Inne · 10 min czytania
Maska
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To był najszczęśliwszy dzień w jej życiu. Wszystko było na swoim miejscu. Jej praca, jej mieszkanie, jej chłopak. Rozejrzała się po pokoju. Jak na kameralne przyjęcie dla jej przyjaciół, to chyba przesadziła z kelnerem. Ale raz się żyje. Niech zobaczą. Jeszcze niedawno nikt w nią nie wierzył. Być może to tym drwiącym uśmiechom wszystko zawdzięcza. Pewnego pięknego dnia stwierdziła, że ma dosyć. Ma dosyć upokorzeń, dociekliwych pytań i złośliwych komentarzy. Teraz im wszystkim pokaże. Praca w banku, na wysokim stanowisku to nie byle co. Dzwonek do drzwi. Wstała poprawiła spódnicę, ostatni rzut oka na swoje odbicie w lustrze. - Wyglądasz tak pięknie, że aż dech zapiera.- Przed nią stał Marek. Wyglądał jak model z francuskiego żurnala mody. Pięknie pachniał i był nieskazitelnie ubrany. - Pani pozwoli, ze się przedstawię, Książe Marek do usług. Czy nie zgubiła Pani pantofelka?- Zaskoczył ją, w jednej chwili namiętnie ją pocałował, a następnie zawiesił na szyi uroczy złoty wisiorek w kształcie pantofelka. Westchnęła głęboko starając się opanować drżenie nóg. Zawsze tak na nią działał. Bała się, że gdy tylko odpręży się, choćby na chwilę, wszystko to zniknie, a Marek zamieni się, z powrotem w Pawła, nawiedzonego poetę, który nie może skończyć żadnych studiów, który notorycznie ją zdradzał z licealistkami i któremu poświęciła połowę swojego życia. Potrzebowała dużo czasu, żeby się wreszcie odnaleźć, żeby stwierdzić, że życie jest za krótkie żeby popełniać tak widoczne i śmieszne błędy. Postanowiła uczyć się na błędach innych. Takie działania, bezkompromisowe, w błyskawicznym tempie zaprowadziły ją do tego, co aktualnie posiadała i czym się rozkoszowała. Zostawiła za sobą niezdecydowanie, marzenia o karierze aktorskiej, mamę alkoholiczkę, toksyczny związek i siebie samą, niezdecydowaną, naiwną i rozmarzoną. Teraz była twarda, elegancka i profesjonalna. Tak, teraz jest profesjonalistką. Przedarła się przez szklaną taflę, przez tą barykadę uprzedzeń i własnych kompleksów. Tyle zmian z którymi się jeszcze nie oswoiła... Kolejny dzwonek wyrwał z namiętnych spojrzeń Marka. Na chwilę musiała przestać być bohaterką reklamy luksusowych perfum. Na nowo przyjęła postawę organizatorki przyjęcia. - Witaj biznesswomen. Nie byłam pewna co Ci przynieść dlatego ograniczyłam się do sałatki z ziemniaków- Tak dobrze znany zapach cynamonu. Z ulgą wtuliła się w pulchne ramiona Alicji. - Niepotrzebnie. Mówiłam ci że ja się wszystkim zajmę, chociaż raz w życiu chciałam wydać prawdziwe przyjęcie. Ale dziękuję. - No co ty opowiadasz, a ja myślałam, że to będzie tradycyjna babska nasiadówa z winem. - Jasne i dlatego tak się wystroiłaś- Skromna czarna sukienka Alicji zaskoczyła ją, gdy jednak dostrzegła oryginalne kolczyki i wełnianą chustę na ramionach, wiedziała że to ta sama Alicja, na którą zawsze mogła liczyć. Alicja była jej najbliższą osobą. Mimo sporej różnicy wieku świetnie się rozumiały. Alicja była dla niej trochę jak siostra. Gdy coś jej się nie udawało zawsze zwracała się z tym do Alicji. - Dobra, przyznaję się. Liczyłam, że zaprosisz paru samotnych facetów. - Niestety będą sami znajomi, a jak wiesz oni nie nadają się do romansów. - To w takim razie, kim jest ten przystojniak siedzący na twojej nowej kanapie?- Alicja zaskoczona stanęła na przeciwko Marka. Ten wstał i sam się przedstawił całując Alicję w rękę. Nic nie dało się wyczytać z jej miny. Dopiero widok kelnera częstującego ją winem lekko zaskoczył. - Księżniczko znowu ktoś dzwoni.- Marek zwrócił się do niej. Miał lekko nadąsaną minę. Machnęła na to lekceważąco ręką. Wiedziała, co mu chodzi po głowie. Namawiał ją jeszcze na miłą panią, która miała się zajmować otwieraniem drzwi i kucharkę. Ale ona stanowczo odmówiła. Dla niej nowością był kelner i nie do końca była pewna jak przyjmą to goście. Chciała wszystkim pokazać co osiągnęła, ale jednocześnie nie chciała przegiąć. Pokoje błyskawicznie się zapełniały. Wszyscy jej gratulowali, a sypialnia powoli napełniała się prezentami, banalnymi bombonierkami, dobrymi alkoholami, wazonami... i sama nie wiedziała czym jeszcze. Chciała być czarująca. Nic ze spontaniczności. Wysyłała uśmiechy na prawo i lewo. Starała się prowadzić miłą, niezobowiązującą konwersację. Nie mogła sobie pozwolić na to, żeby było po niej widać jaka jest z siebie dumna. Z każdej strony zbierała pochwały. -...pięknie wyglądasz, chyba schudłaś?! -...zdradzisz nam tajemnicę ile zarabiasz? - To mieszkanie to z ogłoszenia? - Zamierzacie się z Markiem pobrać? - Właściwie to na czym polega twoja praca?…