Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 6 min czytania

Maszyna do pisania

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Odgłos maszyny do pisania mnie pobudza. Lekkie dźwięki, które zostają w głowie, postukiwanie, które mrozi krew w żyłach. Tak. To jest to. No cóż, niestety w tych czasach większość tworzy swoje dzieła na klawiaturach laptopów lub komputerów stacjonarnych. Kiedyś...ach, kiedyś tylko maszyny do pisania. Rozumiem, że na przestrzeni lat maszyna pisząca stała się bardzo niewygodna i zabytkowa. Jednakże, każdy poważający się pisarz w latach współczesnych ma takową maszynę, a i niektórzy dalej na nich piszą. Może i Brytyjczycy opatentowali to amerykanie rozpowszechnili. Ta... zawsze amerykanie. Piękny, słoneczny dzień, którego promienie rozświetlają ulice Nowego Jorku. Idąc, trzymając pod ręką starą maszynę do pisania, rozumiałem, dlaczego lepiej przemieszczać się po mieście transportem publicznym. Cała ulica zapchana była różnorakimi markami samochodów. Nawet motocykle i rowery stały w miejscu. W powietrzu unosiły się różne dźwięki: przekleństwa, głośne klaksony, krzyki, śmiech rozpaczy i różne, które mają swoją własną kategorię dźwiękową. Zadowolony swoim rozsądnym podejściem do sprawy ujrzałem cel swej podróży. „Maszyny do pisania u Johna”. Szyld widniał nad niewielkim sklepikiem, który znajdował się na przeciwko przyjemnej knajpy, do której często chodziłem z Jennifer. Lekkim, spokojnym gestem otworzyłem drzwi. Dzyń. Dzwonek nad przejściem lekko brzęknął. W pomieszczeniu dało się czuć zapach drewna i metalu. Po prawej od wejścia wystawa maszyn, po lewej również. Dalej w głębi niewielkiego pokoju stał blat, za którym stał mężczyzna, w średnim wieku, blond włosy, dobrze zbudowany, który sprawnie obsługiwał kobietę z dzieckiem. Na oko dziecko miało z 10 lat. Zamknąłem drzwi i jak to zwykle powiedziałem: - Dzień dobry. Nie doczekałem się odpowiedzi, no, ale tak trzeba. Podszedłem do jednej z wystaw i zacząłem podziwiać piękno dawnych lat. No, cóż moja niestety się zepsuła, ta myśl ciążyła mi od wczoraj. Moje przemyślenia przerwała kłótnia sprzedawcy z kobietą: - Co ten dzieciak powiedział?!- krzyknął mężczyzna. Tak przeraźliwie, że przeszedł mnie dreszcz. - Jak pan śmie podnosić głos na mojego synka!- uniosła się nieznacznie kobieta i groźnie spojrzała na sklepikarza. Powoli ruszyłem w ich stronę, by trochę ostudzić to niepotrzebne zamieszanie. - Czy ja podnoszę głos? Nie, nie, nie, tak nie będziemy rozmawiać.- już trochę łagodniej odpowiedział facet, ale wzrok na to nie wskazywał. - Co pan robi?- powiedziała kobieta, kiedy mężczyzna wyciągnął spod lady pistolet i wycelował w małego. Krzyknęła i chciała już uciekać wraz z

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%