Fantasy · 7 min czytania
Medalion Życia 03 W poszukiwaniu lwa
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jessica przypatrywała się, jak media wypytują zdezorientowanego bruneta ubranego w kurtkę FBI. Zawiał mocniejszy wiatr i jej długie, brązowe włosy na chwilę zasłoniły jej twarz. Gdy je odgarnęła agent federalny szedł prosto w jej stronę. - Dzień dobry, agent Black – przedstawił się krótko, pokazując odznakę. – Była pani obecna podczas pojawienia się tego zwierza? – zapytał. - Tak. Jeśli pan musi, to proszę mnie przesłuchać. – westchnęła Jessica. - Dobrze, więc wie pani coś w ogóle o tym? - Jedna kobieta zemdlała po odbiegnięciu lwa. Moja przyjaciółka wydała odpowiednie polecanie i zaniosłam nieprzytomną do jej domu. Poprowadziła mnie jej znajoma. - Ciekawe. Choć myślę, że pewnie zemdlała przez doznany szok. Pani przyjaciółka jest lekarzem? - Co prawda zdała medycynę, ale jest prywatnym detektywem. - I tylko ona zajęła się tą, co zemdlała? - Na to wygląda. Wszyscy gapili się jakby ducha widzieli i tylko moja przyjaciółka ruszyła na pomoc. - Dziękuję za odpowiedź. Widziała pani może przechodzącą grupkę ludzi z FBI? – dodał. - Chodzi o tych, co z McDonalda wychodzą? – zapytała rozbawiona. - Jeszcze raz dziękuję. – odparł zirytowany zachowaniem swoich ludzi, którzy właśnie opuszczali spory budynek. Każdy z nich trzymał w ręce hamburgera, frytki lub colę.
Mężczyzna, z którym Jessica rozmawiała, szedł szybkim krokiem w ich stronę wyraźnie wściekły. Brunetka z uśmiechem na twarzy ruszyła za nim. Zatrzymała się w pewnej odległości od agentów i przysłuchiwała się, o czym rozmawiali. - Mieliśmy znaleźć lwa, a nie McDonalda. – warknął wysoki murzyn o czarnych, krótkich włosach. Jako jedyny nie miał jedzenia. - Oj tam! Wyluzuj, George. To tylko szybki wypad aby uzupełnić siły. – odparł jakiś blondyn. - Gdyby agent Black pozwolił wam iść jeść, to byście mogli pójść, ale nie wydał pozwolenia, więc powinniście wypełniać zadanie. - Nieczęsto mamy okazję pójść się nażreć. Cały czas coś od nas wymagają. Zresztą ty też z nami byłeś. - Szedłem z wami, dopóki nie zobaczyłem, gdzie idziecie. Gdy weszliście do McDonalda, skręciłem, aby przeszukać miejsce zniknięcia lwa. - No widzisz! Ty poszedłeś, więc zadanie wykonane. - Nie licząc, że mieliście znaleźć lwa. – powiedział agent Black naciskając na słowo „znaleźć”. - Sprawdzaliśmy czy nie ma go w McDonaldzie. – oświadczył wesoło blondyn. - Masz hamburgera? – zapytał jego szef. - No… tak. - Właśnie wpadłem na pomysł. Przecież w hamburgerach jest mięso! Coś, co lwy lubią. - Ale to nie fair! To moje mięso! - A czy to, że ja jestem za wszystko odpowiedzialny jest fair? – odparował tamten. – Właśnie. – powiedział, gdy blondyn nie odpowiadał. Murzyn powstrzymywał się od śmiechu. - Co się śmiejesz?! Do roboty! – zawołał agent Black. - Ja przynajmniej pracowałem wcześniej. Nie tak, jak reszta. – mruknął czarnoskóry mężczyzna. - Ty zawsze pracujesz. – odparł brunet. - Ale ja bardziej! George nawet nie pomyślał, że lew mógł się przed nami schować w McDonaldzie! A ja tak! Teraz mogę spokojnie i bez wyrzutów oświadczyć, że nic tam nie ma. – stwierdził blondyn. - Jeżeli ty tam poszedłeś, to na pewno nic tam nie ma! – zawołał agent Black.
Jessica nie wytrzymała. Buchnęła śmiechem. Mężczyzna, który niedawno upomniał swoich ludzi, że powinni pracować, odwrócił się gwałtownie i podszedł do niej szybkim krokiem. - Przestań…