Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 38 min czytania

Memory

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Idąc powoli podziwiała otaczającą ją przyrodę. Od zawsze lubiła przyjeżdżać do Jesmin aby odpocząć od zgiełku miasta. W tym małym miasteczku mogła wreszcie poczuć, że żyję. W czystym powietrzu można było dosłownie posmakować jego smak. Wracała z miasteczka, w którym była przywitać się ze starymi znajomymi - właścicielami małych rodzinnych interesów. To był jej pierwszy dzień pobytu i chciała z niego wynieść tyle ile mogła. Drogę do domu przyjaciółki znała na pamięć. Szła szutrową drogą delektując się każdym podmuchem wiatru, który rozwiewał jej włosy. Nic nie zapowiadało, że pogoda ulegnie zmianie. W oddali zobaczyła jak niebo zaściela się grubym puchem ciemnych chmur. Nagle jej oczom ukazał się istny koncert błyskawic. Delikatny wiaterek zmienił się w gwałtowny podmuch , a piasek z drogi zaczął kłuć ją w oczy. Zasłoniła oczy dłonią i ruszyła uparcie do domu. Miała nadzieję, że zdąży przed nawałnicą , lecz robiło się coraz ciemniej. W pewnym momencie odniosła wrażenie jakby ktoś zasłonił słońce czarną narzutą. Doszła do drogi, która wiodła do posiadłości Jesmin. W końcu nawałnica rozpoczęła swój koncert, deszcz zaczął szaleńczo uderzać w ziemie, wiatr wiał tak mocno, że ledwo mogła iść. Ogarnęła ją całkowita ciemność i zaczęła gubić orientację. Przedzierając się przez ścianę deszczu jej oczom ukazał się stary, drewniany dom. Był nad wyraz widoczny, pomimo tych egipskich ciemności. Miała dwa wyjścia. Albo będzie szła na ślepo, albo zaglądnie do tego domu i poszuka tam schronienia przed burzą. Nie zastanawiając się zbyt długo ruszyła w jego kierunku. Biegła przez posiadłość, która była wyłożona starą, wymytą już kostką. Wbiegła na ganek i stanęła przed drzwiami, na których wisiała duża kołatka w kształcie rozłożonego drzewa w okręgu. Deszcz nie przestawał padać, a wiatr dalej zawodził. Obróciła się w kierunku drogi ale już jej nie mogła dojrzeć. Jedyne czego sięgał jej wzrok to wysokie, metalowe ogrodzenie otaczające ten dom. Będąc opętana ciemnością czuła jak wiatr bezlitośnie bawi się każdą częścią jej ciała. Nie miała wyjścia. Zapukała do drzwi z nadzieją, że ktoś zaraz otworzy. Zapukała jeszcze kilka razy, ale oprócz szalonego wiatru i deszczu uderzającego o chodnik nie słyszała nic. Delikatnie ruszyła klamką i pchnęła drzwi przed siebie. Weszła. Przekraczając powoli próg czuła jakby wchodziła do dawno nie odwiedzanej kaplicy. Zapach wypalonych świec i przegniłych kwiatów unosił się w powietrzu. Poczuła ulgę. Nie padało na nią, a wiatr nie drażnił jej przemoczonego ciała. W głębi korytarza zobaczyła światło, które wiło się niczym pełzający wąż. Nie słyszała nic, oprócz odgłosów ciągle trwającej burzy.

- Jest tu kto? - zapytała. – Halo?? Nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Ruszyła powoli przed siebie w kierunku źródła światła. Pod jej nogami skrzypiały deski podłogowe, nakryte lekkim poszarpanym dywanikiem. Doszła do dużych podwójnych drzwi. Ujrzała przestronny salon, a przy ścianie kominek, w którym namiętnie wił się ogień. Nie zastanawiając się podbiegła do niego i przyłożyła ręce. Poczuła ciepło, którym zaczęło delektować się jej ciało. Szybko ściągnęła przemoczony sweter i kucnęła. Poczuła ulgę. Rozgrzana krew zaczęła krążyć niczym rwąca rzeka. Zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Oddając się tej chwili nie zdawała sobie sprawy, że w cieniu stoi postać i się jej bacznie przygląda. Naglę usłyszała szelest. Nerwowo spoglądnęła za siebie, jednak nic nie ujrzała. Odwróciła się z powrotem w kierunku ognia. Po chwili zaczęła rozglądać się po salonie. Ku jej zdumieniu nie był to wcale mały pokój. Obok kominka stały dwa duże, stare fotele. Ich oparcia były wytarte i nakryte puszystą ciemną skórą. Nad kominkiem stały porozstawiane przeróżne szklane figurki zwierząt, postaci cyrkowych oraz puste zniszczone ramki na zdjęcia. Jej uwagę przykuł zakurzony album. Podniosła go i przetarła ręką, ścierając grubą warstwę kurzu. Był koloru czerwonego, a na jego środku widniał ten sam znak co na drzwiach wejściowych – rozgałęzione drzewo w okręgu. Usiadła z nim wygodnie w fotelu przy kominku i już chciała zacząć go przeglądać gdy:

- dobry wieczór – usłyszała spokojny głęboki głos. – ładnie to tak wchodzić do czyjegoś domu bez pytania? Każda wypowiedziana sylaba powodowała drżenie jej ciała. Czuła jak napinają się jej mięśnie, a w ustach zaczyna brakować śliny. Upuściła album z rąk. Nadal nikogo nie widziała, ale była pewna, że odgłos dobiegał z korytarza. Nerwowo zaczęła się rozglądać.

- kto tu jest? Przepraszam, chciałam się tylko schronić przed burzą. Weszłam bo nikt mi nie otwierał i myślałam, że dom jest opuszczony.

Wytężała wzrok aby cokolwiek dojrzeć. Wstała i zaczęła chodzić powoli po pokoju. W pewnym momencie usłyszała za sobą skrzypienie desek. Odwróciła się i przy kominku stał on. Wysoki mężczyzna, trochę zaniedbany, z lekkim zarostem. Stała jak zamurowana. Patrzył się na nią intensywnie swoimi ciemno brązowymi oczami jakby chciał ją zaczarować. O dziwo nie czuła strachu, lecz coraz bardziej wzrastającą ciekawość.

- herbaty? – zapytał.

Nie wiedziała co powiedzieć. Nagle nawiedziły ja różne myśli, pomysły. Uciekać, czy zostać. Jednak ciekawość nie dawała jej spokoju. Cichym głosem odpowiedziała.

- poproszę.

Podeszła do kominka i usiadała w fotelu. Mężczyzna wyciągnął z szafki lampę naftową i zapalił. Postawił ja na stolę, a jej oczom ukazał się ogromny salon. Nie zdawała sobie sprawy, że jest on takich rozmiarów. Wyglądał jak sala balowa, jadalnia i salon w jednym. Nieznajomy nalał herbatę z parującego czajniczka do dwóch porcelanowych filiżanek. Uważnie mu się przypatrywała i nie mogła zrozumieć swojego zachowania. Ona, nieśmiała dziewczyna, siedzi teraz w fotelu przy kominku w domu nieznajomego mężczyzny i nawet nie śni się jej uciekać. Miał ciemno brązowe włosy ułożone w artystycznym nieładzie, gruby szary sweter sięgał mu za pasek spod którego wystawała czerwono - czarna koszula w kratę.

- w całej okolicy nie ma prądu – powiedział. – burza musiała zerwać linie.

- jeszcze raz przepraszam za to najście, ale nie wiedziałam gdzie jestem, a Pana dom ukazał się tak nagle…- zaczęła spokojnie.

- nic się nie stało. Mi też się przyda towarzystwo w taką pogodę – mówiąc to podniósł wzrok z nad stołu i spojrzał jej prosto w oczy. Skręciła głowę w dół uciekając przed jego wzrokiem. Podszedł do niej i podał jej filiżankę.

- proszę, dobrze Ci to zrobi. Podniosła wzrok i zobaczyła delikatny uśmiech na jego twarzy. Wyciągnęła dłoń w jego kierunku i odebrała herbatę.

- dziękuję. Zaczęła powoli popijać, jednocześnie starając się nie patrzyć w kierunku nieznajomego. Usiadł naprzeciwko niej i również zaczął delektować się gorącym płynem. Siedzieli w ciszy patrząc na ogień lub podłogę. Cisza jaka panowała zaczęła ją irytować. Na zewnątrz ciągle trwała nawałnica. Deszcz bił o szyby, a wiatr pogwizdując wchodził w każdą szparę w okiennicach. Nie mogła już tego znieść i zdobyła się na odwagę by zacząć rozmowę.

- mieszka Pan sam? – zapytała i spojrzała na niego.

- teraz już tak – odpowiedział spokojnie. W tym momencie zobaczyła na jego twarzy smutek i zamyślenie. Jego wzrok nie był skierowany na nią lecz na album leżący obok jej fotela. Całkowicie o nim zapomniała. Nagle wstał, odłożył filiżankę nad kominkiem i zaczął się do niej zbliżać. Napięła wszystkie mięśnie. Wolną dłonią złapała się mocniej ramienia fotela, a drugą przygotowywała się do uderzenia filiżanką. Nachylił się zaraz koło niej i podniósł z ziemi album, i położył u niej na kolanach. Spojrzał jej głęboko w oczy :

- Lucas , mam na imię Lucas – powiedział po czym wrócił na swoje miejsce.

- Alise – odpowiedziała nieśmiałym głosem.

- Miło mi. Usłyszała. Uśmiechnął się do niej.

Wreszcie zaczęli rozmawiać. Alise nie wiedziała o co może się pytać, a nie chciała wejść na drażniący temat bo rozmowa zaczęła się układać.

- dlaczego mieszkasz sam? – zaryzykowała.

Mężczyzna skierował wzrok w kierunku kominka.

- Nie jesteś z naszego miasteczka prawda?

- Nie, czasem przyjeżdżam do przyjaciółki Jesmin. Mieszka na końcu tej drogi. Znam ją z czasów szkoły średniej i kilka razy do roku przyjeżdżam aby odpocząć od miasta. – powiedziała. – ale nigdy nie widziałam tego domu, a wiele razy musiałam koło niego przejść.

Lucas wziął głęboki oddech. Wstał z fotela i podszedł do okna. Alise powędrowała za nim wzrokiem.

- Ten dom – zaczął – ……….znasz ten dom, Alise.

Alise poruszyła się w fotelu z lekkim podenerwowaniem.

- Ja…- zaczęła niepewnie – jak znam ten dom? W jej głosie można było usłyszeć zaciekawienie. – na pewno bym pamiętała….

- o to chodzi Alise, że Ty – przystopował na chwilę. Jego głos się zmienił. Nie był już taki radosny. W jego tonacji definitywnie można było usłyszeć smutek. Głos mu się zaczął łamać – Alise to jest Twój dom. Mężczyzna odwrócił się w jej kierunku. Alise siedziała i patrzyła unieruchomiona w tego - jak sądziła nieznajomego. Nie mogła wydusić z siebie słowa. Dlaczego mówi jej, że to jest jej dom. Oszalał. Gwałtownie wstała upuszczając filiżankę na podłogę rozlewając resztkę herbaty.

- proszę Cię zostań. Błagam Cie. . . – mężczyzna patrzył na nią, a jego oczy wręcz prosiły aby go wysłuchała. Patrzyła na niego , a jego słowa do niej nie docierały. Starała się jakoś to wszystko poukładać w głowie. Przecież nigdy tu nie była.

- Mylisz mnie z kimś – powiedziała stanowczym tonem i odwróciła się do niego plecami.

- Alise nie mylę Cię. Nie byłbym w stanie Cię z nikim pomylić – powiedział spokojnie.

- NIE – krzyknęła. – Pamiętałabym gdyby coś takiego miało miejsce. Za kogo mnie uważasz? Za jakąś wariatkę?

Lucas ruszył w jej kierunku. Podszedł do niej i położył jej rękę na ramieniu. Błyskawicznie odskoczyła i uderzyła go otwartą ręką w twarz.

- przepraszam – złapała się obiema dłońmi za buzie. Patrzyła na niego przerażona, ale Lucas nie zareagował. Spojrzał jej głęboko w oczy.

- Jak mi nie wierzysz, weź album - wskazał go ręką. – weź i zacznij go przeglądać. Alise ogarnęło przerażenie. Stała chwilę bez ruchu i tępo wpatrywała się w czerwone obicie albumu. Spojrzała na Lucasa, który tylko kiwnął głową. Podeszła do fotela i usiadała na nim. Lucas zrobił to samo i usiadł naprzeciwko niej. Trzymając album na kolanach spoglądała mu w oczy. Bała się go otworzyć. To co było dla niej pewne teraz stawało się czymś dziwnym i niepokojącym.

- nie bój się, - powiedział do niej.

Alise zaczęła go przeglądać. Nie rozumiała tego co zastała w środku. Zdjęcia, mnóstwo zdjęć pewnej rodziny. Wszyscy starsi, dziadkowie bawiący się z dziećmi. Powoli przewracała strony. Ogień w kominku dogasał więc Lucas dorzucił kilka drewienek i gorący żar od razu się nimi zajął. Przebrnęła już przez połowę albumu i nic z tego nie rozumiała. Nie znała tych ludzi. Nie znała tych dzieci. Na zdjęciach było widać ten dom. Ładny, ogromny pomalowany na biały kolor z ciemnym dachem. Osoby wyglądały na szczęśliwe.

- nadal nie rozumiem dlaczego powiedziałeś, że to jest mój dom – zapytała.

- przeglądaj dalej – poprosił.

Następna strona była dla niej szokiem. Na zdjęciu była ona. Szczęśliwa, młoda. Siedziała na ławce przed tym właśnie domem. W tle rozpoznała kołatkę na drzwiach wejściowych . Bez mówienia słowa oglądała dalej. Na kolejnym zdjęciu był jej rozmówca. Tylko młodszy. Bez zarostu, z krótko obciętymi włosami. Szczęśliwy. Bez podków pod oczami.

- To Ty? – pokazała zdjęcie. – A to ja? – zapytała z wielkim niedowierzaniem – co ja robię na zdjęciu przed Tym domem. Nie pamiętam tego…

- Tak to ja - to my lLise. Przeglądaj dalej, proszę Cię i wszystko Ci opowiem.

Alise z wielką niepewnością przekręciła stronę. Ona, Lucas i małe dziecko pomiędzy nimi. Mały chłopczyk, album wypadł jej z rąk.

- co.. co ….co to jest? – zaczęła się jąkać. – nic nie rozumiem. Dlaczego siedzimy….nie to nie możliwe, to jakiś fotomontaż. Nie pamiętam tego – coś Ty mi zrobił? KIM TY JESTEŚ – zaczęła krzyczeć z przerażenia. Lucas wstał i szybko do niej podbiegł i podnosząc album złapał ją za rękę.

- nie dotykaj mnie – odepchnęła go.

- Alise posłuchaj mnie……, Liss. Patrzyła na niego nieobecnym wzrokiem . Starała się to wszystko zrozumieć, pojąć w jakiś sposób.

- Liss…? – dlaczego tak do mnie mówisz? Tak do mnie mówił tylko…

- Tylko Twój mąż – przerwał jej.

- ale…ja nic nie pamiętam – zaczęła, ale on jej przerwał.

- Liss…..jestem Twoim mężem. Jesteśmy ponad 10 lat po ślubie. Znamy się ze studiów, a to jest nasz dom. Wpatrywał się w nią głęboko. – Masz amnezję Liss. Nie całkowitą, ale od pewnego momentu nic nie pamiętasz.

Alise nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Była w szoku. Zastanawiała się ile razy już to słyszała? Ile razy to przeżywała? Czy to dopiero pierwszy raz? I przede wszystkim czy ten chłopiec na zdjęciu to ich dziecko? Jeśli tak to gdzie on jest? Nasuwało się jej wiele pytań, na które nie znała odpowiedzi.

Lucas zaczął powoli wstawać nadal trzymając ją za ręce. Alise robiła to samo, nie zdając sobie z tego sprawy. Stojąc obok siebie patrzyli sobie w oczy. Lucas odwrócił się i zaczął iść w kierunku dużej, brunatnej szafy, która stała niedaleko wejścia. Alise bardzo spokojnie spoglądała to na niego, to na album który leżał u jej stóp. Był otwarty na stronie , na której ona tuli się i uśmiecha do małego dziecka. Pokiwała głową w całkowitym nierozumieniu tego co się teraz wokół niej dzieje.

- błagam…wytłumacz mi. Kim ja jestem? Dlaczego nie pamiętam takich rzeczy? Dlaczego nie pamiętam Ciebie? – zadając to pytanie skierowała wzrok do stojącego obok szafy mężczyzny.

- zaraz Ci wszystko wytłumaczę… - powiedział i zaczął otwierać szafę.

Alise nie pamięta, żeby przy wejściu stał jakikolwiek mebel, a co dopiero duża, dwudrzwiowa szafa. Coraz bardziej do niej docierało, że jej pamięć szwankuje. Lucas popatrzył się na nią i gestem ręki starał się ją do siebie przywołać. Alise nie chciała tam iść, nie chciała na to patrzeć. Jak na jeden wieczór miała zdecydowanie wystarczająco rozrywek i niespodzianek. Zaczęła gwałtownie iść w kierunku drzwi nie patrząc na swojego współtowarzysza, na swojego męża- jak mówił - chciała jak najszybciej wyjść na zewnątrz, uciec stąd. Gdy już dochodziła do wyjścia wpatrzona twardo w podłogę poczuła silne ręce na swoich biodrach.

- gdzie?! – zapytał – Nie pozwolę abyś mi znowu uciekła, abyś znikła , tylko dlatego, że nie potrafisz przyjąć do wiadomości, że coś miało miejsce – zaczął krzyczeć patrząc na jej plecy i twardo trzymając za jej biodra.

- puść mnie!! TO BOLI – krzyczała.

- NIGDY!!!! – odwrócił ją do siebie i z całych sił przytulił. Jęknęła i opierając się zaczęła płakać mu w ramię. Szlochała niczym mała dziewczynka, nie wiedząca za co została tak surowa ukarana.

- Proszę Cię przestań, Liss…. Pozwól sobie pomóc – Lucasowi zaczął łamać się głos.

- Pokaż mi to , co chciałeś – zaczęła cicho – błagam, dłużej tego nie zniosę.

Lucas wziął ją za ręce i cofając się w kierunku szafy prowadził ją przed sobą. Gdy stanął przed dużymi drzwiami, przybliżył się do Liss i podniósł jej głowę aby popatrzyła się na niego.

- tylko do niej spójrz – poprosił.

Liss bardzo powoli podniosła głowę w kierunku ciemnej przestrzeni jaką stanowiło wnętrze szafy. Ręce jej drgały, nogi się trzęsły. Nie wiedziała, że to co zobaczy będzie dla niej tak wielkim przeżyciem. Cała szafa była wypełniona po brzegi starymi gazetami, zdjęciami jej z rodziną, ciuszkami dziecka i innymi rzeczami które miały w tym momencie ogromną siłę rażenia niczym fala uderzeniowa po bombie jądrowej. Alise zaczęła powoli odsuwać się od szafy i błędnym wzrokiem patrzyła na swojego współtowarzysza, który stojąc obok niej sięgnął po jedną z gazet. Odwrócił się w jej kierunku i wyciągnął ją do niej aby ją przeglądnęła. Nie odzywał się, tylko spoglądał na nią oczami przepełnionymi łzami i tęsknotą. Było w nich coś magicznego. Pomimo tego wszystkiego co teraz odczuwała, patrząc na niego zaczęła odczuwać potrzebę przytulenia się do niego, oddaniu się tej jakże szalonej, prawie wyśnionej sytuacji. Wzięła gazetę do dłoni i już pierwsza strona przytaczała jej imię, a zdjęcie pokazywało jej wizerunek na tle domu. Napis brzmiał: Alise Jamson zaginęła!! Podniosła wzrok i spojrzała na Lucasa.

- przeczytaj kawałek, proszę Cię – powiedział bardzo spokojnym głosem.

Posłuchała go i zaczęła:

„ Jak donosi rodzina, młoda Pani doktor zaginęła ponad tydzień temu. Poszukiwania są prowadzone na wielką skalę przez policję oraz straż pożarną, która przeczesuję lasy w okolicach Bookshire. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, Pani doktor zaraz po nagłej śmierci swojego 2 letniego dziecka, której de facto była świadkiem, cierpiała na zaniki pamięci, a niektóre niepotwierdzone informację mówią o amnezji. Przypomnijmy Alise Daymoon jest żoną Lucasa Jamsona, który odziedziczył majątek po swoich rodzicach, prowadzących od wielu pokoleń wiele firm. Cała rodzina, a zwłaszcza mąż jest chorobliwie zrozpaczony zaginięciem ukochanej małżonki. Po śmierci dziecka, która obiła się szerokim echem, tę rodzinę spotyka kolejna, jakże smutna historia…”

Palce u dłoni zacisnęły się silniej na gazecie, a na stronach pojawiły się ciemne, mokre krople. Nie chciała i nie mogła podnieść głowy aby spojrzeć na Lucasa, na jej męża. Czuła, że na nią patrzy, czuła to przenikliwe spojrzenie, o którym tak dawno zapomniała.

- Liss, tak długo Cię nie było – zaczął niepewnie – każdego dnia wyczekiwałem, aż usłyszę odgłos kroków w tym domu, inny od mojego, aż usłyszę skrzypiące drzwi, które dadzą mi promyk nadziei, że to właśnie Ty je przekroczysz. To trwało tak długo, nie wiem nawet gdzie byłaś, co robiłaś, co się z Tobą działo. Znikłaś tak nagle z mego życia, ale nigdy z mojego serca.. – mówiąc to czuł jak łzy napływają mu do oczu.

- Ale ja…ja nic nie pamiętam – mówiąc to oddała mu gazetę i zaczęła przecząco kręcić głową – pamiętam tylko, że…. – Zaczęła świdrować myślami swój umysł. Szukała jakiegokolwiek wspomnienia tych wspólnych lat, tych wspólnych dni. Zaczęło się jej kręcić w głowie i poczuła jak nogi uginają się pod ciężarem jej ciała. Lucas błyskawicznie złapał ja i bardzo delikatnie posadził w fotelu. Kucnął przy niej i złapał za jej dłoń, która cała drżała.

- Proszę, opowiedz mi co się stało…co się stało z dzieckiem – zaczęła – powiedz mi kim ja jestem – wyrwała mu dłoń i objęła obiema swoją twarz zaczynając przy tym szlochać.

- Dobrze…opowiem Ci, ale musisz mnie bardzo wyraźnie słuchać … - pokiwała tylko twierdząco głową, a Lucas zaczął opowieść.

Poznaliśmy się jeszcze za czasów naszych studiów. Ja studiowałem pisarstwo na Uniwersytecie Bringston. Byłem na trzecim roku, gdy poznałem Cię na corocznej imprezie Uniwersyteckiej organizowanej w związku promocją każdej uczelni. Ty studiowałaś ekonomię na Uniwersytecie Wrighta. Nigdy nie przepadałem za tymi imprezami, bo były one dla mnie przepełnione sztucznością i niestworzonymi historiami na temat każdej uczelni. Ale tamtego dnia nigdy nie zapomnę. Byłem naprawdę wdzięczny kumplowi, że tym razem dałem mu się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Memory — czytnik · opowiadania