Psychologia · 4 min czytania
Marazm
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Marazm... Zostałem zamknięty w klatce własnych urojeń, odcięty od świata zewnętrznego niewidzialnym murem zdeformowanych emocji, Zamknięty... Nieistniejący... Siedzę w klasie. W szkole. W placówce edukacyjnej która stała się tak nieodłącznym elementem życia że czasem zapominam o sensie jej istnienia. Nie wiem czy otaczający mnie ludzie wiedzą, ale nie głowię się nad tym. Oni żyją obok. Niby niedaleko, a jednak zupełnie gdzie indziej. Mimowolnie przekręciłem głowę, kiedy to kątem oka dostrzegłem ruch jednego z nich. Rozmawiają o czymś. Ktoś wygłasza nie trzymający się kupy monolog, gestykulując przy tym w sposób tak ożywiony iż sądzić by można że napadł na niego legion komarów. Chwilę potem reszta wybucha śmiechem. „Śmiech..?”, pomyślałem ze zdumieniem, zauważając że moimi policzkami nie wstrząsnął najmniejszy skurcz. Nadal bezwładnie wisiały, ściągane ku ziemi siłą grawitacji. Nie było mnie tam. Czy jednak byłem..? Zapadłem się w tej rzeczywistości... Głupota. Przecież jestem człowiekiem, takim jak wszyscy. Lecz nie tam gdzie oni... Ktoś mnie o coś pyta. Odpowiadam odruchowo, po chwili nie wiedząc nawet na jakie pytanie. Postanowiłem oderwać mój wzrok od blatu stołu i spojrzeć w górę. Czemu tam..? Patrzy na mnie dziewczyna – to pewnie ona mnie spytała o coś – i uśmiecha się. Uśmiech... Pamiętam, że oznaczał cos miłego, był czymś więcej niż uwidocznieniem uzębienia poprzez ściągnięcia mięśniami policzków. Ale dlaczego się uśmiechała? Czy to przeze mnie, czy ja sprawiłem że się uśmiechnęła? Czy też…