Przyjaźń · 31 min czytania
Mea....
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
Wszystko zaczyna się w połowie maja. W tym momencie zaczynam spisywać historię pewnej rodziny a w szczególności dziewczyny o imieniu Mea- niespotykane imię. Dziewczyna o jasnozłocistych włosach mieszkająca w średnim miasteczku.
Ja poznałam ją od dwóch stron, uczennicy i przyjaciółki. Mea nie była zwyczajną szarą myszka. To była wrażliwa, serdeczna i przede wszystkim bardzo uczuciowa kobieta (?) Tak mogę o niej tak powiedzieć. Mimo jej wieku była bardzo dojrzała. Zawsze sto razy pomyślała i dopiero cos zrobiła. Niewysoka, mizerna osóbka o miłym wyrazie twarzy- tak można pokrótce o niej powiedzieć. Była bardzo szczupła. Jej przyjazd wzbudził dużą ciekawość wśród wszystkich z naszej klasy. Tak, chodziła ze mną do szkoły, byłyśmy sąsiadkami.
Mea nie miała wesołego życia, ale nie wszyscy o tym wiedzieli. Mogę teraz powiedzieć ze tylko ja o tym wiedziałam.
Bardzo się polubilibyśmy. Od początku zdobyła moje zaufanie i ja to samo odczulam z jej strony.
Mieszkała razem ze swoją mamą, Nie miała taty. Co się z nim stało? Nie wiem. Nigdy nie wspominała o nim. A ja nie poruszałam tego tematu by jej nie zranić. Mea bardzo kochała swoją matkę. Miała wielki szacunek do niej i chyba za to ją podziwiałam. Ale to nie była jedyna jej cecha.
Kiedyś po imprezie Mea była kompletnie pijana, wtedy odprowadziłam ją do domu. Nie była w stanie ujść nawet metra. Podobno człowiek tylko w dwóch sytuacjach mówi prawdę gdy jest pod wpływem alkoholu lub w gorączce. W tym przypadku to się sprawdziło.
Przez całą drogę nie mogła skończyć mówić. To co wtedy mi powiedziała- przeraziło mnie to, bałam się tego. Mówiła co się stało ze musiała wyprowadzić się z wcześniejszej miejscowości, o jej tacie. Gdy zaczęła o nim mówić łzy płynęły po jej ślicznych policzkach. A zarazem brzmiało to ironiczne?
Część 22 / 4
Nie wiem czy dobrze się stało ze powiedziała mi to wszystko. Mea od urodzenia mieszkała w jakiejś nadmorskiej miejscowości. Jeszcze wtedy był jej tato. On bardzo go kochała. Ale pewnego dnia po prostu odszedł. Zostawił ją samą z mamą. Długo cierpiała, nie mogła się z tym pogodzić i myślę ze nigdy do końca się nie pogodziła. Ona obwiniała za to siebie. Myślała ze to wszystko przez nią. ale tak nie było. Tylko kto jej to mógł wytłumaczyć? Matka płacząca od rana do nocy? Która tak samo obwiania siebie za wszystko.
Powiedziała ze chciałaby umrzeć. Ale tal ze przeszedł mnie zimny dreszcz. Opisywała jak to by zrobiła. Korzystając z sytuacji spytałam się czy wcześniej już próbowała? Tak naprawdę nie chciałam wiedzieć. Odpowiedz brzmiała; tak ... I to nie raz. Po raz pierwszy nawet nie zemdlała. Wzięła jakieś tabletki z torebki jej matki. Ale dalsze próby były już skuteczniejsze. Opowiadała jak ćpała, podcinała sobie żyły, przeraziło mnie tu. Jak taka śliczna dziewczyna mogła robić takie rzeczy?
Opowiadając, śmiała się z tego .... ironizowała ... Mówiła ze gdy pierwszy raz podcięła się, czuła się jak bóg. Może dawać i zabierać życie. To dziwne wcześniej twierdziła ze w niego nie wierzy ze strąciła wiarę już dawno. Wręcz wykrzyczała to, zawsze powtarzała ze bóg nie istnieje, bo jakby istniał nigdy by nie dopuścił by na tym świecie byli tyle zła. Mówiła to z takim przekonaniem ze byłam skłonna jej uwierzyć
Wcześniej nie zwracałam na to uwagi ale wtedy spojrzałam na jej ręce. Były pełne blizn. Spytałam się czy to jej nie bolało? Przecież sama sobie sprawiała ból. Jeszcze bardziej mnie zaszokowała jej odpowiedz. A mianowicie powiedziała ze czym bardziej bolało, tym miała większa satysfakcje(?)
W tym momencie zrobiło mi się jej żal. Dalej opowiadała; wybierała tylko takie tępe stare żyletki, a ranę posypywała solą. W moim oku pokazała się łza. Przecież to dziewczyna nie była taka! Nigdy bym nie pomyślała ze taka była.
Jakby z dumą mówiła o tym jak ćpała, piła i cięła się. Ona to traktowała na porządku dziennym. A ja? Ja nie wiedziałam co miałam zrobić z tą wiedzą. Chciałam żeby wreszcie skończyła opowiadać. Ale ona dalej mówiła. Wydawało mi się to nieprawdopodobne. Jak tak mała osóbka mogła doznać tyle zła na tym świecie? Czemu? Czemu los tak bardzo ją skrzywdził?
Mea, nie szukała kontaktu z innymi. Nie wiem czemu akurat mnie wybrała? Była bardzo nieufna a tym bardziej dla obcych. Bardzo łatwo można było ją wyprowadzić z równowagi. Ale szybko się opanowywała.
Część 33 / 4
Po tej nocy Mei było głupio. Zaprosiła mnie do siebie. Wiedziałam ze będzie chciała wszystko wytłumaczyć. Nigdy wcześniej nie byłam u niej bo nie zapraszała nikogo. Poszłam do niej po lekcjach. Mieszkanie wyglądało strasznie, stare meble, strasznie zniszczone. Ale widać ze jej mama dbała o czystość. Pod tym względem nie mogę nic powiedzieć.
Poszłyśmy do jej pokoju. Jej mama poczęstowała mnie objazdem, przyniosła herbatę. Mea dyskretnie zasugerowała jej żeby nam nie przeszkadzała i tak się stało. Siedziałyśmy razem na łóżku. Nie wiedziała jak zacząć, po momencie ciszy, leciutkiego zakłopotania wyksztusiłam; -Mea ja ... nie dala mi dokończyć -nic nie musisz mówić, to ja jestem ci winna wyjaśnienia.. - -nie, nic nie jesteś mi winna rozumiem cię, to co wczoraj powiedziałaś ... nie powinnam o tym wiedzieć - - nie, powinnaś ... wreszcie mogę z kimś o tym porozmawiać jej głos drżał .. jakby dławiła się słowami -widzisz, mi to nie jest do niczego potrzebne, nie musisz się tłumaczyć ... -ale chce .. chce wreszcie z kimś o tym pogadać widziałam jak dużo ją kosztowała ta rozmowa -to już wiesz co się stało z moim ojcem, jaka jestem naprawdę psychiczna ... narkomanka ... alkoholiczka ... samobójczyni .. po jej twarzy spłynęły łzy. Jej wargi drżały. Nie mogła się opanować. Przytuliłam ją .. poczułam zapach owocowego szamponu. -Ciii .... już dobrze ... nie jesteś .... ja wiem ... nie jesteś .... Przez łzy, wypowiadała cichutko. -A kim ja jestem? Jak to nazwać? Desperatkę która już nie raz chciała się zabić ... nie wierze w Boga ... nadzieje strąciłam już dawno. Miłości nigdy nie zaznałam ... moje życie to jedno wielkie cierpienie. Po chwili namysłu, ciszy usiłowałam coś wymyśle ... pomóc jej ale nie mogłam wyksztusić słowa. Z jednej strony było mi jej żal a z drugiej potępiałam ją .. ale przecież to moja przyjaciółka ... -Kim jesteś? Jesteś moją kochaną przyjaciółką ... osobą której zaufałam, pokochałam .. wiem jest Ci trudno ... ale musisz żyć dalej .... Nie pozwoliła mi dokończyć .. -Po co? ja nie widzę sensu takiego życia ... _Po to choćby porozmawiać ze mną .. żeby twoja mama wiedziała ze ma kogoś na kim może polegać .. Na tym skończyła się nasza rozmowa, siedziałyśmy razem wpatrzone w jeden punkt w pokoju. Wtulone w poduszki. Mea ściskała ją mocno, wilgotną od łez poduszkę ... Nawet nie zauważyłyśmy jak zrobiło się ciemno. Mea zapytała się czy nie mogłabym zostać ... a ja? Przecież nie zostawię ją samą. Jej mama pracowała nocą w pobliskim sklepie. Podścielała mi na kanapie Kolo jej lóżka. Całą noc nie zmrużyłam oka. Ciągle rozmawiałyśmy. Jeszcze z nikim tak dobrze się nie dogadywałam. Mijały tygodnie a nasza przyjaźń kwitła. Wreszcie nadeszły upragnione wakacje. Razem z Meą postanowiłyśmy wyjechać gdzieś, choć na te dwa miesiące zapomnieć o wszystkim. I tak zrobiłyśmy. Już na drugi dzień wakacji wyjechałyśmy nad morze. To była długa i wyczerpująca podróż. Jechałyśmy pociągiem. Krajobraz zmieniał się wraz z naszym humorem. Im bliżej celu tym bardziej było nam wesoło. Wreszcie dojechałyśmy. Na początku nie mogłyśmy się odnaleźć w tak dużym nieznanym mieście. Ale po trudach wreszcie znalazłyśmy sobie piękny pensjonat. Z okna miałyśmy widok na morze. Było pięknie. Wszystko wydawało się jak bajka. Mea dziękowała mi ze namówiłam ją na ten wyjazd. Na drugi dzień poszłyśmy na plaże. Było strasznie gorąco. Słońce przygrzewało. Piasek leciutko parzył nas w stopy. Szum fal i zapach morskiego wiatru urzekł nas. Mogłybyśmy zostać tam na zawsze. W pierwszym momencie zauważyłam ze jakiś chłopak bacznie obserwuje Mee. Powiedziałam jej to. Lecz ona szybko mi to wybiła z głowy mówiąc ze mi się tylko wydaje. Ale nie myliłam się, na kolacji podszedł do naszego stolika. Zaczął z nią rozmawiać. Zaczęło coś iskrzyć. Czując to usunęłam się i poszłam do pokoju. Obserwowałam ich z okna. Pierwszy raz Mea była szczęśliwa, śmiała się, żartowała. To on tak na nią działał. Nie było dnia żeby nie byli razem. Dzień bez rozmowy z nim był dla niej zmarnowany. Zakocha się w nim. i wszystko byłoby pięknie gdyby nie jedna noc. Czemu? Pewnego wieczoru zabrał ją na wycieczkę. Ja czekałam na nią wieczorem w pokoju. Mijały godziny .. a jej nie było .. nad ranem o czwartej weszła cichutko. Cala spłakana ... mokra .. zerwałam się .. -Co się stało? Wybuchła płaczem ... -Misiu co się stało? -On ... on ... chcial .. -Ciiii .... Czemu znowu ją to spotkało? Znowu była nieszczęśliwa. Przytuliłam ją mocno. Głaskałam jej mokre, posklejane włosy... cala drżała... zasnęła ... wyszłam nad ranem na zakupy ... zostawiłam ją samą .. a kiedy wróciłam już nie spala, wyszłam na balkon, by zobaczyć czy może nie ma jej na plaży, nie było jej Już trochę podenerwowana zaczęłam ją szukać .. Stanęłam w drzwiach do łazienki ... znalazłam ją ... Leżała w kałuży krwi ... stałam wryta w ziemie ... Łzy spływały po moich policzkach . . . Myślałam ze nigdy do tego nie powrócę. Nigdy o tym nie opowiadałam. Czemu? By wszyscy zapamiętali Mee taką jaką była naprawdę. Moje opowiadanie skończyłam na momencie kiedy ją ujrzałam. Jestem dotować dokończyć.
Przez dłuższą chwile stałam w drzwiach. Nie mogę teraz określić ile. Nie byłam w stanie podejść do niej. Gdy zdałam sobie sprawę ze ona nie żyje, pobiegłam do niej. Rzuciłam się jej na ratunek zaczęłam przytykać rany ręcznikiem, by zatamować krwawienie. Byłam przerażona. Na moich dłoniach była jej krew. Zaczęłam krzyczeć- wołałam o pomoc. Mea już nie wyglądała jak kiedyś. Piękne niebieskie oczy pokryły się czerwonym nalotem. Czerwona śliczna twarz przeszła w kolory szarości, zbladła. Jej ręce zsiniały. Cała była we krwi. Ja tak samo.
Długo nikt nie odpowiadał na moje wołanie. Ale ja usilnie próbowałam ją uratować. Miałam jeszcze nadzieje. Jak później się okazało łudziłam się. Uciskałam ranę która nadal krwawiła. Wreszcie ktoś usłyszał moje wołanie. Jakie to musiał być szok dla tej kobiety . Zbladła, kazałam jej zadzwonić na pogotowie i tak zrobiła. Już po paru minutach byli na miejscu. Nie chciałam jej puścić. Ciągle trzymałam ją za rękę.
Ale oni nic nie zrobili. Jak szalona zaczęłam na nich krzyczeć by ją ratowali. Ale oni tylko spisali datę i godzinę. Zadzwonili po policję. A ja? Ja szarpałam się z jakimś pielęgniarzem. Zaczęłam go bić pięściami, które były we krwi. On złapał mnie za nie i zaczął przytulać. Ciągle siłowałam się z nim. Czułam gorzki smak łez w ustach. Wyprowadziła mnie do karetki, dal mi cos na uspokojenie. Obwiniałam się za jej śmierć. I myślę ze nadal się z tym nie pogodziłam. Bo jak mogłam do tego dopuścić? Czemu ja ją zostawiłam samą? Przecież wiedziałam ze wcześniej też próbowała to zrobić ....
Nagle zabrakło mi powietrza tak jakbym dlawila się nim, nie mogłam złapać tchu. Wciąż wpatrywałam się w pokrwawione ręce. Na moim ubraniu były plamy z krwi. Chciałam zmyć je. Pobiegłam do łazienki, wzięłam pumeks i zaczęłam czyścić dłonie. Tak mocno to robiłam aż poraniłam je sobie. Podeszła do mnie jakaś kobieta- jak później okazało się psychologiem policyjnym. Chwyciła mnie za dłonie, wyrwała pumeks i położyła na umywalce. Popatrzyłam w lustro. Czerwone oczy od płaczu. Ze złości zbiłam je dłonią. Ona złapała mnie za ręce i trzymała. A ja? Ja wybuchłam płaczem. Nie czułam bólu poranionych rąk.
Czułam się okropnie. Przepełniał mnie ból, gniew, nienawiść, tak nienawiść. Nienawidziłam siebie. Za to co zrobiłam. Za to ze jej nie pomogłam. I ja uważałam się za jej przyjaciółkę? A pozwoliłam jej to zrobić? Jak mogłam? Kobieta przytuliła mnie po chwili ciepłym serdecznym głosem odparła; -Wiem jak jest ci ciężko, ale musisz się z tym pogodzić. Już tego nic nie zmieni. Ta dziewczyna zrobiła wielkie głupstwo. Nie dałam jej dokończyć z gniewem odpowiedziałam. -Ta dziewczyna? Jak pani może tak mówić? To Mea .... to moja mała Mea ... nic pani nie wie, nic nie rozumie. Mój glos drżał, byłam przepełniona gniewem. Jak ona mogła tak powiedzieć? Z wielkim żalem wybiegłam.
Część 44 / 4
Poszłam na plaże. Był piękny zachód słońca. Morze złociło się od promieni. Przechodziło z odcieni żółci aż po czerwienie. Ciepły, wilgotny wiatr uderzał leciutko o moje mokre od łez policzki. Siedziałam na brzegu. Weszłam do wody zaczęłam płynąć oby dalej. Nie czułam zmęczenie. Im dalej wypływałam tym woda robiła się zimniejsza. Pod koniec była strasznie lodowała, czułam jakby tysiące noży kuło moje ciało. Już dalej nie mogłam płynąć. Poddałam się. Oddalam się falom. A one przybliżały mnie do brzegu. Czułam potęgę morza.
Przez cały czas miałam obraz leżącej Mei przed oczami, nie mogłam o tym zapomnieć, nawet przez chwile nie opuszczał mnie.
Chciałam pamiętać ją taką jaką była wcześniej, piękną, tętniącą życiem kochaną przyjaciółką. Jej wygląd zmienił się strasznie. Piękne niebieskie oczy pokryły się czerwonym nalotem. Jej różowa twarz zbladła, zsiniała tak jak całe jej ciało. To nie była ona. To był jej cień.
Mam nadzieje ze tam gdzie teraz jest, jest jej lepiej, ze poszła do nieba, wiem mówiła ze nie wierzy w Boga. Ale ja wierze ze w głębi duszy tak nie myślała. Że nadal w jej sercu było miejsce dla niego.
Po pewnym czasie poczułam piasek pod moim ciąłem. Morze wyrzuciło mnie na brzeg. Było ciemno, woda zrobiła się dziwnie spokojna. Nie słyszałam już szumu fal, ale ciągle dźwięczał mi w uszach. Nie było stada białych mew. Powietrze zasnuła gęsta mgła. Bałam się, nie widziałam czubka własnego nosa. Wtedy usłyszałam ciepły, znajomy mi głos... -Czemu jesteś smutna? Czemu płaczesz? Zakłopotana, nieśmiało odpowiedziałam. -Kim jesteś? Gdzie jesteś? Mea? To ty? Poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu, odwróciłam się. Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam ją. Była taka jak dawniej ta sama Mea -Mea ... kochana Mea ... moja Mea ... Wpadłam w jej ramiona, wtuliłam się i nie chciałam jej puścić. Po policzkach spłynęły mi łzy. -Ej ... misiek ... nie płacz! Troskliwie , otarła łzy z moich policzków. -Mea nie wiesz jak ja się cieszę ... -Cii .. wiem ... pamiętaj żyjesz tylko raz, korzystaj z tego życia. Mówiła to z takim przekonaniem. Swoim słodkim głosem pełnym troski. Mówiła dalej. -Nie zmarnuj go, jesteś bardzo wrażliwą i kochaną osobą. Otwórz się na ludzi wtedy oni odwzajemnią tym samym. Jesteś taka niewinna jak dziecko. Nie pozwól by ktoś Ci to odebrał.. Przerwałam jej w pół słowa. -Nie chce ... ja nie chce zostać sama, chce być z tobą z moją przyjaciółką ja tu dłużej nie wytrzymam. Poczułam jej palec zatykający mi usta. -Cii ... wytrzymasz .... wiem o tym .. I wtedy straciłam ją z pola widzenia. -Mea ... Mea gdzie jesteś? Wróć ... nie zostawiaj mnie ...
Jej słowa długo dźwięczały mi w uszach. Zastanawiałam się nad nimi. Nad tym co chciała mi przekazać? Chciała mnie ochronić? Ochronić przed samą sobą?
Siedziałam tak aż do rana. Na zimnym piasku. Nad morzem poranki są strasznie zimne, mi to nie przeszkadzało. Tej nocy w