Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 7 min czytania

Marzenie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Urodziłam się w malowniczym mieście Montalcino w Toskanii. Najpierw przybyła tu moja dusza, potem dołączyło ciało, by poczuć powietrze tego miejsca i zamyślić się nad nim trochę w spokojną, rozgwieżdzoną noc. Ubrana w czarny płaszcz spoglądam na owady tłoczące się wokół światła latarni. Zaczwyca mnie ich podniebny taniec przy muzyce ciszy. Mam zaszczyt być jedynym widzem. Po chwili sunę w stronę starych budowli. Kocham zapach historii, klimat zamierzchłej przeszłości ukrytej w murach, krzewach, wąskich uliczkach i zakamarkach. Moje miasto słynie z doskonałego wina. Czasami wypijam lampkę drogocennego napoju przed snem. Uspokaja myśli, poprawia nastrój, utula do snu – niczym matka Toskanii – dopóki nie zasnę w objęciach skórzanego fotela. Zanim przeniosę się do krainy Morfeusza spoglądam w niebo, gdyż przyciąga mnie magnetyzm niezmierzonej, malowniczej przestrzeni. Wsłuchuję się w śpiew świerszczy przed zaśnięciem. Poranek wysyła mi list miłosny w postaci promyka słońca na policzku. Uśmiecham się leniwie, a powieki rozchylają się lekko, bym mogła ujrzeć drzewo pukające gałązką w okno. Maleńki ptaszek podskakuje radośnie na parapecie i poćwierkuje z cicha. Otwieram okno, a skrzydlaty przyjaciel odlatuje na sąsiednią gałąź. Uderza mnie w nozdrza rozgrzane, rześkie powietrza poranka. Uśmiecham się na widok zielonych wzgórz, rzędów krzewów i rozłorzystych drzew. W oddali dostrzegam zarys średniowiecznych zabudowań. Czas prawie stoi tu w miejscu. Montalcino budzi się powoli, by zdążyć wpleść w swe kroki tupot istnień z wielu minionych pokoleń. Wybieram się na długi spacer wzdłuż wąskiej, kamienistej drogi. Przemierzam zalesione wzgórza. Spoglądam na zamglony horyzont. Z oddali dobiega mych uszu kojąca muzyka. Wyłania się obraz mężczyzny z gitarą, opartego o mur jednej z nielicznych budowli. Nie podnosi na mnie wzroku, zatopiony w kontemplacji. Nasłuchuję przez dłuższą chwilę, chwytam się dźwięków niczym oznaczeń drogowych, starając wychwycić głębszy sens. Nie mam pojęcia o czym jest melodia, ale moja dusza pochyla się nad nią. Z każdym krokiem muzyka oddala się ode mnie, pozostając zagadką przy zatopionym w niej mężczyźnie. Słońce rzuca promienie na moje zadumane oblicze, więc podążam za nim łapiąc się tego drogowskazu. Dokąd iść dalej? Może by tak podążyć za złotą tarczą dopóki starczy sił. Mogłabym wziąć coś, co kocham, jak niedawno napotkany przybysz gitarę i wyruszyć w podróż na spotkanie z nieznanym. Wygodnie jest spędzić resztę życia w spokojnym, malowniczym miasteczku, ale czy tego pragnie dusza? Uświadamiam sobie, że nie mam niczego cennego, co chciałabym zabrać ze sobą, toteż nie mam potrzeby wracać. Mogę wybrać się w podróż choćby teraz, a może nawet podświadomie podjęłam decyzję po wyjściu z domu. W jednej chwili czuję się lżejsza, tak jakby z moich rąk i nóg opadły kajdany. Uśmiecham się łozbuzersko do siebie. Logiczna część umysłu próbuje przemówić mi do rozsądku, ale po raz pierwszy zupełnie ją ignoruję. Nagle odczuwam intensywną potrzebę wolności. To pragnienie daje mi bezgraniczne poczucie szczęścia. Żegnaj drogie memu…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Marzenie — czytnik · opowiadania