jakoś sam sobą zająć? – nie wyrywałam mojego zdziwienia. - No jakoś nie. Bez mamy jest tak jakoś… tak... no po prostu… beznadziejnie! - Jak to? To teraz jak jesteś tu ze mną, bez mamy, to też jest beznadziejnie?! – Gracjan powoli zaczynał mnie denerwować. - Nie no… Nie to chciałem powiedzieć… – wił się jak piskorz. – Z tobą też jest w miarę fajnie… prawie jak z mamą Nie daruję mu tego „z tobą też jest w miarę fajnie”. Poczułam, że musimy szybko zmienić klimat, bo nie miałam zamiaru cały wieczór rozmawiać o pani Janinie. - Wiesz co, Gracek, dajmy sobie spokój z tą restauracją. Chodźmy się lepiej przejść do parku albo gdzieś. Zaczynam się tutaj dusić. - To sobie rozepnij koszulę – odpowiedział z niewinną miną. – Jesteś zapięta aż po samą szyję, więc nic dziwnego, że brakuje ci powietrza. Moja mama zawsze powtarza, że… - Wystarczy! Już ja wiem lepiej, czy mam się rozpiąć, wypiąć albo rozkraczyć czy też nie i przestań już z tą twoją mamą! – może trochę niegrzecznie wpadłam mu w słowo, ale nie mogłam dłużej opanować zdenerwowania. . - Dlaczego? Chyba nie masz nic do mojej mamusi? - Nie skądże znowu – odpowiedziałam z przekąsem. – Przecież to taka miła i sympatyczna kobieta… - I ładna, i dobra, i mądra! - No też, też, ale to z tobą umówiłam się na randkę, a nie z twoją starą i dlatego wolałabym porozmawiać o tobie. A teraz bardzo chciałabym się z tobą przejść po parku. Proszę cię, chodźmy już stąd. Wstałam i tak mocno pociągnęłam go za rękę, że również się podniósł. Wtedy lekko popchnęłam go w stronę wyjścia. - A kelner? – spytał ze strachem w oczach. – Przecież złożyliśmy zamówienie! Nie możemy tak wyjść, bo on będzie zły! - Nie szczególnie obchodzą mnie nastroje tego buca. Zdecydowanie chwyciłam jego dłoń i niemal siłą wyciągnęłam na chodnik. Postanowiłam oddać mu inicjatywę w rozmowie, bo przecież to facet powinien się starać o kobietę, zagadywać ją i próbować czymś zainteresować czy zabawić, a nie odwrotnie. Nie odzywałam się więc przez dobre kilka minut, aż zaczęło mnie to męczyć i denerwować, jednak Gracjan nie odezwał się ani słowem. Szedł ponury ze wzrokiem wbitym w chodnik. Sprawiał wrażenie jakby był tu ze mną za karę, więc postanowiłam to czym prędzej wyjaśnić. - Dlaczego się nic nie odzywasz? – spytałam słodko. - Bo… bo… - chłopak zrobił się czerwony na twarzy. - Tak? Co chciałeś powiedzieć, Gracjanku miły? - Bo nie wiem, co mam powiedzieć. Mało przebywam z młodymi dziewczynami. - A koleżanki twojej mamy? - Ale to są prawdziwe, dojrzałe kobiety. - Prawdziwe? A ja to co, może sztuczna jestem?! Jak nie wierzysz, to sprawdź, sama natura! Położyłam mu dłoń na swojej piersi, by mógł się osobiście przekonać co do autentyczności mojego biustu, ale w panice wyrwał rękę i spłonął żywą czerwienią. - Tak, masz rację… Jesteś prawdziwa… Ale chodziło mi o to, że one są… jak to powiedzieć, starsze od ciebie, to tak jakby moje ciocie, a nie dziewczyny. - Aha, rozumiem. - Mogę ci coś powiedzieć? - No pewnie, Gracjanku. - Ale to zostanie między nami? - No jak bum cyck, cyk – walnęłam się pięścią w pierś, spodziewając się jakiegoś miłosnego wyznania. - Boję się, bo mama będzie na mnie zła. - Dlaczego? - Kazała mi być z tobą w restauracji i nigdzie nie wychodzić. Miała przyjść za godzinę i cię obejrzeć, a potem porozmawiać. - Obejrzeć mnie? Po jaką cholerę? Nie jestem jakaś małpką w zoo! - No wiesz, mamusia chce dla mnie jak najlepiej i martwi się, czy będziesz dla mnie i dla niej dobra. To chyba normalne, nie? - No nie wiem, czy normalne! Moja mama nigdy tak nie robiła! - Mam prośbę, wrócimy jeszcze do restauracji, zanim przyjdzie tam moja mamusia? Jeśli mnie nie zastanie, to będzie zła i na pewno mnie ukarze? - Ukarze? A w jaki sposób? - Nie wiem, mogę na przykład dostać bicie. - Takiego dużego chłopca mama bije? Po głowie czy jak? - Przeważnie dostaję kilka klapsów na gołą pupę – zawstydzony spuścił oczy. - Żartujesz?! Bije takiego dużego chłopaka po gołym dupsku? Przecież jesteś już dorosły! - Ale to jest mama, ona wszystko może! Ale proszę cię, nie mów o tym nikomu. Musiałem to z siebie w końcu wydusić, bo strasznie mi to ciążyło, ale nie zdradź mnie, dobrze? - To zależy, zastanowię się… - Od czego zależy? – zdenerwował się Gracjan. - Czy będziesz dla mnie miły i czy będziesz robił to, o co cię poproszę. A jak nie, to opiszę wszystko w Internecie na moim blogu, a wierz mi, że odwiedza go naprawdę sporo ludzi. - I tak nikt nie będzie wiedział, ze to o mnie, bo nie masz mojego zdjęcia! – krzyknął z trumfem w głosie. - Teraz już mam! – wyciągnęłam z torebki komórkę i pstryknęłam mu fotkę. - O ty, podstępna, niedobra! Wykasuj to natychmiast! - Po moim trupie. Teraz mam cię w garści – zaśmiałam się w głos. - Gdybym nie była porządną dziewczyną, to bym nawet powiedziała, że trzymam cię za jaja! Ha, ha,ha! - To mnie załatwiłaś! A mamusia ostrzegała mnie przed takimi rozwydrzonymi dziewuchami! Ty wydro, ty pokemonie, ty Gargamelu! Na czacie wydawałaś się sympatyczna, a tak naprawdę jesteś podstępną żmiją! Jednak nie ma drugiej takiej wspaniałej kobiety jak moja mamusia! - Z pewnością nie ma! Ale ja też jestem sympatyczna, tylko musisz robić wszystko o co cię uprzejmie poproszę. Chyba to nie jest dla ciebie problem, skoro ślepo słuchasz mamusi we wszystkim? No to teraz posłuchasz mnie! Ha, ha, ha! Spojrzałam na niego z rozbawieniem. Podjęłam już decyzję. Gracek zdecydowanie nie nadawał się na mojego faceta, bo chociaż był przystojny, to jedyną ważną kobietą, którą szanował i z którą się liczył była jego mamusia. Czytałam w jakimś kobiecym piśmie, że mamisyństwo jest nieuleczalne, więc szkoda czasu na takiego dzieciucha. Postanowiłam więc miło spędzić z nim wieczór, dobrze się bawić, a potem adieu, milord. Schrupanie tego prawiczka było interesującą perspektywą, bo zawsze to miło być dla kogoś tą pierwszą, do końca życia niezapomnianą kobietą, która zmieniła chłopca w mężczyznę, ale dłuższy związek z Gracjankiem zdecydowanie nie wchodził w grę. Skoro miałam na niego haka, sprowadzę go do siebie i sprawię, że ta randka nie będzie całkowicie nieudana. - To co…, to co… musiałbym zrobić? - wydusił z siebie. - Nic wielkiego. Pójdziemy do mnie, a potem powiem ci co dalej. - Jak to, dopiero co się poznaliśmy, a ty już mnie zapraszasz do siebie? Mamusia mówiła, że porządne dziewczyny tak nie robią, najpierw trzeba się poznać, spotykać przez kilka lat w porządnych lokalach, przedstawić mamusi, a dopiero później – oczywiście jeśli mamusia się zgodzi – odwiedzić ją u niej w domu, oczywiście w towarzystwie mamusi i rodziców dziewczyny. - A kto ci powiedział, że jestem porządną dziewczyną? – zachichotałam. – Idziesz do mnie albo staniesz się pośmiewiskiem w internecie. Bez dyskusji! Gracuś pokornie spuścił głowę, a ja zamówiłam taksówkę. Gdy wysiedliśmy pod moim blokiem zmusiłam go, by zapłacił za kurs, chociaż oczywiście stać mnie na to, by zapłacić za siebie. Niech się uczy, chłoptaś, jak należy traktować damę, bo przecież nie będzie całe życie trzymał się matczynej spódnicy. A może będzie, któż to wie? Gdy weszliśmy do mnie, zdjęłam garsonkę i z premedytacją wypięłam i poprawiłam sobie biust, patrząc na chłopaka. Rzucił na mnie okiem, a zaraz potem spuścił wzrok, wyraźnie…