Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 16 min czytania

Memento mori

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Memento mori{/b}

- Cześć, dziewczyny! No proszę, zdaje się, że jesteśmy wszyscy! Tak, wchodźcie, to nie pomyłka, impreza jest w dwieście sześć. Czyli tutaj. Śmiało, śmiało! Rozgośćcie się! Trzeba się w końcu poznać, prawda? Jestem Teodor, a tamten ananasek wylegujący się w pościeli, to Viver. Viver, podnieś się, z łaski swojej, do roli gospodarza! Sam mam twoich gości obsługiwać? Ja i moja podopieczna zajęłyśmy miejsca na szerokiej sofie, obklejonej już gęsto przez innych uczestników turnusu. Pokój był raczej standardowy, w stylu austriackim. Spora przestrzeń, bielone ściany ozdobione kilkoma pejzażykami Alp, rozłożyste łoże małżeńskie i irracjonalna ilość szaf, kredensów oraz szuflad. Z tym ostatnim obecni właściciele pokoju wyraźnie nie wiedzieli co począć. Po podłodze walały się na wpół rozpakowane torby, deska bez właściciela leżała na wskroś przejścia, grożąc kalectwem, zaś między kieliszkami zabłąkała się golarka Gilette. Spoglądając na naszych gospodarzy, trudno było czemukolwiek się dziwić. Na przykład Teodor, który musiał mieć najmniej trzydzieści lat, z całych sił starał się zachowywać niestosownie do wieku. Był to blondyn o bardzo jasnych włosach i miłej twarzy, ubrany w szare spodnie i popielatą koszulę. Mógłby uchodzić za dżentelmena, gdyby nie stroił głupich min i nie puszczał zielonych oczek do wszystkich nas razem i każdej z osobna. Viver zaś wyglądał, jakby niespecjalnie mu zależało. Leżał wyciągnięty na łóżku w pozie indyjskiego radży, z rękami pod głową, przyglądając się wszystkim spod półprzymkniętych powiek. Po jego wargach błąkał się miękki, leniwy, potwornie irytujący uśmieszek. Czarne, półdługie włosy i starannie przystrzyżona broda, jasna skóra Europejczyka, dżinsy i czarna koszulka z emblematem Red Hot Chili Pepers. Brakowało mu jedynie wizytówki: “Luzak z rodowodem”. - Nie przejmujcie się tym gburem, dziewczyny - poradził Teodor, rozdzielając szklanki i kieliszki. - Przy zmianach klimatu odzywa się jego reumatyzm, więc nie może się nadwerężać. Biedaczysko. - Słyszałem - wymruczał Viver. - Jeszcze jedno słowo, kolego, a będziesz spał na sofie. - Tylko spróbuj, a jutro będziesz wymiatał śnieg ze stoku własnym tyłkiem. No, chyba, że te piękne damy okażą się wystarczająco wspaniałomyślne, by złożyć się i zafundować ci jabłuszko. - Teodor puścił oko do Karoliny, mojej piętnastoletniej podopiecznej. Prychnęła w swoją szklankę, na co zgromiłam ją wzrokiem. - Pani co pije? Dzięki uprzejmości mojego kolegi mamy szeroki wybór koktajli: piwo, piwo z wodą, piwo bez wody, piwo jasne, piwo ciemne... - Ja... - zaczęła. - Ona prosi samą wodę - przerwałam dyskusję. - Panna jest niepełnoletnia. - Ciociu, to nie jest zabawne! - wykrzyknęła dziewczynka. Na jej bladej twarzyczce wykwitły rumieńce oburzenia. Uśmiechnęłam się z rozczuleniem: rzadko kiedy się denerwowała. Karolina była bardzo drobnym, cichym dzieckiem i z tego co wiedziałam - a nie znałam jej dobrze, gdyż z jej mamą, Elżbietą, widywałyśmy się jedynie w pracy - niezbyt towarzyskim. Wolała przebywać ze starszymi, niż z rówieśnikami. Mimo to, miała w sobie coś takiego, co kazało ją kochać. - Możesz się napić coli - oznajmiłam jej łaskawie. W jej oczach rozbłysnęło święte oburzenie i obietnica nie odzywania się do mnie przez cały turnus. Teodor zachichotał, gdy podstawiłam mu szklankę pod nos. - Piwo jasne bez wody, poproszę. Mężczyzna poklepał Karolinę po dłoni i nachyliwszy się nad jej uchem szepnął “Nie bój nic, zgredy nie zawsze patrzą”, po czym umknął do innych gości, rzucając mi przez ramię jedno przerażone spojrzenie. Mruknęłam pod nosem kilka niecenzuralnych słów i rozejrzałam się po pokoju w daremnym poszukiwaniu wsparcia. Viver wciąż leżał nieruchomo na łóżku i ciężko było powiedzieć, czy śpi, czy jest zatopiony w myślach. Nagle, jakby wyczuwając na sobie mój wzrok, jego powieki drgnęły i uniosły się, odsłaniając parę czarnych oczu, pełnych złotych iskierek dobrego humoru. Uśmiech stał się szerszy i bardziej szczery. Mężczyzna przerzucił nogi nad krawędzią łóżka i płynnym, niemal tanecznym krokiem ruszył w naszą stronę. W tym momencie poczułam, że Karolina obok mnie dziwnie sztywnieje. Zaniepokoiło mnie to, Elżbieta ostrzegała w końcu przed napadami histerii córki. Ale zanim zdążyłam zapytać moją podopieczną, czy chce może wrócić do pokoju, mężczyzna był już koło nas i podawał mi rękę do powitania. Srebrna obrączka na serdecznym palcu prawej ręki. Żonaty. Jaka szkoda. - Miło mi panie poznać. Jestem Viver, albo po prostu Sergiusz, czego mój przyjaciel zapomniał powiedzieć. On często różnych rzeczy zapomina, więc proszę się nie przejmować. Muszę przyznać, że zaintrygowała mnie obecność pań na obozie narciarskim we włoskich Alpach. Szczególnie, że większość naszych gości to studenci. - Jego dłoń zakreśliła szeroki łuk w kierunku, gdzie Teodor zabawiał właśnie grupkę młodych dziewczyn anegdotami rodem z Politechniki. - Agnieszka. Moje imię - wyjaśniłam, gdy uniósł zdziwioną brew. - Dla nas też było to sporym zaskoczeniem. Oferta Last Minute, że tak to ujmę. Zaproponowana przez mojego kuzyna, który ma bezpośredni kontakt z Almaturem. Pomyślałam, że czemu nie, w końcu obu nam potrzeba świeżego powietrza. Szczególnie Karolinie, ona ostatnio coraz bardziej mizernieje... - Naprawdę? - W głosie mężczyzny zabrzmiała szczera troska, gdy zwrócił swe czarne oczy na moją podopieczną, która, wnioskując z miny, usiłowała wtopić się w sofę. Jej twarz straciła wszelki kolor, a ciemne oczy były lekko rozszerzone... Ze strachu? W mojej głowie zadzwonił alarm. Coś w tej całej sytuacji było BARDZO nie w porządku... - Witam cię. - Sergiusz wyciągnął rękę w kierunku Karoliny, na co ta jeszcze głębiej wcisnęła się w oparcie. Dopiero moje ostre spojrzenie sprawiło, że powoli i niechętnie odwzajemniła powitanie. Koniuszki jej palców musnęły wewnętrzną stronę dłoni mężczyzny i już zamierzały uciec, spłoszone, gdy niespodziewanie prawica Vivera uwięziła je w silnym uścisku. To było tak nagłe, że aż przerażające. Całe ciało dziewczyny drgnęło silnie, zupełnie jakby poraził ją prąd. Górne siekacze przygryzły wargę. Przez chwilę, jaką człowiekowi zajmuje nabranie oddechu, patrzyli sobie w oczy. A ja siedziałam tuż obok, skamieniała, bezbronna, nie wiedząca, co uczynić. I przeklinałam siebie w duchu za to, że nie jestem w stanie odgadnąć sensu ich spojrzeń. Wreszcie, kiedy już miałam otworzyć usta i zapytać ochrypłym głosem o co im obojgu, do cholery, chodzi, kontakt wzrokowy został złamany. Viver uśmiechnął się przepraszająco. - Ma pani bardzo sympatyczną krewną. No to życzę miłej zabawy. Muszę zapytać Teodora o jedną z wielkiej ilości rzeczy, jakich zapomniał. Skinął głową i zniknął w tłumie. Spojrzałam na Karolinę, która w tym momencie przypominała wyjętą z wody rybę. Jej pobladłe wargi mamrotały bezgłośnie coś, co mogło być modlitwą. Chwyciłam jej ramię i potrząsnęłam nią energicznie. - Obudź się, dziewczyno! Co się z tobą stało? Czy ten mężczyzna coś ci zrobił? Chcesz wrócić do pokoju? Odpowiadaj! Lekko histeryczne tony musiały trącić jakąś strunę w bezwładnym ciele dziewczyny. Nagle zwróciła głowę w moją stronę. Miałam wrażenie, że jej ciemne oczy wypalają mi mózg i cofnęłam się gwałtownie. Na twarz Karoliny wypłynął szyderczy grymas. - {i}Jestem martwa. Ot co{/i} - wysyczała. Jej słowa wypchnęły całe powietrze z moich płuc. Nagle poczułam, że mrozi mnie od środka lodowate zimno. W pokoju gwałtownie pociemniało. - {i}O czym ty mówisz?{/i} - Mój głos zdawał się odbijać echem od pustych ścian. Gdzie się podziali wszyscy goście? - {i}Nie rozumiesz, ciotka? Obrączka na jego ręku. Srebro. On wcale nie jest żonaty, tacy ludzie rzadko kiedy zakładają rodziny... To była pułapka. A teraz on wie. Wie i znajdzie mnie, choćby na końcu świata... Nie, po co ma się trudzić, założę się, że trzyma go w tym pokoju. Nie mógł się przecież

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Memento mori — czytnik · opowiadania