Fantasy · 10 min czytania
Martwa Tancerka (prolog + rozdział 1)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
PROLOG
Przez wielkie okno wpadały złociste promienie popołudniowego słońca, które jakby oblepiały jego włosy, policzki, dłonie. Z gracją sięgnął po skrzypce, patrząc na górzysty krajobraz za oknem zaczął grać. Jego twarzy była jakby martwa, oczy miał jak za mgłą, zupełnie nieobecne, usta lekko zaciśnięte. A ona była w niego wpatrzona jak w obrazek. Delikatnie sącząc herbatę przyglądała się skrzypkowi. Śledziła każdy szczegół, każde mrugnięcie, drgnięcie ust. Widziała wszystko, czasami nawet więcej niż chciała zobaczyć. Muzyka ucichła, a ona nadal patrzyła na swój obrazek. Spojrzał jeszcze raz na widok za oknem, po czym przeszedł pewnym krokiem przez salę balową. Drzwi zatrzasnęły się, filiżanka z herbatą z hukiem spadła na podłogę. A ona niczego nieświadoma przeszła po stłuczonej porcelanie, kalecząc sobie nagie stopy. Nawet nie bolało. Kulała, a jej ułożone loki falowały z każdym chwiejnym krokiem. Czując na skórze dotyk tych samych promieni słońca, bezczynnie stała przed oknem i patrzyła się na czerwone plamy na posadzce. Powolnym, przepełnionym bólem ruchem otworzyła okno. Pomimo słońca, poczuła zimny powiew górskiego powietrza. Wdrapując się na parapet, wmawiała sobie, że nic ją nie boli. Rozłożyła ramiona do lotu, ostatniego i pierwszego lotu w swoim krótkim życiu. Skoczyła. Przeraźliwe zimno uderzyło ją w twarz, lecz ona nawet nie jęknęła. „Nie” pomyślała krótko, czując metaliczny posmak w ustach. Ledwo obróciła się na plecy. Leżała spokojnie na zimnej ziemi, choć w myślach krzyczała ze złości, zdołała wydobyć z siebie tylko kilka łez. Nic więcej.
ROZDZIAŁ 1
Przez zaciągnięte, ciężkie zasłony wpadało niewiele światła, lecz kilka promyków wiosennego słońca błądziło po twarzy Laury. Leniwie otworzyła oczy i rozejrzała się po swoim pokoju. Niby wszystko było jak dawniej, z wyjątkiem tych trzech kołder, którymi była przykryta. Zamaszystym ruchem zrzuciła je na podłogę, gdy niespodziewanie uświadomiła sobie jak słabo się czuje. Wzięła kilka głębokich wdechów, po czym wstała i powoli podeszła do wielkiego lustra w złotej ramie. W odbiciu zobaczyła dziewczynę z blond potarganymi włosami, sińcami pod oczyma, ponadto bladą i wychudzoną. Zauważyła zadrapania na rękach i zabandażowane stopy, jednakże jej wzrok przykuła opuchlizna na lewej nodze, na którą zresztą kulała już od dawna. Stała bez ruchu uświadamiając sobie wydarzenia poprzedniego dnia. Drzwi jej komnaty delikatnie się uchyliły, najpierw Laura zobaczyła srebrną tacę, po czym weszła Amelia, jej służka. - Kochanieńka, czemu ty nie w łóżku? Powinna panienka teraz dużo leżeć i odpoczywać. To będzie najlepsze rozwiązanie na panienki dolegliwości – powiedziała swoim piskliwym głosem. Amelia była w średnim wieku. Jej kasztanowe włosy straciły blask i pojawiło się kilka siwych pasemek, lecz pomimo swoich lat jej głos był dziecinny. Laura spojrzała się ostatni raz na swoje odbicie, po czym stosując się do rad pokojówki, położyła się do łóżka. - Zjedz, musisz jeść, inaczej dalej będziesz taka słabowita i nam się rozchorujesz. Zjedz sobie spokojnie, a potem połóż się spać. Musisz dużo odpoczywać, leżeć. Tak, tak, to będzie dla ciebie najlepsze. No ja już idę panienko, nie przeszkadzam. Laura uśmiechnęła się na słowa Amelii, zawsze tak o nią dbała, troszczyła się. Niestety nie zamierzała jeść tej odżywczej papki. Ostentacyjnie wyrzuciła ją przez okno. Nie zamierzała też iść spać. Wstała powoli, aby nie nadwyrężać nogi i poszła do łazienki. Wlała gorącą wodę ze dzbana do wanny. Para oblepiła jej nagie ciało, a ona ostrożnie zanurzyła się w aromatycznej kąpieli. Opierając głowę na krawędzi wanny, patrzyła martwym wzrokiem przez okno. Nie wiedziała czego tam szuka, coś ją ciągnęło, mówiło ‘Idź tam’. Z drugiej strony wiedziała, że nie może. Każda nadchodząca myśl coraz bardziej ją męczyła. Każda minuta była coraz bardziej wyczerpująca, a serce Laury biło coraz wolniej, i wolniej. Postanowiła szybko wyjść z kąpieli, pomimo tego że jakaś nieodparta siła mówiła jej ‘Zostań, będziesz bezpieczna’. Zawinięta w sam ręcznik prawie że wybiegła z łazienki, choć jej zdrowie nie pozwalało na takie wyczyny. Przestraszona głosami w głowie naga położyła się do łóżka i szczelnie przykryła się kołdrą. Zasnęła już spokojna, obserwując jak dzień, zamienia się w noc. Około trzeciej w nocy usłyszała zbitki dźwięków. Nie można było nazwać tego melodią, to był dopiero szkic, pierwszy zarys całej historii. Była pewna, że to był on, Nocny książę. Czuła nieodpartą chęć, aby wyjść na korytarz i iść za muzyką. Znowu te same głosy, tak i nie, nie i tak. Koniec z tym, postanowiła wyjść. Narzuciła na siebie szlafrok i po cichu opuściła swój pokój.…