Komedia · 9 min czytania
Matias Epizod 2 (+18)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Tak jak się spodziewałem, na zewnątrz było kurewsko gorąco. Jeszcze zanim dobrze wyszedłem z budynku, zaczynałem wątpić, ale to pewnie dlatego, że z reguły wynurzałem się wieczorem lub w nocy. Vero zawsze śmiała się, że strasznie blady ze mnie meksykaniec i dupa Alexa łapie więcej opalenizny niż ja. W sumie miała rację, promienie UV raczej starały się mnie unikać. A może to ja unikałem promieni UV? Właściwie nigdy nie zastanawiałem się nad czasem, wiedziałem po prostu, że noce, melanże i dupeczki mają mi do zaoferowania więcej niż gorące, duszne dnie, przepocone koszulki i jebiące stopy... A słońce zupełnie jakby czekało, aż tylko opuszczę chłodny dom, by dopierdolić mi ze zdwojoną siłą. Jak na złość przez ostatnie dni było pochmurno i akurat dzisiaj termometry wskazywały 33 stopnie. Musiałem być kurewsko złym człowiekiem, skoro los mnie tak doświadczał... Szedłem, a raczej wlokłem się zatłoczonym chodnikiem, czując jak żar pokonuje moją łysą banię i przypieka mnie bezpośrednio w mózg, którego mogło równie dobrze wcale nie być, ale wolałem myśleć, że jest inaczej. Mijali mnie różni ludzie, wszyscy styrani gorącem. Najbardziej śmieszyli mnie biznesmeni w tych swoich koszulinach i długich, czarnych spodniach, którzy dumnym krokiem, z wypiętymi klatami i potem cieknącym im po ryjach, ciągle gdzieś się spieszyli. Wyścig szczurów podczas gdy łatwy hajs był na wyciągnięcie ręki, wystarczyło tylko mieć odwagę, by zacisnąć na nim palce. Stwierdzenie „zesraj się, a nie daj się” nabierało w moim przekonaniu zupełnie nowego znaczenia, sam do końca nie wiedziałem jakiego, ale grunt, że było ono nowe. Minąłem dwie kurewsko tłuste nastolatki, które pod wpływem napieprzającego słońca wynurzyły się w kusych ciuchach. Kurwa mać, słonie morskie tak daleko od wody?! Twarz samoistnie wykrzywiła mi się w dziwaczny sposób, bo ten widok nie należał do przyjemnych. Zawsze mnie zastanawiało jak można, mając potężny zad wielkości Alaski, wychodzić z domu w krótkich, jeansowych spodenkach i jeszcze ostentacyjnie obciągać podwijającą się bluzeczkę baleronami robiącymi za palce? Przecież to, kurwa, zakrawa pod psychiczne znęcanie się z cholerną premedytacją! Ludzie są, kurwa, chorzy! Albo w dupie mają oczy, albo celowo powypieprzali wszystkie lustra z domów. Bo i po co ubierać się adekwatnie do sylwetki, skoro można styrać łby porządnym obywatelom, ze świętym przekonaniem, że się jest pierdoloną Carmen Electrą w wersji „większej o rozmiar, góra siedem”. Później wbijasz na facebook'a i czytasz setki komentarzy, których celem jest wylanie najgłębszych żali skierowanych do całej męskiej części pieprzonego świata, bo to przecież cholernie samcze i egoistyczne, że my, mężczyźni, automatycznie odrzucamy wory sadła, których widok cofa nam krew z fiuta do mózgu. Sorry, girls, nie jestem członkiem Greenpeace'u i nie mam zasranego obowiązku otaczać miłością płetwali błękitnych. I pewnie dalej intensywnie myślałbym na ten temat, gdyby góra trzynastoletni, czarnowłosy chłopak w szerokich ciuchach z impetem nie wcisnął się w moją klatę.
- Uważaj gdzie łazisz, czarnuchu! - usłyszałem.
Co, kurwa? Czarnuchu? Kpiąco spojrzałem na niego z góry. No tak, gówniarzeria miała wakacje. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że zadziwiająca ilość dzieciaków na ulicach spowodowana jest początkiem lipca. Musiałem nieco za bardzo popłynąć w melanżu skoro jeszcze wczoraj mieliśmy dwudziesty trzeci maja... Ta myśl, kiedy zdajesz sobie sprawę, że poprzedni miesiąc gdzieś ci uciekł... I bynajmniej nie był to pierwszy raz, gdy czułem się w ten sposób...
- I co się tak gapisz? W gips się pchasz? - Chłopiec wyglądał przezabawnie wpatrując się we mnie jakby chciał mnie pobić. Ale zaraz, czy to błysk dzikiej furii w jego oczach? Czyżby nadchodził szał Posejdona?
Kucnąłem przy nim i uśmiechnąłem się szeroko.
Część 22 / 2
- Zawsze jesteś taki niemiły? Skąd wiesz, że za kilka lat nie będziesz ze mną jarał skuna?
- Nigdy nie będę palił tego gówna, nigga! - Odparł i wyjebał mi kopa czubem skejtowskiego buta prosto w piszczel.
A tego niestety nie byłem w stanie już zdzierżyć. Chwyciłem gnoja za rękę, pociągnąłem go ku sobie i prosto do jego ucha warknąłem: A teraz słuchaj mnie, maleńki, odwrócisz się i zaczniesz machać pośladami tak, żebym za pół minuty cię tu nie widział, bo inaczej wjadę ci nogą w dupę tak mocno, że gówno wybije ci te twoje mleczne zęby, czaisz?
- ZOSTAW MOJEGO BRATA, PEDOFILU!
Jeb, pizd, jeb. Na moją głowę spadł grad ciosów…