Fantastyka · 10 min czytania
Maskarada
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Maskarada
Borzymir przyjrzał się zakrwawionej szyi wieśniaczki, odnajdując charakterystyczne nakłucia. - Tak, to wąpierz - rzekł przez ramię do przerażonej gawiedzi. Usłyszał podniesione krzyki i głuche uderzenie omdlałej niewiasty o podłogę. Podniósł powieki ofiary. Oczy nadal były szkliste, nie zdążyły zmętnieć. Zagarnął palcami krew, ciepła. Z wprawą ocenił czas zgonu na nie więcej niż trzy klepsydry temu. Powstał i pomyślał: - Tak, jestem coraz bliżej. Dzisiaj go dopadnę - schował swoje przyrządy i zdecydowanie odwrócił się na pięcie, zmierzając do wyjścia. Przerażeni wieśniacy wybałuszali oczy. Wielu z nich znało wąpierze tylko z legend, a teraz jak najbardziej realna ofiara upiora leżała zakrwawiona tuż przed nimi. - Głowę należy ściąć i podczas pochówku umieścić między nogami - rzekł kapelan Borzymir. - Panie, a nie lepiyj spalić? - wykrzyknął gruby chłop, na co cała reszta przytaknęła głową. - Nie! chcecie jeszcze na wioskę biesa sprowadzić?! Uciąć i pochować! - dodał dobitnie - wszyscy zrozumieli? - zapytał, na co chłopi pokiwali twierdząco.
Był środek nocy, samotna kometa przemierzała rozgwieżdżone niebo. Borzymir w jej blasku opuścił chatę i udał się do niewielkiej kapliczki, by przygotować się do starcia z wąpierzem. Ukląkł przed obrazem Jezusa i złożył dłonie do modlitwy. - Boże - wyszeptał - proszę o siły, bym zła się nie uląkł i kroczył naprzeciw twym nieprzyjaciołom. A to ostrze - rzekł, kładąc miecz na ołtarzu - pobłogosław, by niszczyło Twych wrogów. W imię Ojca, Syna i Ducha świętego. Amen.
*
- Cztery klepsydry do piana kura, mało czasu - pomyślał Borzymir - Muszę dopaść wąpierza, nim znowu się wymknie - rzekł do siebie. Wyciągnąwszy miecz z pochwy natarł klingę wodą święconą i zawiesił przez ramię na plecach. Za pas wsunął dwa osikowe kołki. Wiedział, że upiór czai się gdzieś w pobliżu. Musiał posilić się jeszcze jedną ofiarą, przed zmierzchem a następna wioska znajdowała się za daleko. Był to martwy punkt, ostatnia szansa dopadnięcia wąpierza. Jutro mógł wyruszyć w jakąkolwiek stronę, lecz jeszcze dzisiaj upiór czaił się gdzieś w pobliżu. Kapelan wyszedł na środek wioski, trzymając w rękach pochodnię i niewielką fiolkę z gęstą, czerwoną cieczą. Odkorkował buteleczkę i wylał całą zawartość wokół siebie. Wiatr rozwiał zapach świeżej krwi po okolicy. Borzymir stał tak i rozglądał się, rozświetlając noc pochodnią. Usłyszał szelest. Odwrócił się szybko w tę stronę - niewielki krzak poruszył się. - Chodź do nas - rzekł spokojnie kapelan, łapiąc jednocześnie dłonią rękojeść miecza. Zbliżył się powoli do zarośli - krzak odpowiedział szelestem. Wstrzymał oddech i skupił całą uwagę na swych zmysłach. Uspokoił rytm serca, napiął mięśnie i w potężnym skoku zatopił miecz w krzakach. Z głębi zarośli na kapelana wyskoczył przerażony kot, uciekając szybko w popłochu. - Ech - odetchnął Borzymir, odwracając głowę za spłoszonym zwierzęciem. Ogarnął go niepokój. Zamiast uciekającego kota, dostrzegł biegnącą w jego kierunku postać wielkości człowieka. Zbliżała się niewiarygodnie szybko, a on na domiar złego stał z zaplątanym w krzakach mieczem. Przeniósł ciężar z lewej nogi na prawą i z pół obrotu zamachnął się mieczem, wyrywając z ziemi resztę zmasakrowanej rośliny. Powietrze rozdarł świst pędzącej stali. Był szybki, lecz wąpierz go wyprzedził. Upiór skoczył na Borzymira, przewracając go na plecy. - Cholera - wykrzyknął kapelan. Rozejrzał się za pochodnią, leżała parę metrów dalej. Wąpierz zbliżał się w szaleńczej szarży. Kapelan podniósł się zwinnie na rękach i zaintonował w kierunku potwora egzorcyzm. Upiór zawył i odskoczył, porażony parę metrów w tył, co wykorzystał Borzymir. Powstał i skoczył w kierunku pochodni, nie tracąc przez cały czas wąpierza z oczu. Miał około trzech łokci wzrostu, szarą ziemistą cerę, błędne spojrzenie, a z ust wystawały ostre, zakrwawione kły. Był to podręcznikowy przykład wąpierza. Kapelan ciął stwora rozpłatując jego udo. Bestia szykowała się do kolejnego ataku. Skoczyła, wyprzedzając rycerza, który w ostatniej chwili sparował atak płacąc za to kolejnym upadkiem, tym razem na brzuch. Zaklął głośno pod nosem. Pochodnia leżała tuż obok, kapelan sięgnął po nią czubkami palców i cisnął za plecy wąpierza. Długi cień zbliżającego się potwora ukazał się na ziemi. Borzymir wysunął kołek zza pasa i wbił w cień, w miejscu w którym powinno znajdować się serce stwora. Wąpierz wydał z siebie przeraźliwy jęk i uciekł w popłochu w mrok nocy.
Gdy nastał świt Borzymir wymknął się z użyczonego pokoju, udając się bezpośrednio do chaty Baby Jagi . Wieść o niej zaginęła parę lat temu. Zaczęły chodzić słuchy, że jest tylko wytworem ludzkiej wyobraźni, legendą. Prawda była jednak całkowicie inna. Ze względu na swoje magiczne praktyki czarownica dostała wybór: stos albo ugoda. Staruszka podpisała ugodę z Watykanem, na mocy której przeniosła się w ustronne miejsce, z dala od cywilizacji, a w zamian kościół miał przymykać oczy na jej nieszkodliwe czary. O istnieniu…