Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Mapa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mapa

Słońce zachodziło, wydłużając cienie nad Starym Złomowiskiem i rzucając krwawe poblaski na okolicę. Martwe wzgórza poszarpanego metalu i plastiku zaczęły naraz przybierać coraz bardziej niepokojącą aurę. Nawet pojedyncze drzewa rosnące tu i ówdzie (jakim cudem - bliżej nie wiadomo) poczynały wyglądać jakby... jakby do ich wizerunku dodano swego rodzaju sugestii straszności... Tak, tak to można najlepiej ująć. D8b, gąsienicowy robot naprawczy, chwilowo bezrobotny, przez ostatniego nadzorcę zwany też Ciapą, a czasem... także Ciapą, tylko bez głoski "a" w środku... wspiął się na hałdę poszarpanego złomu, leniwie dłubiąc tu i ówdzie długimi manipulatorami. Jego kompan, nieco mniejszy Vx1, ale także gąsienicowy i również naprawczy, wsadził kanciastą głowę przez dziurę do wnętrza przerdzewiałej jakby niedużej cysterny i przeskanował jej wnętrze szerokopasmową wiązką radarową. Następnie chwilę się szarpał, żeby tą głowę wyjąć i już był pewien, że zaraz będzie wołał towarzysza na pomoc, gdy mu się to udało. Niemal się zresztą przewrócił, gdy jego głowa wyskoczyła jak korek z butelki. Udało mu się jednak utrzymać równowagę i zniechęcony spojrzał ku koledze bezrobotnemu, potem spojrzał - z jeszcze większym zniechęceniem - ku stojącemu w oddali elektrycznemu wózkowi, załadowanemu plonem ich dzisiejszych poszukiwań. Kilka baterii, w tym jedna nuklearna, fragmenty sztucznych zespołów neuronowych, sprawiające wrażenie sprawnego ramię z elastycznego metalu, jakieś odpady radioaktywne... i właściwie tyle. Aha - i zepsuty karabin elektromagnetyczny, który znaleźli pod wiekowym, trzypłytowym wydaniem informatora "Skąd się biorą małe robociki". Jednym słowem na nic specjalnie sensacyjnego nie trafili. - Chodźmy już stąd - rzucił Vx1. - Niedługo słońce sobie zajdzie. - Jeszcze tylko ta górka - odparł D8b. Wyrzucił coś za siebie, co przeleciało z furkotem nad głową Vx1. - Znaleźliśmy jedną baterię atomową. Nie jest źle. Daj sobie spokój. - A gdzie ci się tak spieszy? - Wózek jest zasadniczo na baterie słoneczne. Znaczy jak słońce zajdzie, będziemy go zasadniczo pchać. A mi się nie chce. Strzyka mi ostatnio w łożyskach kulkowych. - Wózek ma akumulatory. - Tylko że sam wyżłopałeś z nich większość elektrolitu. Poza tym mówią, że po nocy tu... straszy. Że nie wszystek ten złom nie jest tak martwy jak być powinien. Coś takiego mówią. D8b znów coś odrzucił, tym razem na bok. - To pewnie jakiś nadprzewodnikowy mózg elektronowy ze szczątkowymi funkcjami. W nocy spada temperatura, pewnie w jego przypadku wystarczająco, żeby doszło do nadprzewodnictwa i móżdżek przypomina sobie, że kiedyś działał - oznajmił, a następnie zamarł na chwilę, pozwalając sobie na moment podziwu wobec samego siebie i własnej mądrości. - Wszystko fajnie. O ile ten mózg nie siedzi w jakimś buldożerze i przy tym nie ma morderczych skłonności. - A dlaczego miałby mieć? - Bo na przykład mogą mu się nie podobać takie gąsienicowe formy sztucznego życia, jak ty, drogi przyjacielu - stwierdził Vx1. Stwierdził też, że coś oświetla mu wizjery z lewej strony. Na chwilę przeraził się, że namierza go jakaś wiązka laserowa jakiegoś starego systemu bojowego (grzebanie w śmieciach nie było zajęciem tak bezpiecznym, jak się mogło zdawać), ale szybko oprzytomniał. To było tylko odbite światło. Od czegoś naprawdę błyszczącego. Obrócił się w tamtą stronę i popełzł na gąsienicach ku tajemniczemu blaskowi. Z hałdy skorodowanego żelastwa przebijał metalowy połysk czegoś... co najwyraźniej nie było skorodowane. Jakimś cudem. Bo na tej planecie wszystko korodowało. Prędzej lub później. Te wszystkie zanieczyszczenia pozostawione przez ludzi, a unoszące się z uporem w atmosferze, spadające z kwaśnymi deszczami miały tu wcale nie małe znaczenie. A może to błyszczące coś było tu od niedawna? Ale jakby było od niedawna, wtedy z pewnością znajdowałoby się gdzieś na skraju Starego Złomowiska. Próbował chwilę się nad tym zastanawiać, ale jego termostat zaprotestował, gdy temperatura w okolicy głowy zaczęła się podnosić. Gąsienicowy robot dotarł do źródła odbitego świata. Coś było wciśnięte między coś, co wyglądało na skrzyżowanie agregatu chłodniczego... z czymś innym w każdym razie... i między coś jakby kaloryfer z własnym napędem. Znajdowało się też dość wysoko, wobec czego Vx1 podniósł nieco na teleskopowym wysięgniku swój tułów i dopiero potem sięgnął po to coś błyszczące oboma chwytakami. Chyba jakieś pudełko. Nieco pogięte i porysowane, wykonane z jakiegoś tworzywa sztucznego. Do tego z pewnością coś w nim było. Bo jakby było puste, z pewnością by nie zagrzechotało, gdy wyciągnął po nie swoje chwytaki i ostrożnie je zacisnął. Szarpnął następnie raz, ostrożnie, żeby przypadkiem coś na niego nie spadało. Pamiętał niejakiego Javiera6, który zrzucił na siebie pół tony żelastwa. Trzeba było wyciągarki, żeby wyciągnąć jego głowę (bardzo spłaszczoną) z wnętrza korpusu, gdzie została wbita siłą uderzenia. Zresztą w ogóle po tym wypadku był dwa razy niższy i tyleż razy szerszy niż poprzednio. I ogólnie nie był już taki sam. Plastikowe pudełko - niegdyś pewnie całe błyszczące, teraz tylko na jednej z krawędzi - pozwoliło się wyciągnąć, ale tylko trochę. Robot próbował je odblokować, kręcąc nim i delikatnie szarpiąc, lecz bezskutecznie. Wobec tego szarpnął mocniej... a potem ośmielony tym drobiazgiem, że góra żelastwa nie zamierzała się na niego zwalić, zaparł się i zaczął ciągnąć. Coś trzasnęło. Coś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Mapa — czytnik · opowiadania