Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

rodzina · 12 min czytania

Marzenia

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Właśnie skończyłam czytać naprawdę rewelacyjną książkę. Alexandra Potter - „Ostrożnie z marzeniami”. Otóż, rudowłosa Heather, jak każdy normalny i nienormalny człowiek, ma głowę pełną marzeń. Tych drobnych, jak i większych. Aby nie było korków na drogach, kolejek w sklepach, aby stracić parę kilo, mieć zawsze nienaganną fryzurę… No i pewnego deszczowego dnia, dostaje od przypadkowo spotkanej Cyganki wrzos, który to podobno przynosi szczęście. No i od tego dnia wszystkie jej marzenia zaczynają się spełniać! Wygrywa w toto lotka, zawsze znajduję wolne miejsce do parkowania, kupuje z ogromną zniżką wymarzone buty, poznaje swojego wymarzonego faceta… Właśnie. Faceta. Fajnie byłoby mieć kogoś, z kim można by interesująco spędzić czas. Kogoś, kto sprawi, że będziesz czuła się wyjątkowa i potrzebna… W rzeczywistości trudno jest znaleźć tę właściwą osobę. Za to w marzeniach… Tam można pozwolić sobie na kompletny odjazd. Przy okazji to naprawdę miła odskocznia od szarego i ponurego (sporadycznie, ale zawsze) dnia codziennego. Niekiedy lubię spędzać czas właśnie tak, jak teraz: zamykam oczy i wyobrażam sobie, że stoję na wysokim pagórku. Wokół szumi las, gdzieś w dole płynie strumyk… Takie marzenia to dla mnie chleb powszedni. Mieszkam w mieście i w przeciwieństwie do niektórych jego mieszkańców, bardzo chciałabym zamieszkać na wsi. Albo znaleźć się tam chociaż przez chwilę. Właśnie na takim pagórku. Skąd widać las, pola, łąki. Przejrzysty strumyk. A jeszcze lepiej, jakbym była tam w czyimś towarzystwie! Na przykład jakiegoś miłego chłopaka… Otwieram oczy i wzdycham ciężko. No bo czego tak naprawdę mi brakuje? Jestem ładna, szczupła, uważam się za osobę inteligentną i dowcipną. O co więc chodzi tym facetom, dlaczego żaden nawet na mnie nie spojrzy? Dlaczego my, kobiety, jesteśmy skazane za ich sprawą na wieczne rozterki i zmartwienia? Kręcę głową z rezygnacją, ponownie zamykam oczy i odpływam na swój wymarzony pagórek… a gdy się budzę, jest już ranek. O mało nie zaspałam na autobus, dlatego czym prędzej pakuje potrzebne na dzisiaj podręczniki, ubieram pierwszą lepszą bluzkę i dżinsy, po czym wybiegam z domu. Bez słowa. Rodzinka jeszcze śpi, nie mam serca ich budzić. W szkole czeka mnie niespodzianka. A raczej bura od najlepszej przyjaciółki. - Jak mogłaś? No jak mogłaś zapomnieć o moich urodzinach? - woła z wyrzutem w głosie, zamiast zwyczajowego „cześć!”. - A skąd wiesz, że o nich zapomniałam? - Skąd… - Marcelina na moment traci rezon, ale zaraz go odzyskuje. - No jak to „skąd”? To gdzie mój prezent? - Pokazuje na mój wywrócony do góry dnem plecak, którego nie zdołałam uchronić przed rewizją. - Nooo… Tu go nie ma. - odpowiadam głupio, usiłując za wszelką cenę coś wymyśleć. Wykluczone, abym przyznała się, iż zapomniałam o jej urodzinach! Z Marceliną znamy się niemal od dziecka, a różnimy się od siebie jak dzień od nocy. Nie chodzi mi tu głównie o to, że ona w przeciwieństwie do mnie ma ciemne włosy i piwne oczy (moje włosy są naturalnego koloru blond, a oczy niebieskie). Mamy różne charaktery. Ja lubię marzyć i jestem nieco roztrzepana, tymczasem Marcelina stąpa nogami mocno po ziemi i jest realistką (no dobra, momentami może równie pokręconą jak ja). Obie uwielbiamy się śmiać. - Naprawdę Julka, nie spodziewałam się tego po tobie… - zaczyna melodramatycznym głosem. - Hej, przecież ja wcale nie twierdzę, że nie mam dla ciebie prezentu! - mówię z oburzeniem, obejmując ją jednocześnie ramieniem. - Oczywiście, że go mam! - gram na zwłokę. - Naprawdę? Gdzie? - pyta z nadzieją Marcelina. - To niespodzianka. Miałaś się o tym dowiedzieć dopiero po szkole… - zmyślam dalej. - Napraaaawdęę??? - Na twarz Marceliny wypływa powoli uśmiech pełen szczęścia. - Jak ja uwielbiam niespodzianki!!! - wrzeszczy i wiesza mi się na szyi, na co ludzik zamieszkujący od czasu do czasu moją pomysłową główkę drapie się po łysinie, a następnie zapala w mojej głowie żarówkę. Na kolejnej przerwie, wykorzystując chwilową nieobecność Marceliny, lecę ile sił w nogach na trzecie piętro, gdzie ma lekcje mój starszy brat. - Patryk! - Brutalnie odrywam go od ust jakieś blondyny. - Mam problem! Mieliście kiedyś albo macie może normalnego brata? Jeśli tak, to wam nie zazdroszczę. Mój brat normalny nie jest, dlatego tak go uwielbiam. - Co jest? - pyta, nie zawracając sobie więcej głowy koleżanką, która naburmuszona wróciła do swoich przyjaciółek i teraz patrzyła na mnie spode łba, wydymając dolną wargę, gdy tymczasem mój „nie normalny” braciszek skupił na mnie całą swoją uwagę, jak zawsze gotów udzielić mi dobrej rady i pomocy. Bo widzicie, gdyby Patryk był normalnym bratem, przepędziłby mnie stąd w jedną sekundę. Zwłaszcza!, że przerwałam mu tak namiętny pocałunek. No i powiedzcie mi jeszcze, który brat nie wstydzi się rozmawiać ze swoją młodszą siostrzyczką na oczach całej klasy, a zwłaszcza kumpli? - Zapomniałam o prezencie dla Marceliny! - wypaliłam wracając czym prędzej do nurtującego mnie problemu, bo zbliżał się koniec przerwy. - Mam po niego pójść? - zapytał, a ja was zapewniam, że byłby do tego zdolny. - Nie ma po co! Ale jak skończysz lekcję… - zawahałam się. Znałam jego plan na pamięć, dlatego wiedziałam, że kończy godzinę przede mną. - Sorki, odpada - przerywa mi. - Do czegokolwiek chcesz mnie wykorzystać, wyjątkowo nie wchodzi to w rachubę. Nie dziś. Robimy z kumplami wypad za miasto. - Odgarnia z twarzy swoje rozwichrzone jasnobrązowe włosy. Facecik w mojej głowie wykonuje salto w powietrzu. - Wypad? - pytam, nie zwracając uwagi na dzwonek. - No, niezupełnie. To znaczy… - Zaplątał się i odchrząknął, jak to miał w zwyczaju. - Ja z kumplem zostajemy tam do wieczora. Odwozimy kumpla do ciotki na wieś. Na weekend - wyjaśnia bez ładu i składu. - Kto z tobą jedzie? - pytam szybko. - Tomek z Filipem. - Wskazuje głową dwóch wysokich chłopaków, stojących pod przeciwległą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Marzenia — czytnik · opowiadania