Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

Mea culpa Teum...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mea culpa Teum… cz.1

Polna droga pośród kwiatów cała usiana była drobnym, zimnym deszczem rosy, która zaczęła już osiadać. Wszędzie szeleściły setki nieprzeliczonych traw i zbóż. Jak okiem sięgnąć w dal oczom widoczne były tylko pola, pola i łąki. W oddali gdzieś tylko zamigotał na chwilę ciemny las, a raczej ciemna linia lasu, z wielkiej odległości prawie zupełnie niewidoczna. Srebrnoszary księżyc powoli zaczął wstępować na szeroki i pięknie błyszczący dziś nieboskłon. Gwiazdom z równą siłą na dole – w sianach, zbożach i trawach odpowiadały malutkimi światełkami, jak gdyby lustrzane odbicia na gładkiej tafli wody świetliki. Wiał lekki wiatr. Szumiało w uszach, to raz nastawała zupełna cisza, jak makiem zasiał. Czułem tam to jedno, niepojednane nigdzie dotąd uczucie bycia na końcu świata. Każdy człowiek zapewne ma takie swoje wyłącznie miejsce na tym świecie. Takie małe TERRARUM, gdzie chętnie chowa się przed promieniami słońca i księżyca, krzykami ludzi i wiatru. Czułem, że to jest właśnie jedno z takim miejsc. Od zawsze dobrze czułem się wśród przyrody. Od młodzieńczych lat mym losem kierowały i pociągały za sznurki tajemnicze wyprawy rowerowe w głąb lasu, w dzikie puszcze i niezbadane pola i łąki. Odkrywałem przeróżne mechanizmy przyrody sam. Nigdy nie zajrzałem do książki, aby dowiedzieć się np. jak wygląda liść kasztana, a jak klona. Sam dowiedziałem się czemu drewno i pnie butwieją, czemu korniki upodobały swoje życie wewnątrz drzew, a nie traw. Czemu po deszczu ziemia zabarwia się setkami…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Mea culpa Teum... — czytnik · opowiadania