Inne · 9 min czytania
Mandarynkowy sen
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Monika była wielką fanką żony Michała Wiśniewskiego, czyli Marty zwanej Mandaryną. Miała wszystkie jej płyty (dwie) oraz wszystkie jej plakaty. Całymi dniami oglądała jednocześnie vive polską, oraz polskie mtv, żeby oglądać jej teledyski. Lecz pewnego dnia coś ją olśniło i nagrała sobie swoją ulubioną Mandaryneczkę na kasetę VHS. Gdy już wpadła na ten pomysł to nagrywała wszystko co dotyczyło Mandaryny: wywiady, reklamę herbatki odchudzającej, jej koncerty emitowane w telewizji. O każdej porze dnia i nocy mogła powiedzieć co jej idolka lubi jeść, kiedy się urodziła, ile waży, ile ma wzrostu... Wiedziała o niej dosłownie wszystko. Lecz jedna myśl spędzała jej sen z powiek: nie oglądała ona reality show, gdzie Mandaryna wraz z Michałem Wiśniewskim pokazywali milionom widzów jak żyją. Monika nie oglądała tego programu, gdyż zanim nie usłyszała cudownego śpiewu Marty nie interesowała się jej osobą. A Michała Wiśniewskiego wręcz nienawidziła, lecz teraz, kiedy pokochała Mandarynę, pokochała również wszystkich których ona kocha. Jednym słowem, Monika była wielką fanką Marty i bardzo chciała trafić na strony Bravo, jako mega fan Mandaryny. Gdy Monika usłyszała o tym, że zdjęcia Marty są w Playboyu, to aż nie mogła usiedzieć na miejscu. Musiała mieć tę gazetę! Poszła do najbliższego sklepu i poprosiła o nią, lecz... sprzedawca poprosił ją o dowód osobisty, a ona go niestety nie posiadała. Stanęła więc przed sklepem i czekała na jakiegoś starszego chłopaka, który mógłby za nią kupić gazetę. Była pewna, ze osoba przez nią zaczepiona kupi jej czego ona chce, gdyż wykuła na pamięć poradnik „od dyskoteki do... słodkich buziaczków”, który był dodatkiem do jej ulubionego magazynu Bravo girl. Czekała więc, pod sklepem spożywczym, na swoją ofiarę. W pewnym momencie jej oczom ukazał się chłopak około 20 lat w brudnym swetrze i niebieskich upaćkanych betonem i farbą ogrodniczkach. „A! To pewnie facet z budowy przyszedł po kolejne piwo – pomyślała - z nim pójdzie mi jak po maśle. Ci z budowy są zawsze tacy napaleni... Teraz tylko wrzucę na twarz uśmiech numer trzy i wszystko będzie dobrze”. - Cześć, przystojniaku – powiedziała szczerząc zęby i machając zalotnie brwiami. - Uhm... cześć. Hem, hem – „Jaki nieśmiały. Ciekawe czy będzie miał odwagę kupić mi Playboya – Na samą myśl, Monice zrobiła się gęsia skórka” - Jestem Monika, a ty? – Dziewczyna dzielnie brnęła w schemat rozmowy podany w poradniku. - Uhm... A po co ci to wiedzić? – „Widać, że nie czytał poradnika – pomyślała z politowaniem” - No wiesz... Bo chciałabym żebyś kupił mi najnowszy numer Playboya. - Eee... A po co ci? Przecież nie jesteś facetem. Chyba nie kręcą cię gołe babki? – mówił pan z budowy trochę zdziwiony zachcianką Moniki. - No wiesz... – „to najlepszy sposób na podtrzymanie rozmowy” mówił poradnik. - Nie, nie wiem. - Po prostu jestem fanką Mandaryny. Mam jej wszystkie zdjęcia, wywiady... - Aaa... Więc o to biega. Dobra dziecko. Kupię ci, ale pod warunkiem że pozwolisz mi obejrzeć całą gazetę. - No dobrze. Monika zadowolona z udanej akcji, stała przed sklepem wesoło przytupując i podśpiewując pod nosem swoją ulubioną piosenkę „Here I go again”. Gdy ujrzała nieznajomego z budowy z Playboyem w ręce, to aż podskoczyła z radości. - No, pokaż mi! Pokaż mi moją ukochaną Mandaryneczkę! – wykrzyknęła, a pan z budowy spojrzał się na nią z niekrytym zdziwieniem. Dał jej do ręki magazyn i obserwował jej reakcje podczas oglądania prawie nagiej Marty Wiśniewskiej – och! Jaka ona piękna – mruczała szczęśliwa – mmm.... Ona mogłaby podniecić każdego. Chciałbyś ją przelecieć co? – spytała się swojego towarzysza, lecz on nie zdążył odpowiedzieć, gdyż Monika ciągnęła dalej – Och! Jakie ona ma piękne ciało! I kto by pomyślał, że była w ciąży! Tego wcale nie widać. No dobra. To teraz sobie pooglądaj, należy ci się, za dobrze wykonaną robotę. - No tak! A jakże! – odpowiedział – tylko wiesz. Moniko. Oglądnięcie takiej grubej gazety zajmie mi jakieś pół godziny, chodź może usiądziemy na tamtej ławce. Dziewczyna cała w skowronkach, przytaknęła radośnie głową i poszła usiąść na osiedlową ławkę. - No to Moniko... Nie będę dłużej ukrywał swojego imienia. Jestem Mariusz. Kupiłem w sklepie dwa piwa. Wypijemy za zdrowie Mandaryny? - Pewnie! Za Mandarynę zawsze – „Oj! Przecież ja nie mogę pić alkoholu. Nie mam jeszcze osiemnastu lat. A ten pan to przecież nieznajomy. Ale jeśli wypiję za Mandarynę, za jej odwagę, to chyba nic mi nie będzie. Tak! Nic mi nie…