Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 12 min czytania

Maszyna czasu. cz. I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Maszyna czasu. (część pierwsza)

Przenikliwy dźwięk, przypominający buczenie, zakłócał ciszę w laboratorium. Alex zaczął stopniowo podkręcać gałkę mocy akceleratora. Szafa sterownicza pokryta mnóstwem lampek i wskaźników zaczęła wydawać dziwne jęki. Alex nie przestawał. Wpatrywał się w monitor komputera, na którym w centralnym polu wyświetlały się czerwone, duże cyfry: 65, 66, 67. - Siedemdziesiąt – powiedział półgłosem. Buczenie stopniowo przechodziło w świst. Lampki kontrolne urządzenia szaleńczo migotały, jakby były niespełna rozumu. - Siedemdziesiąt dziewięć, osiemdziesiąt procent. Nagle rozległ się huk. Kontrolki stopniowo gasły, wydając z siebie ostatnie tchnienie. Zapanowała głucha cisza, tylko ekran monitora migał na czerwono. Wyraźnie widać było komunikat:

POWER 80 % CODE: ERROR 1475

Alex, jakby od niechcenia przycisnął wyłącznik akceleratora. Jego twarz nie wyrażała zdziwienia. Był na to przygotowany. W głębi duszy łudził się jednak, że tym razem wszystko będzie OK. Osiągnie 100 % mocy i stanie się to, co już dawno teoretycznie obliczył z pomocą profesora. Przełamie barierę czasu. W głośnikach zainstalowanych w laboratorium rozległ się trzeszczący głos: - Alex! Głowa do góry. Musimy ponownie sprawdzić sprzęt. Widać tym razem nie było nam pisane. Mężczyzna odwrócił się. Za szklaną ścianą z pancernego szkła zobaczył lekko siwiejącego staruszka w białym fartuchu. To był profesor McPerson. Profesor wyłączył przycisk mikrofonu i powiedział z dumą do siedzącego obok pracownika technicznego: - Musi się udać. Alex był moim najzdolniejszym studentem na Wydziale Fizyki. Teraz jest doktorantem. Taki talent zdarza się raz na 100 lat. - Tak – głośno zadumał się naukowiec i w zamyśleniu opuścił pokój kontrolny.

***

Profesor Stanley McPerson nie był ceniony w światku naukowym. Wielu uważało go za szaleńca, próbującego udowodnić swoje utopijne tezy. Po uzyskaniu doktoratu z fizyki kwantowej, w wieku 26 lat, wydawało się, że jego kariera naukowa dopiero teraz nabierze rozpędu. Ale stało się inaczej. McPerson był dziwakiem. Nie utrzymywał kontaktów towarzyskich. Jedyną istotą, którą tolerował, a na swój sposób kochał, była jego matka. Po jej tragicznej śmierci naukowiec zaczął tracić kontakt z rzeczywistością. Nigdy nie pogodził się ze śmiercią najbliższej mu osoby. Swój żal i ból przelał na pracę. Zaczął pracować wciąż więcej i ciężej. Po kilku latach egzystencji na pograniczu obłąkania i świadomości pojawił się przełom. Jego układy równań różniczkowych zaczęły tworzyć całość. Zmieniając w nich tylko jedną zmienną „p”- moc, w określonych warunkach brzegowych, można było mieć wpływ na inną zmienną „t” – czas. Po żmudnych, dalszych obliczeniach okazało się, że przy odpowiednio ustawionych parametrach, wynik tj. zmienna „t” wychodziła ze znakiem ujemnym. Czyżby można było manipulować czasem? – pytał bezgłośnie naukowiec. Po ponownym sprawdzeniu obliczeń, profesor postanowił ujawnić swoje odkrycie na forum akademickim. Dobrze pamiętał ten dzień. Umyty, ostrzyżony i ogolony, w czarnym garniturze, bez wytchnienia biegał wzdłuż tablicy, zapełniając ją szeregiem nie kończących się równań matematycznych. Znów był w swoim żywiole. Jak za młodych lat. Tłumaczył, wyjaśniał, odpowiadał na pytania. Aula akademicka, początkowo pełna ludzi , zaczęła się z czasem wyludniać. Sędziwi profesorowie, kiwając głowami, stopniowo opuszczali to zgromadzenie, uważając zapewne, że wszystko to , co usłyszeli jest czystą utopią. Po godzinie wykładu McPerson odwrócił się od tablicy w stronę publiczności. Spostrzegł, że nikogo nie było. No , może z małym wyjątkiem. W kącie sali siedział niewysoki student i gorączkowo odpisywał z tablicy cały wykład. Profesor podszedł do niego i zajrzał do notatek. Obok licznych równań matematycznych, chłopak wstawiał także swoje komentarze. Na końcu widniała kilkakrotnie podkreślona uwaga: obliczenia prawidłowe oraz trzy wykrzykniki. Student czując, że ktoś zagląda mu przez ramię, najpierw automatycznie zasłonił ręką zapiski, a później gwałtownie wstał, aż zeszyt osunął się na podłogę. McPerson zobaczył jego duże, błękitne oczy. - Dzień dobry, nazywam się Alex Simon. Jestem studentem na tutejszym wydziale – przedstawił się młodzian. - To bardzo interesujące, co pan mówił – kontynuował – z moich pobieżnych obliczeń wynika, że ta teoria może być prawdziwa. Właśnie kończę studia, byłbym szczęśliwy gdyby pan profesor przyjął mnie do siebie na stanowisko asystenta. McPerson wpatrywał się w rozgorączkowane oblicze studenta. Widział siebie z przed 20 lat. Ten sam zapał, energia. Po prostu młodość. Jednak w tym przypadku obok niewątpliwie błyskotliwego umysłu ten młody człowiek miał w sobie „to coś”, czego nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć. Dlaczego nie? – pomyślał. Rozejrzał się po pustej sali. Dlaczego nie? - powtórnie zadał sobie w myślach to pytanie. Po chwili zastanowienia powiedział: - Dobrze chłopcze, wezmę cię na mojego asystenta. Lecz pamiętaj, to będzie trudna i wyboista droga. Dobrze się zastanowiłeś? - Oczywiście, panie profesorze! – odparł uradowany chłopak - Dziękuję! - To ja dziękuję – powiedział zmęczonym głosem McPerson – jak ty się właściwie nazywasz? - Alex. Alex Simon.

***

W pokoju służbowym nie było dużo miejsca. Mała kozetka, wysłużony fotel oraz biblioteczka zajmowały prawie całą przestrzeń. Jej dopełnieniem były książki. Leżały wszędzie. Jedne pokryte kurzem, w kartonowych pudłach, inne (te, co miały więcej szczęścia) leżały otwarte, co wskazywało na cechy ich używalności. Profesor leżał na kozetce trzymając szklankę wypełnioną do połowy napojem alkoholowym o złocistej barwie. Jego myśli były daleko. Mimowolnie pocierał zewnętrzną stronę prawej dłoni, na której

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Maszyna czasu. cz. I — czytnik · opowiadania