Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 5 min czytania

Marcus

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wieczór jak wiele poprzednich, ale jednak inny. Powietrze wydawało się bardziej rześkie. Lżejsze. Agnes nie czuła w nim zapachów miasta. Zupełnie, jakby cofnęła się w czasie. Lecz to było tylko złudzenie. Wciąż była w XXI wieku i właśnie szła na spotkanie z przyjaciółmi. Chociaż był późny wieczór, a uliczki, którymi szła, całkiem puste, dziewczyna nie bała się. Znała te zakamarki jak własne kieszenie. W dodatku niewiele osób jest gotowych napaść na dziewczynę o wzroście metr siedemdziesiąt pięć, długich czarnych włosach, w skórzanej kurtce i glanach. Obroża z ćwiekami też nie sprawiała przyjaznego wrażenia. Lecz od kilku dni Agnes czuła się obserwowana. Gdy przechodziła wąskimi uliczkami Paryża, migała jej w bramach czyjaś twarz. Wyglądała jak maska - biała, wręcz błyszcząca, z oczami wyglądającymi jak puste otwory. "Pewnie to moja wyobraźnia" - myślała wtedy dziewczyna, lecz oszalałe ze strachu serce nie uznawało takiego wytłumaczenia. Twarz znikała, nim zdążyła się jej porządnie przyjrzeć. Ale codziennie ją obserwowała. Jednak dzisiejszego wieczora młoda paryżanka nie ujrzała niepokojącej zjawy. Szła już od dobrych dwudziestu minut ciasnymi zaułkami. Nie spotkała żywej duszy, prócz pijanego mężczyzny rozwalonego u wylotu uliczki. Poczuła się nieco pewniej. Spojrzała na zegarek i krzyknęła. Była już prawie północ, a piętnaście po umówiła się pod klubem z paczką. Wiedziała, że poczekają, ale nie lubiła się spóźniać. Przyspieszyła kroku, gdy coś dziwnego przykuło jej uwagę. Był to odgłos kroków, kroków, które najwyraźniej ją śledziły. Agnes przystanęła się i obejrzała, lecz nic nie zobaczyła. Wzruszyła ramionami i ruszyła dalej, ale znów stanęła, słysząc kroki. Odwróciła się. Jakiś cień mignął w bramie i zniknął, nim zdążyła uchwycić go wzrokiem. -Pokaż się! - Krzyknęła, lecz odpowiedziała jej tylko cisza. - Pokaż się, tchórzu! Wysoka postać wyszła z bramy. Agnes zaskoczona cofnęła się. Krzyk uwiązł jej w gardle. Oto stał przed nią mężczyzna o wyjątkowej urodzie. Jego twarz promieniała blaskiem, zdawała się być utkana ze światła księżyca - tego samego, który wisiał teraz na niebie. Włosy mężczyzny były idealnie czarne, niczym węgiel. A jego oczy... Agnes spojrzała w jego źrenice i poczuła, że tonie.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%