Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 6 min czytania

Mary Heatcher

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ponura noc. Księżyc dawał nikłe światło, czyniąc cmentarz pełnym dziwnych cieni. Odległy posąg anioła zmieniał się w potwora z najgorszych wyobrażeń. Jego skrzydła, wcześniej delikatne, wręcz niematerialne, nagle były zakończone haczykami. Kroki Alice rozbrzmiewały głośno, powielone wszechobecnym echem. Dziewczyna krzyknęła cicho, gdy potknęła się o wystający korzeń. Lekki wiatr wprawiał w drżenie ostatnie liście na drzewach. Znicze na grobach przypominały jej o dzisiejszym święcie - Wszystkich Świętych. Zegar zaczął wybijać dwunastą. Alice dochodziła już do miejsca spotkania. Kamienny anioł górował na tym małym, wiejskim cmentarzyku. Rzadko kogo stać było na takie ozdoby. Posąg stał przy grobowcu rodziny burmistrza. W dzień wyglądał jak domek dla dzieci: bielone ściany i okna z kolorowymi witrażami sprawiały przyjemne wrażenie. Efekt psuły sarkofagi znajdujące się wśrodku, na podwyższeniu. Alice ostrożnie podeszła do grobowca, bacznie wpatrując się w krzaki. Mark i Sue uwielbiali ją straszyć. Pewnie też dlatego zarządzili to głupie spotkanie. Alice była delikatną blondynką o szczupłej sylwetce. Jej blada cera i zielone oczy upodabniały ją do wampira. Dziwnym więc wydawał się fakt, że nastolatka była strasznie bojaźliwa. Z tego powodu była pośmiewiskiem w szkole. Wszyscy starali się ją wystraszyć, a im głupszy byłs posób, tym bardziej się śmiali. Dlatego też trzymała się z Markiem i Sue - niekwestionowanymi przywódcami w klasie. Co tu ukrywać, była ich popychadłem. Ile razy postanawiała z tym skończyć... Lecz zawsze brakowało jej odwagi. Tak było i tym razem. Sue wpadła na wspaniały pomysł wywoływania duchów na cmentarzu, a Mark jej przyklasnął. Alice nie miała wyboru - musiała przyjść. Udała przed rodzicami, że jest zmęczona i poszła do swojego pokoju. Tam ubrała się na czarno, a blond włosy schowała pod czarną bejsbolówką. Następnie wyśliznęła się przez okno na drzewo, a z niego na ziemię. Niby cień pomknęła przez miasto, chcąc mieć już za sobą ponurą wędrówkę. A teraz siedziała na kamiennych schodkach tego miejsca spoczynku i czekała. Chłodny wiatr musnął niezakrytą skórę na szyi. Dziewczynę przeszedł dreszcz. Spojrzała na swoją rękę - była pokryta gęsią skórką. - No szybciej... Chodźcie już, nastraszcie mnie i miejmy to z głowy... - Powiedziała do siebie. - Już cię nie będą straszyć. - Nad jej uchem rozległ się cichy głos. Brzmiał, jakby dobiegał z głębokiej studni. Alice odwróciłasię gwałtownie, lecz za nią nikogo nie było. - Już nie będą się z ciebie naśmiewać. - Usłyszała tym razem gdzieś z prawej strony. Spojrzała tam szybko. Zdążyła zobaczyć tylkokawałek białej spódnicy, znikającej za grobowcem. - Zaczekaj! - Krzyknęła. Jej głosy wydał się jej dziwnie piskliwy. Pobiegła za tajemniczą osobą, lecz, gdy wychyliła się zza…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Mary Heatcher — czytnik · opowiadania