historia · 12 min czytania
Męczarnie "Mścisława"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Władysław Liniarski "Mścisław" – pułkownik z podziemia niepodległościowego siedział na ławce w najdzikszym zakątku parku i czytał gazetę poranną. Artykuł widocznie mu się spodobał, ponieważ czytał go już trzeci raz. "Mścisław" był wysokim, przystojnym, ogolonym brunetem ze sprytnymi, niebieskimi oczami. Wydawał się dość poważny i zdyscyplinowany, lubiał musztrować swoich żołnierzy podczas wojny. Miał już 48 lat, jednak wyglądał na trzydzieści parę. Lubiono go powszechnie, lecz bano się, żeby się nie zezłościł, bo wtedy musztrował żołnierzy bardzo ostro, kazał im pompować i robić przysiady, żabki i inne ostre ćwiczenia. Znany był z rozprawiania się z leniwymi żołnierzami, kopiąc ich w pośladki. Nikt nie chciał mu podpaść. I nagle zauważył czterech dziwnych osobników, idących ku niemu. Przestraszył się, że mogą go zdemaskować i zakrył twarz gazetą. Ale osobnicy podeszli do niego. Dzień dobry, obywatelu! - zagadnął jeden z nich. - Moglibyśmy pożyczyć gazetę? Dzień dobry – burknął "Mścisław". - Niestety, ale dopiero zacząłem czytać... Siedzi pan już tu piętnaście minut i czyta! - wtrącił się inny mężczyzna. - Niech pan się nie wypiera. Zaciekawił mnie jeden artykuł.... Jeden z mężczyzn wyrwał "Mścisławowi" gazetę. Wie pan, kim jesteśmy? - spytał. - Urząd Bezpieczeństwa w Brwinowie! Ja już sobie pójdę – zmieszał się "Mścisław". - I kupię nową gazetę.... Zaraz, zaraz! - najwyższy mężczyzna, wąsacz w okularach, spojrzał mu w twarz. - Ja pana skądś znam. Nie sądzę – odparł "Mścisław". - Jestem przejezdny. Ale ja naprawdę pana już gdzieś widziałem! - krzyknął ubowiec. - Rozpoznajecie go? - Ja też go skądś znam! - powiedział inny ubowiec. Trzeci ubek zachichotał. Wy naprawdę go nie poznajecie?! - rechotał. - To przecież ten drań Liniarski! Wpadłeś, gościu! "Mścisław" wstał i zręcznie pchnął śmiejącego się ubeka na swoich kompanów. Zaczął biec i wyjął z kieszeni rewolwer. Ubek przestał się śmiać i po chwili cała zgraja strzelała w stronę "Mścisława". Tylko go nie zabijcie! - krzyknął najwyższy ubowiec. - Musimy od niego wyciągnąć zeznania. Teraz strzelał "Mścisław". Robił to nadzwyczaj celnie, trafił jednego z ubowców w nogę, drugiego w rękę. Ale dwaj pozostali schowali się za drzewami i strzelali. Jeden postrzelił Liniarskiego w rękę, lecz pułkownik dalej biegł, tylko bez rewolweru. Ubowcy, widząc okazję, rzucili się za nim w pościg. Doganili go po chwili. Pułkownik wymierzył jednemu z nich kopniaka, lecz drugi złapał go za przestrzeloną kończynę. "Mścisław", wrzeszcząc, przewrócił się na trawę. Jeden z ubowców pobiegł po pomoc, a drugi mocował się z jęczącym pułkownikiem. Nie minęło wiele czasu, jak pułkownik znalazł się w szpitalu, pilnowany przez pięciu funkcjonariuszy UB. Lekarze stwierdzili, że rękę może uratować szybka operacja, lecz ubowcy nie chcieli wyrazić na nią zgody. Jednak ulegli i "Mścisława" operowano.
...
Po tygodniu "Mścisław" był już w więzieniu Mokotowskim. Siedział w ciemnym pomieszczeniu w piwnicy, przy stole. Drzwi były potężne i zamknięte na zamek obrotowy, pilnowane przez dwóćh strażników. Nad pułkownikiem pochylał się ubowiec, sierżant. Pan pułkownik! - zaśmiał się . - Pan bandyta! Zadający się z najgorszymi kanaliami! Myślisz, że nie wiemy, iż awansowałeś tego drania "Łupaszkę"? Że twoim przełożonym był ten łajdak "Nil", który teraz haruje w Uralu!? A może spodziewałeś się, że nie wiemy, iż podporządkowałeś się Delegaturze? Mylisz się, wiemy o tobie wszystko. Ale nam musisz powiedzieć kilka rzeczy. Odpowiedz na kilka pytań, to nic ci się nie stanie? Więc jak? Będziesz gadał? Pułkownik spuścił wzrok i spoglądał na podłogę. Nie spodobało się to ubowcowi, który złapał go za głowę i pochylił ją do góry. "Mścisław" wstał, ale z cienia wyszło dwóch strażników i posadziło z powrotem na krzesło. Próbował znów wstać i usiłował się wyszarpać, kiedy ubek uderzył go pięścią w twarz. Pułkownik zaniemówił. Sierżant ośmielił się uderzyć pułkownika? Nie może być. Patrzył się zdziwiony w twarz kata, który zaczął się szyderczo uśmiechać. Chętnie wstałby i przewróciłby go, ale ręka wciąż była w opłakanym stanie, a obok czaili się strażnicy. Przełknął ślinę. Więc jak? - spytał ubek. - Powiesz? Nic ci nie powiem, łajzo! Myślisz że uderzenie pułkownika ujdzie ci płazem, sierżancie?! Owszem! - odparł ubowiec. Uśmiechnął się sprytnie. - Nie jesteś dla mnie pułkownikiem, tylko zdrajcą i bandytą, który buntuje się przeciwko nowym prawom i Polsce. I Polsce?! - zaśmiał się "Mścisław". - Ty to nazywasz Polską?! Wiesz dobrze, że to nie jest prawdziwa Polska, tylko część ZSRR! A ty jesteś pachołkiem Ruskich! Wypraszam sobie! - uśmiech na twarzy ubowca wzrósł. - Jestem funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa! A wie pan dobrze, czym jest ten cholerny urząd. Ośmielił się pan zhańbić pułkownika! Wie pan, czym to grozi. Niczym! - zachichotał ubek. - To my tu ustalamy prawa, nie pan! Jesteś komunistyczną, ruską świnią, eks sierżancie. Eks? Wiesz, że mogę cię zdegradować. Nie możesz, Liniarski. Niedługo sam zostaniesz zdegradowany! Do podporucznika! Albo niżej! Nie masz prawa. Mam, Liniarski. A teraz gadaj co wiesz! Nic wam nie powiem! Więc szykuj się na męki! Liniarski nie odpowiedział. Siedział w miejscu i przyglądał się ubowcowi. Brzydki, pryszczaty, z wielkim nosem, łysy. Przypominał bardziej bandytę, niż sierżanta. I z wyglądu i z zachowania.... Ubek zawołał strażników, którzy wnet pojawili się z pałkami obok "Mścisława". Na rozkaz ubowca zaczęli go okładać po całym ciele. Po nogach, po brzuchu, po ręce, tej postrzelonej. "Mścisław" ryczał, złamano mu kilka kości. Ubek śmiał się szyderczo. Następnie kazał strażnikom odłożyć pałki i podszedł do pułkownika. I co, Liniarski? - spytał. - Nie straciłeś jeszcze przytomności? Czas pożegnać się z paznokciami. Chyba…