sport · 2 min czytania
Maraton życia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Codziennie biegam siedem minut. Siedem minut wolności, dla rozwiązania poplątanych myśli, przyziemnych problemów. Przemierzam dystans tysiąca pięciuset metrów, niby nie dużo, chwila relaksu.
Z początku lekko niczym motyl pokonuję pierwsze kroki. Skocznie z gracją omijam nierówności i psie odchody. Pod górkę łapie mnie zadyszka. Oddalam chwilę rezygnacji głębokim oddechem. Dam radę, jak zawsze! Walkę przegrywa się w głowach, a wygrywa w sercu.
Kolejne metry, wręcz jakby lampki kontrolne w aucie, dają znać o niedoskonałości mojego ciała. Odzywa się kontuzja odniesiona przed laty podczas gry w piłkę nożną. Przechodzę na tryb kulawego truchtu, póki ból stopy nie minie. Skurcz lewej łydki nie odpuszcza niczym żona podczas każdej kłótni. Z boku przypominam już pewnie byka na rodeo, odbijam się do przodu z wyłupiastymi oczami i liczę, że się…