Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 17 min czytania

MERTH

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

MERTH

...Jedna biała ściana... druga biała ściana... trzecia, czwarta... Nidea wyliczała kolejne anomalie w tym dziwnym pomieszczeniu. Nie było klamek, od białych ścian odbijało się jasne światło, lecz nie było widać jego źródła. Ubrana była w biały fartuch... podobny do lekarskiego kitla, tyle, że miała ręce skrępowane za plecami. Pierwszy raz widziała tak dziwne pomieszczenie... niczego nie pamiętała. Dlaczego? Gdzie jest? - tylko takie pytania kołatały jej się po głowie. Nie miała ich komu zadać... Dziewczyna skuliła się w kącie, nie miała siły płakać. Łzy, które było dane jej wylać, już wylała... po prostu już ich zabrakło. W głowie miała całkowitą pustkę. Pamiętała tylko błękitne, stanowcze oczy i pytanie, jakby wyrwane z kontekstu: Jak on mógł to zrobić? Nie wiadomo dlaczego właśnie te dwie rzeczy utkwiły jej w pamięci. Cicho szeptała jakieś modlitwy, a ludzie obserwujący ją za pomocą weneckich luster tylko znacząco kiwali głową. Myśleli, że jest szalona. Ech, gdyby wiedzieli, gdyby opowiedziała im całą prawdę... Czy można być uwięzionym na Ziemi? W najśmielszych oczekiwaniach Nidea nie przypuszczała, że mogłaby się tutaj znaleźć... wolałaby się już znaleźć i umrzeć w Merthirze... ale nie tu! W jej oczach pojawiły się łzy. Jedna swobodnie spłynęła po policzku... a jednak! Czuła się ogromnie samotna, opuszczona i bezsilna. Ciekawe, co się teraz dzieje w Królestwie Merth? Nawet nie mogła stąd uciec... pozostało jej już żyć tylko przeszłością... aż do kresu. * -Nideo! Czas wstawać!- krzyknęła głośno Alfabeta uchylając drzwi. Nidea popatrzyła na nią mętnym wzrokiem. Spojrzała przez okno. Słońce jeszcze nie wzeszło - musiało być bardzo wcześnie. -No pośpiesz się, dziś twoja kolej. Byłoby mile widziane, gdybyś weszła do Wielkiej Sali trochę wcześniej. -Trochę? Przecież nawet jeszcze słońce nie wstało! -Musisz się przygotować. Nikomu się jeszcze nic nie stało, gdy wstał godzinę wcześniej.- powiedziała głosem nie znoszącym sprzeciwu i zamknęła za sobą drzwi. Nidea nie czuła się dobrze z tym, że dziś akurat na nią spadł obowiązek odsłaniania przyszłości. Wbrew pozorom jest to bardzo duża odpowiedzialność - coś źle zinterpretuje i jednym ruchem może się znaleźć w Merthirze. To byłby już koniec. Stamtąd się już nie wracało... Ubrała tunikę i rozplotła warkocz. W myślach przypominała sobie na czym polega cały rytuał. Usiadła na krześle przed toaletką. Przeczesała swoje złociste włosy, ale po chwili jak oparzona odłożyła grzebień. Wspomnienia poprzedniego razu odsłaniania przyszłości przyprawiały ją o gęsią skórkę. O mały włos nie otarła się o Merthir, a tym samym o śmierć. Na szczęście Alfabeta dała szansę całkowitej nowicjuszce. Kiedy już była gotowa, opuściła pokój i poszła do Wielkiej Sali. W długiej, czarnej tunice prawie biegła przez mroczne korytarze zamczyska. Zawsze unosił się tutaj zapach wilgoci i starości - słusznie zresztą. Nikt nie wiedział, jak stare jest to zamczysko. Może trafniej byłoby powiedzieć "murowana metropolia". W zamku była jedna, wielka społeczność. Nikt nie wiedział, że poza ich zamkiem na planecie Merth jest jeszcze wiele identycznych... Weszła do całkowicie ciemnego pomieszczenia z oknami zasłoniętymi czarnymi kotarami. Po omacku podeszła do stolika i zapaliła białą świecę. Płomień na razie był słaby, ale wystarczająco jasny, by dojść do stolika. Ze świeczką na podstawce w ręku szła na drugi kraniec pomieszczenia, żeby się przygotować. Postawiła podstawkę na stoliku, a sama usiadła na masywnym, drewnianym krześle. Odetchnęła ciężko. Po chwili odpoczynku, gdy świeca już się rozpaliła na dobre wyszła z sali i poprosiła Alfabetę, aby zawołała wszystkich. Po chwili cała sala była już zajęta. Zasiedli przy stołach. Najbliżej Nidei usiadła Alfabeta, by nadzorować cały rytuał. Nidea trochę speszona tą ilością osób zgasiła świecę i odsłoniła zasłony. Nerwowo spojrzała na Alfabetę, ale gdy ta skinęła głową postawiła na stole kulę. Całkowicie białą, emanującą złotym światłem. Zamknęła oczy i dotknęła zimnego szkła. Do okrągłego stolika dosiedli się jeszcze Alkadia i Zaris. Pośród rodzeństwa nabrała większej pewności siebie. Spojrzała jeszcze na nich, ale już zaczęły się pojawiać wizje. Lewa dłoń jej zesztywniała, a w głowie przelatywały rozmaite runy. Nie widziała "tych odpowiednich". Poczuła, że po plecach płynie jej zimna stróżka potu, ale nagle zobaczyła ich wyraźne zarysy. Jeran, Odala i Gebo. Zaczęła je rysować na kartonikach obok kuli... Nagle zdarzyło się kilka rzeczy naraz. Nagle wielki huk, chaos, a potem pustka i ból. Straciła przytomność.

-Obudź się Nideo!- usłyszała cichy głos i delikatnie otworzyła oczy. Zobaczyła czyjąś twarz, jakby za mgłą. -Obudź się, to ja - Alkadia! Leżała nieopodal stolika z kulą, z której przed kilkoma godzinami próbowała odczytać znaki runiczne. Całkowicie nie rozumiała co się stało. Spróbowała odszyfrować widziane przedtem runy. To nie było dobre zestawienie - to było zestawienie fatalne. Oznaczały, że królestwo czeka zagłada. Często zdarzały się takie przepowiednie... no i wtedy osoby przepowiadające trafiały do Merthiru. W takim razie co będzie z nią...? Przecież nie mogła skłamać, bo z przeznaczeniem się nie igra... z drugiej strony już wiele było takich przepowiedni i do tej pory się jeszcze nie sprawdziły. Blef? -Co się ze mną stało?- wymruczała. Strasznie bolała ją głowa, a może tylko jej się tak wydawało? -Zemdlałaś od razu po tym kiedy skończyłaś pisać runy. Czy ty naprawdę je widziałaś? -A niby dlaczego miałabym kłamać? Nie mogłabym. -Alfabeta jest na ciebie wściekła.- zakomunikowała sucho i podniosła siostrę z ziemi. Nidea usiadła obok Alkadii na miejscu, gdzie przedtem siedziała przywódczyni. -Niby dlaczego? -Żartujesz? Po co wygadujesz takie głupoty? Przecież narażasz siebie mnie i Zarisa! -Właśnie, a gdzie on jest?- zaniepokoiła się Nidea. -Przekonuje Alfabetę, że to było nieporozumienie... że napisałaś co innego, niż zobaczyłaś. -Przecież to nieprawda! -Ale on chce żyć, ja chcę żyć i ty też, choć po twoim postępowaniu można wywnioskować coś całkowicie innego. Przecież ona może nas jednym skinięciem palca odesłać do Merthiru... chcesz tego!?- zapytała prawie krzycząc. Tym krótkim monologiem zdążyła wzbudzić w Nidei poczucie winy. Ona tu nie pasuje - nie powinna tutaj być. Mimo tego, że jest to świat idealny, nie można robić nic. Nie można głośno mówić! Nie można robić tego, co się powinno - jest to po prostu pseudo-utopia, która tylko tak idealnie wygląda. -Nie chcę!- odpowiedziała równie głośno, a oczy jej momentalnie zwilgotniały. Zapadła niezręczna chwila ciszy, w którą były wplecione pretensje i poczucie winy. Czy takim jednym posunięciem można wszystko zniszczyć? Nidea bez słowa wstała i przybita poszła do swojego pokoju. Może rzeczywiście powinna zmyślać... przecież wiedziała z czym równoznaczne są te znaki. Usiadła na łóżku i zatopiła twarz w dłoniach. Ta niepewność była okropna... Nagle usłyszała pukanie do drzwi. Nie podnosząc głowy z poduszki mruknęła "proszę". Do pokoju weszła Alfabeta i bez słowa usiadła na krześle naprzeciwko toaletki. Nidea spojrzała na nią, przetarła oczy, by nie było widać łez i usiadła na łóżku. -Wiesz co cię powinno spotkać?- zapytała . -Wiem. -Czy ty naprawdę widziałaś te runy? -Tak! A niby dlaczego wszyscy się mnie o to pytają!?- wybuchła. -Nie ważne. Wiesz jaka jest procedura... jutro już cię tu nie będzie.- powiedziała Alfabeta i wstała z krzesła. Jej twarz była nie tyle, co zła, co zmartwiona. Już po raz 6 słyszała tą przepowiednię... a co będzie kiedy usłyszy ją po raz 7? Siedem, było magiczną liczbą. Siedem dni miał tydzień. 700 rok. 7 lat żyli ludzie... liczba towarzyszyła im cały czas. -A czy nie można... -Nie!- przerwała jej kobieta i szybko wyszła z pokoju pozostawiając Nideę w jeszcze większej rozpaczy. Dziewczyna nie mogła sama wytrzymać w pokoju. Zbyt wiele było niedomówień. Od zdarzenia nie wiedziała się jeszcze z Zarisem, więc szybko pobiegła do pokoju obok - pokoju Zarisa. -Zadowolona?- zapytał od razu, kiedy weszła. -Niby z czego... czemu wszyscy mają do mnie pretensje? -Już sama powinnaś wiedzieć. Wiesz ile ja miałem rzeczy jeszcze zrobić... Tak młodo trafię do Merthiru... przecież ja mam dopiero 5 lat! Rozumiesz, że pozbawiłaś nas przyszłości?- wykrzyczał jej prosto w twarz. Nidea stała bez ruchu oparta plecami o drzwi. Nie wiedziała co odpowiedzieć, więc milczała. Zaris podszedł do stołu i zapalił świecę. Następnie spojrzał siostrze prosto w oczy. -Ale tak musiało być. Królestwo się rozsypuje...-

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%