Horror · 5 min czytania
Marzena Lamin - Prolog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tam, za torami jest wspaniałe życie. Pewnie wiele osób właśnie zasiadło do rodzinnego śniadania, za kilka minut zaczną przygotowywać się na spotkanie z Bogiem (w koniecznie najlepszych ubraniach i fryzurach, bo to przecież ma ogromne znaczenie). Nie chcę zgadywać dla ilu procent z nich to wyjście ma znaczenie czysto religijne, jaka zaś część robi to dla pokazania się czy z czystego przyzwyczajenia.
Co drugi komin wypuszcza biały dym. Bez najmniejszego problemu mogę stworzyć sobie obraz ciepłego zacisza – na zewnątrz jak z obrazka, w środku wcale nie tak prostego i idealnego. Te mankamenty sprawiają, że jako wielka całość, osiedle staje się jeszcze piękniejsze. To tajemnica nadaje mu blasku – przyciąga estetyka, do zostania skłania ukryta pod jej powierzchnią niekompletna układanka, której elementów mogę nigdy nie odnaleźć.
Tutaj jest pustka i cisza. Mogę zaobserwować w swoim najbliższym otoczeniu jedynie martwe drzewa, zdewastowany przystanek oraz rozpadający się chodnik. Zawszę dostrzegałam magię takich miejsc. Najprawdopodobniej tylko tutaj mogę porozmawiać sama ze sobą, bez żadnych pośredników. Nie sięgnie mnie tu ręka mediów podających na talerzu określony obraz świata, reklamy robiące sieczkę z mózgu, ani też inni ludzie oczekujący ode mnie stawania się kimś, kim nie jestem.
Dziś przybyłam tu z głupiego powodu. Próbuję rozszyfrować sprawę, którą z czystym sumieniem mogłabym wymazać z pamięci, ale... Nie mogę. Oczy tej dziewczyny przedstawiały tak głęboki smutek, żal i zagubienie... Widziałam ją, siedziała dokładnie w tym miejscu. Patrzyła przed siebie w bezruchu tak długo, że gdyby nie raz po raz przejeżdżające pociągi, założyłabym się, iż czas nie istnieje.
Zaskakuję siebie w tym momencie, przecież to zwykły sen, a ja oczami wyobraźni wciąż ją widzę tu, przy sobie i pragnę rozszyfrować jej spojrzenie, zapytać czy jestem w stanie jakoś pomóc, doradzić.
Słyszę jak z oddali nadjeżdża pociąg, ziemia delikatnie drży, a tory zdają się wygrywać melodię. Na myśl przychodzą mi teraz wojenne piosenki, śpiewane przy bębnach wybijających zdecydowany rytm. Podchodzę do nich, by poczuć tę magię na własnej skórze. W tym momencie jestem dumna, że mogę doświadczyć rytmu tych drgań, czego nigdy nie uda się doświadczyć ludziom mieszkających…