Psychologia · 14 min czytania
Memento
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Marek uwielbiał te chwile zaraz po, gdy leżał obok nagiej, pięknej kobiety paląc papierosa. Nie mógł sobie wyobrazić tego momentu bez palenia. Spojrzał na uroczą blondynkę, z którą dopiero co namiętnie się kochał. Była młoda i śliczna a w dodatku miała cudownie niebieskie oczy, w które mógłby patrzeć bez końca. Teraz dziewczyna spała smacznie na jego piersi. Wyciągnął rękę i pogładził ją po głowie. Ta kobieta wiedziała, co zrobić żeby go zadowolić. Uśmiechnął się na wspomnienie tego, co z nim robiła, spełniała bez słowa sprzeciwu wszystkie jego zachcianki. Nie był zboczony, ale lubił różnorodność w łóżku. W końcu seks nie powinien powszednieć. Marek miał 35 lat, był szanowanym adwokatem. Nie mówił o sobie za dużo, ale był niezwykle inteligentnym człowiekiem, posiadał wiedzę na tematy z różnych dziedzin życia. Kiedy skończył palić objął dziewczynę i zasnął. Obudziły ją pierwsze promienie porannego słońca wpadające przez okno. Przeciągnęła się mrucząc z zadowolenia. Marek wciąż spał, dlatego postanowiła wziąć prysznic. Strumień gorącej wody spływający po ciele Nadii do reszty ją obudził. Kwadrans później owinęła się ręcznikiem i poszła do kuchni. Postanowiła zrobić im jajka na miękko na śniadanie. Tymczasem mężczyzna obudził się, a w tym samym momencie zadzwonił telefon. Spojrzał na wyświetlacz swojego telefonu, po krótkim zastanowieniu zdecydował się odebrać. Nadia słyszała, że Marek już wstał. Postanowiła go zapytać czego chciałby się napić do śniadania. Jednak usłyszała coś, co nie pozwoliło jej iść dalej. Podeszła nieco bliżej. - Teresko będę wieczorem, obiecuję kochanie. Jak dzieci? Tak, to dobrze. Nie płacz, nic się nie stało. Nie dzwoniłem bo byłem zajęty. Obiecuję, że jak wrócę to zjemy pyszną kolację i będziemy kochać się do rana. Kocham Cię. Pa! Nadia zamarła. Nie, to niemożliwe. Marek nie ma żony, nie nosił obrączki. Słyszała jak mówił do niej „kochanie” mają dzieci. Mój Boże jak on mógł im i jej to zrobić. Była w szoku. Stała tak oparta o ścianę owinięta ręcznikiem z mokrymi włosami. Postanowiła, że wraca do domu. Wróciła do łazienki, wytarła włosy. W pewnym momencie spojrzała w lustro, miała 23 lata, dopiero co zaczęła studia magisterskie, była piękna i mądra. Rodzice pomogli jej w kupnie kawalerki w ładnej okolicy. Mogła podjąć studia dzienne, jej rodziców było na to stać ale wolała sama zarobić na swoje utrzymanie. Dobrze się uczyła, dostała stypendium naukowe. Do tej pory pracowała jako ekspedientka w butiku, od niedawna była sekretarką w kancelarii prawnej. Dawała sobie świetnie radę. Stała zamyślona przed lustrem, kiedy poczuła, że ręcznik opadł jej na podłogę. W odbiciu widziała jego twarz. Miała ochotę się rozpłakać, kiedy pocałował ją w szyję. Kiedy zaczął przesuwać dłoń w kierunku jej piersi odepchnęła ją. Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony - Nie mam ochoty- powiedziała i zaczęła się ubierać - kochanie co się stało? Wczoraj byłaś taka chętna, już myślałem, że nigdy nie przestaniemy się kochać. Stała odwrócona tyłem do niego. Miała na sobie obcisłe dżinsy i zielony top. Była smutna i zła. Jak mogła mu wierzyć. Zaczęła zbierać swoje rzeczy do kosmetyczki - Wczoraj było wczoraj. Daj mi spokój - Powiało chłodem- powiedział i objął ją wpół- Nie pakuj się, możesz tu zostać - Puść mnie!- krzyknęła - Nie poznaję Cię Nadia. Co się stało? Spojrzała na przystojnego mężczyznę o ciemnych włosach i piwnych oczach. Jak ona go kochała… Bolało ją bardzo, chciała jak najszybciej stamtąd wyjść. Miał żonę, dzieci. Nie będzie z nimi walczyła. Teresa była pierwsza, a ona nie odbijała żonatych mężczyzn. - Nadia do cholery, odpowiedz mi w końcu. Kocham Cię- nie mogła już tego znieść. Jak on śmiał. - Teresę też kochasz?- zapytała zgarniając rzeczy i wychodząc z łazienki. Wzięła z przedpokoju torebkę i wyszła trzaskając drzwiami. Nie krzyczała, nie histeryzowała ale strasznie cierpiała. Jak sobie pomyślała, że on wracał do tej Teresy, kochał się z nią a potem robił to samo z Nadią to robiło jej się niedobrze. Mężczyzna przez chwilę stał osłupiały w łazience, potem rzucił się biegiem za dziewczyną. Złapał ją na przystanku , stała z innymi ludźmi czekając na autobus. Chwycił ją za ramię i pociągnął na bok z daleka od ciekawskich spojrzeń. - Kochanie posłuchaj… - Nie Marek. Nie chcę mieć z Tobą nic wspólnego. - Dlaczego podsłuchiwałaś moje rozmowy. Teresa to moja żona ale… Jesteś cudowna, proszę zostań… - Dość! Nie podsłuchiwałam, szłam zapytać co chcesz do picia. Nie tłumacz się, to nic nie zmieni. - Wybacz mi Nadia. Zostań - Daruj sobie. Zachowaj te żałosne teksty dla innej naiwnej. Zostaw mnie. Nie wystarczy Ci, że mnie skrzywdziłeś? Odejdź. Wracaj do Teresy i dzieci a o mnie zapomnij - Nadia - Ja o Tobie chcę zapomnieć, nie utrudniaj mi tego. Jedzie mój autobus- powiedziała i wyrwała ramię z jego uścisku. Chwilę później zniknęła w autobusie. Stał i patrzył jak odjeżdżała. Był zrezygnowany. Nie miał siły jechać do jej mieszkania, i tak go nie wpuści. Z początku miała być tylko przygodą, dla zaspokojenia potrzeb. Z czasem przywiązał się do niej. Kochał Teresę, ale nie mógł sobie darować, że Nadia się o niej dowiedziała. Zresztą i tak miał zamiar skończyć ten romans. Nie chciał okłamywać dłużej Teresy. W zasadzie to dobrze, że Nadia odeszła, był pewien, że nie będzie szukała jego żony> była zbyt dobra żeby skrzywdzić jeszcze kogoś. Miał wyrzuty sumienia.. Nadia miała zajęcia dopiero po południu. Była zła, że tak późno zaczyna. Miała nadzieję, że jakoś zagłuszy natłok myśli. W zasadzie dobrze, że tak się skończyło, ta kobieta niczego nie zdążyła się domyślić, przynajmniej tak sądziła. To nic, że ona sama teraz cierpi, poboli i minie. Starała się wyluzować i udawać, że nic się nie stało. Jednak uczucia były silniejsze, rozpłakała się. Była rozżalona, z Markiem była bardzo szczęśliwa a on ją przez cały czas okłamywał. Chciała usnąć i obudzić się znów u jego boku, żeby było tak jak wcześniej. Wysiadła z autobusu, musiała być pobyć chwilę sama. Marek wybrał numer telefonu żony, chciał powiedzieć jej, że ją kocha. - Teresko, kocham Cię skarbie - ja Ciebie też kocham Marek - Przyjadę za dwie godziny, bardzo mi Cię brakuje. Chcę być już przy Tobie - Przyjedź, potrzebuję Cię - Wszystko będzie dobrze Tereniu. Kocham Cię. Rozłączył się i usiadł na fotelu. Było mu strasznie ciężko. Teresa od dawna jest inna. Kiedyś pełna życia, chciała łapać świat garściami. Dzisiaj coraz częściej widział w jej oczach smutek i łzy. Nie miał siły patrzeć w te jej duże oczy i może dlatego zdradzał ją z Nadią, młodą, wesołą i pełną życia dziewczyną. Jego żona nie była już taka. Kochał ją, ale nie potrafił sobie z tym poradzić. Mieli dwie cudowne córeczki, Agatkę i Małgosię. Miał cudowną rodzinę, nie wyobrażał sobie żeby miał ją stracić. Rozpłakał się jak dziecko, Teresa umierała a on sobie romanse urządzał a powinien być przy niej i dawać jej całego siebie. Tak często od niej uciekał. Chciał do niej pojechać jak…