Filozofia · 7 min czytania
Matematyk
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Matematyk, jak nazwała go prasa i przyjęła powszechna opinia, otworzył drzwi do pokoju, gdzie miał być przesłuchany. Sala była raczej symetryczna i praktycznie zaprojektowana, przy tym jednak raczej nienaturalnie długa. Skromnie wyposażona. Trzy krzesła i stół na końcu długiego pomieszczenia oraz krzesło na środku dla przesłuchiwanego – ot, całe umeblowanie. Odnosiło się ponadto niepokojące wrażenie, że zdradliwa biel ścian, przyciemniona wieczną szarugą miasta N, pomaga sędziom śledczym w dociekaniu prawdy, przytłaczając każdego, kto znajdzie się w krzyżowym ogniu ich pytań. Cisza, niemal namacalna cisza również potrafiła zmieszać mniej odpornych. Tego dnia sala nie była jednak tak pusta jak zawsze, wypełniały ją bowiem chłodna rzeczowość i przenikliwe spojrzenia Sędziów. Fałszywi prorocy, szaleńcy, terroryści – chleb powszedni w mieście nie spowodowałby jeszcze zebrania się Rady w pełnym składzie, o nie. Najdalej sięgający, najlepiej pojmujący, dalekowzroczni Sędziowie nie tracili bynajmniej czasu na błahostki. Po serii minionych wydarzeń uznano jednak, że sprawy Matematyka zignorować po prostu nie wolno. Miał go wysłuchać pełny, trzyosobowy skład Rady, najwyższy Trybunał, wyrocznia niespokojnych czasów i trudnych spraw.
- Wejść i usiąść!
Matematyk nie okazał najmniejszego zmieszania wobec surowego tonu Sędziego. Wszedł i zajął miejsce na krześle, tak jak mu kazano.
- Imię, nazwisko, wiek i zawód?
- T.K. , czterdzieści cztery lata, były pracownik naukowy ze stopniem doktora na Uniwersytecie miasta N. .
-Niech to szlag, nie będziemy marnowali jeszcze więcej czasu na trywialne procedury, sformułuję więc wprost zasadnicze pytanie: czy przyznajesz się do zarzucanego ci czynu, którego treść i wagę wyłożyła ci przed tą sesją Niższa Izba?
Część 22 / 2
- Z całym szacunkiem, Sędzio, nie dopatruję się w tym, czego udało mi się dokonać, żadnych przesłanek do wytoczenia mi sprawy o przestępstwo. Reakcja i odbiór faktów przez społeczeństwo to następstwo, którego ocena wymyka się jednoznacznym sądom, jako niezawiniona. Oczekiwałem raczej uznania, zrozumienia i … wdzięczności. Tak, zabrakło mi wdzięczności.
- Prawo nowoczesnego państwa zapewnia ci wolność słowa, swobodę naukowych badań, K. . Nie przywala natomiast w żadnych okolicznościach na wywoływaniu zbiorowej paniki, masowych zwolnień z zakładów pracy, fali samobójstw. Nie przyznajesz się wobec tego do podburzania ludu i złamania artykułu sto czterdziestego czwartego miasta N. ?
- Nie przyznaję się i przyznać się nie mogę. Nikomu nie włożyłem do ręki broni, nie ja pociągałem za spust, nie odebrałem nikomu nadziei i poczucia celowości pracy. Dawałem, nie odbierałem, oto jak należy rozumieć mój przełom. Ale oni nadstawiając uszu, słyszeli to, co chcieli usłyszeć. Nie dotarło do nich prawdziwe przesłanie Wielkiego Wyjaśnienia.
- Zakładając, że sformułowana przez ciebie teoria jest poprawna i przydatna i nie działałeś celowo. Proroków nam nie trzeba. Na gruncie nauki nie da się jednak przeprowadzić jej dowodu, co w pocie czoła usiłował zrobić sztab najlepszych ekspertów z miejscowej Politechniki. Zasada nieoznaczoności Heisenberga, niemożność precyzyjnego prognozowania rezultatów działania jednostek… Wydaje się to być zwykłą przykrywką, zręcznym, populistycznym chwytem, a tobie ocena ta wytrąca z ręki ostatni oręż obrony. Nauka mówi nie!
- Nauka, jaką znacie.