Inne · 9 min czytania
Maraton
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Butelka szkockiego dżinu zadźwięczała kryształowo gdy Marta wkładała ją do sklepowego wózka. Przestraszona tym dźwiękiem obróciła się wokół, sprawdzając czy aby ktoś na nią nie patrzy i odłożyła butelkę z powrotem, gdzieś między wina i szampany. Nikt nie zapytałby ją o wiek gdyby stanęła przed kasą, skończyła czterdzieści lat i nie musiała się nikomu z niczego tłumaczyć. Powód był inny.
Poszarpane nogawki granatowych spodni dresowych szorowały podłogę marketu i kompletnie maskowały wychodzone biało-niebieskie adidasy. Bluza dresowa w tym samym kolorze co spodnie mimo wysokiej temperatury była zapięta pod samą szyję zakrywając jasną koszulkę poplamioną czerwonym winem. Marta z daleka wyglądała jak nastolatka, która wyszła z siłowni zapominając o rozczochranej fryzurze i choćby aptekarskiej dawce makijażu. Pomimo sinych oczu, kilku nieśmiale pojawiających się zmarszczek i pergaminowej skórze która od dawna nie miała kontaktu z dobrym kremem wciąż była atrakcyjną kobietą która przyciągała spojrzenia mężczyzn.
Opuściła sekcje z alkoholami. Zazwyczaj sięgała po wino, tym razem pomysł z dżinem był przesadą za który sama siebie skarciła na miejscu przeklinając cicho pod nosem. Ślepo patrząc na pięciokilogramowe worki Pedigrre Pal ze zwinnie biegnącym po strumyku psie i na puszki z wesołym kotem na naklejce który przypominał jej „Uśmiech Mona Lisy” zdała sobie sprawę że jej jedyne zwierzątko za które była odpowiedzialna, złotka rybka, zdechła jakiś czas temu z głodu. Chwilę pobłądziła zanim doszło do sekcji z serami. W głowie przypomniana sobie listę zakupów którą zrobiła w domu ale zapomniała wziąć. - Mozarella, Pesto sos, sos pomidorowy, salami tak salami, więcej sera. W planie miała upiec pizze, ulubione danie jej szesnastoletniego syna który jutro wychodzi z poprawczaka. Myślała dalej – lody, najlepiej Ben and Jerry, czekoladowe obowiązkowo czekoladowe, Pepsi. Na myśl o lodach przypominał jej się widok kiedy Jakub był mały i razem z Wojtkiem jej mężem z którym obecnie była w separacji chodzili w niedzielne popołudnia do parku lub na plac zabaw, po drodze wpadając na deser do ich ulubionej kafejki.
Sklepowy wózek skrzypiał, trząsł się, wibrował przez cały parking zanim Marta zatrzymała go tuż przed jej srebrnym Fordem Focusem. Teraz gdy była sama rozpięła grubą bluzę i przetarła spocone czoło. Słońce nagrzewało wnętrze samochodu do ciepłoty w której można by ugotować jajka ale dzięki litościwemu wiatru który podnosił w górę i utrzymywał w powietrzu drobne papierki, temperatura była do zniesienia. Zapach pieczonych kurczaków z białego busika zaparkowanego tuż przy markecie mieszał się z zapachem spalin Jelcza zamrażalni z którego wyładowywano mrożone mięso.
Jej dłonie energicznie penetrowały kieszenie, jeden po drugim, po kluczykach do samochodu nie było śladu. Badała kieszenie od zewnątrz i od wewnątrz jak wściekły policjant podejrzanego o posiadanie broni. Ostatnimi czasy o wszystkim zapominała lub wkładała w dziwne miejsca. Pilot od telewizora dwa razy chłodził się w lodówce, suszarka do włosów wylądowała do kosza z brudną bielizna, szczoteczka do zębów w szufladzie stolika nocnego. Pomyłki z solą cukrem i pieprzem były tak częste że przestała je używać. Teraz kluczyki. Miała ochotę usiąść na betowy parking zakryć twarz rękoma i płakać jak mała dziewczynka której spadł lód na ziemie. Czuła ze cały świat obrócił się przeciwko niej. -Marta? – usłyszała znajomy głos za plecami. To była Ela - jej koleżanka, brunetka, blondynka, szatynka, ruda, co sezon inna, tym razem w pasemkach nieokreślonego koloru, zawsze na topie z modą w jej własnej interpretacji. Znały się jeszcze z czasów liceum, . -Nie mogę znaleźć moich kluczyków ostatnio wszystko zapominam – patrzyła na koleżankę smutnymi psimi oczami jakby prosząc o politowanie. Ela spojrzał do środka samochodu, wskazała ręką. -Są w stacyjce – uśmiechnęła się i popchnęła wózek tuż obok bagażnika. -Wszystko w porządku? -Tak, tak, nie oczywiście że nie, Jakub jutro wraca z poprawczaka. -To przecież dobra nowina. -Wojtek nie chce mieć z nim nic wspólnego, poprosiłam go żeby odebrał go ze mną ale odmówił, chyba przestał wierzyć w Jakuba. -A w ciebie? -Ilu mężczyzn wybacza zdradę – Marta opuściła głowę, jak skarcona uczennica. -Ja wybaczyłam mojemu, wciąż się kłócimy ale nie wyobrażam sobie życia bez niego. Ela wyciągała z kosza zgniecione butelkami Pepsi pomidory, salami, obciekłe przez uszkodzoną butelkę z płynem do…