Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 10 min czytania

MATEMATYK

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I. Nastrajanie

Tej nocy śnił o dawnym nauczycielu matematyki. Był on trochę zmieniony, może starszy, ale to wciąż był on. Wysoki, chudy jak szczapa okularnik, w wymiętej, szarej marynarce. Pisał po tablicy jakieś kosmicznie długie wzory i śmiał się pogardliwie ze spokojnych - nic nieumiejących uczniów. "Pawlak, ty idioto!", "Ludczak, ty debilu!" – mawiał do nich i zwijał się ze śmiechu. "Powiedz mi, Pawlak, jak to jest być takim debilem?" Krzysztof Pawlak obudził się zlany potem. Gdy doszło do niego, że wszystko w porządku, że to tylko sen, odetchnął z ulgą. Zegar wskazywał siódmą rano, więc wziął ze stolika nocnego okulary i wstał. Przeglądając się w lustrze, dostrzegł, że nie wygląda najlepiej. Twarz, mimo młodego jeszcze wieku, wydawała się zmęczona i niewyspana (spał przecież tyle co zawsze), włosy pozostawione w nieładzie i dwudniowy zarost. Wyglądał nie na trzydzieści, lecz na czterdzieści lat. Mieszkanie pozostawił w takim samym bałaganie, w jakim zastał je dziś rano. Nie ścielił łóżka, podejrzewał, że potem będzie chciał się zdrzemnąć. Do pracy pojechał autobusem, gdyż jego własnego auta nie posiadał. Zajęcia rozpoczął już o ósmej rano. Uczniów było dziś więcej niż zwykle, więc musiał zadać więcej roboty, aby przypadkiem nikomu się nie nudziło (w końcu nie widział nic przyjemnego w śmietniku na głowie, czy innych atrakcjach, jakie wymyślali znudzeni uczniowie, w celu rozerwania siebie i kochanego pana profesora). I tak mieli dziś przerabiać jeden z trudniejszych tematów, więc o żadnych nudach mowy być nie mogło. Gdy zapisał temat i zaczął wszystko objaśniać, w stonę tablicy poleciało kilka kredek, a temperówka trafiła go prosto w czoło. Klasa wybuchła gromkim śmiechem. – Dość tego! – zawołał. – Cały ostatni rząd dostaje uwagę, wiem, że to poleciało stamtąd. Jeszcze jeden taki wybryk i idę po pana Dyrektora. Śmiechy ucichły. Krzysztof usiadł za biórkiem, otworzył dziennik i zaczął wpisywać kolejno nazwiska uczniów z ostatniego rzędu. – Nudzi im się, proszę pana – powiedziała Kasia z pierwszej ławki (właściwie jej ławka była tuż przed jego biórkiem). – Na innych lekcjach też tak się zachowują? – Krzysztof podniósł wzrok znad dziennika. – Nie, tylko tu, na matematyce. Czasem na technice. Klasa ponownie zaczęła się brechtać. Krzysztof wstał i kontynuował.

***

Ta część dolnego śląska, w której mieszkał od ośmiu lat, była raczej odpychająca. Na obrzerzach miasteczka stała jedna, nieczynna kopalnia, w której przed laty doszło do tragedii, poza tym szare domki, czynszowe kamienice i jedno blokowisko, gdzie było jego mieszkanie. Jechał do domu autobusem. Przez szybę spoglądał na miasto i robiło mu się coraz smutniej. Czuł, że obojętnieje. Gdy tylko znalazł się u siebie, w progu już zdjął buty, porzucił na fotel swoją kurtkę i marynarkę, po czym uwalił się na wersalkę i zasnął. Chyba znowu śnił mu się Matematyk, ale nie mógł sobie później przypomnieć nic konkretnego. Z wyjątkiem śmiechu. Obudził go telefon. Dzwoniła siostra. – Halo? – podniósł słuchawkę. – No co się nie odzywasz? – powiedziała. – Ostatnio dzwoniłeś chyba ze trzy tygodnie temu. – Jestem ostatnio zajęty. Mam dużo pracy. – Tak, na przykład upijanie się do nieprzytomności pod stołem, gdy jesteś sam. – Przestań... Wiesz, jak jest. Nie jest łatwo. A co u Ciebie? Mąż na delegacji, słyszałem. – Na delegacji, na delegacji. Wpadnij któregoś dnia. – Wpadnę. – I nie pij dużo – upomniała go. – Narazie. – Narazie – rozłączył się. Leżał jeszcze na wersalce i wpatrywał się w sufit. Spał jakieś dwie godziny, wciąż był ociężały i przymulony. Nie chciało mu się nawet posprzątać, chociaż miał to dziś zrobić. Obserwował cienie na ścianach. Obudził się o drugiej w nocy. Znowu miał jakieś koszmary, lecz nie pamiętał nic. Wszedł pod prysznic, gdzie długo rozmyślał o przeszłości, która ostatnimi czasy nie dawała mu spokoju. Nie spał już do rana. W pracy było gorzej niż zwykle. Rozbestwiona młodzież nie dała mu możliwości prowadzenia lekcji (ktoś rzucił o tablicę jabłkiem, które rozprysło się na wszystkie strony). Dyrektor był dwa razy, ale niewiele to dało. Gdy tylko zamykał za sobą drzwi, wszystko wracało do poprzedniego stanu. Szum, przekleństwa i rzucanie różnymi przedmiotami w tablicę, lub w Krzysztofa. Wyszedł stamtąd wściekły i skierował swoje kroki w stronę domu siostry. Pracowała ona jako psychoterapeutka, wierzył więc, że podbuduje go jakoś na duchu, jak to czyniła kiedyś. Zapukał. – Cześć – przywitała się. – No, cześć. Usiadł na kanapie i zaczął opowiadać. – Zdenerwowali mnie. Ciągle mnie w tej pracy denerwują, już nie mogę. – A co zrobili? – Dzisiaj jabłko na tablicę poleciało dla odmiany. Nie słuchają tego, co mówię... W ogóle szkoda gadać.

II. Wariacje

Był zawiedziony, gdyż siostra w ogóle mu nie pomogła. Po drodze do domu, wstąpił do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%