Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 22 min czytania

„Merygia - ostatnia taka kraina” cz.01

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Merygia - ostatnia taka kraina” cz.01 „Pamiętnik Mriady”

To że obudziłam się z koszmarnym bólem głowy to nie jest nic dziwnego. Ale to że obudziłam się w więzieniu jest przynajmniej zastanawiające. O tyle że już nie raz po głowie dostawałam czy to na polu walki czy w jakiejś obskurnej oberży na krańcu świata. To w więzieniu najwyżej na odwiedzinach byłam, no nie licząc pomocy mojej siostrze w ucieczce właśnie z takiego miejsca. Ale to już zapewne inna historia dla śpiewania bardom. Póki co muszę się dowiedzieć co ja tutaj robię.

73 dzień Sieżu (Siew Życia) 423 r Noharmu (Nowej Harmonii) Z tego co mówił naoczny świadek całego zdarzenia trafiłam do tego „cudownego” miejsca trzy dni temu. Nie obchodzili się ze mną specjalnie miło. O czym mogą świadczyć sińce na całym ciele które odczuwałam. W celi na przeciwko siedzi nie jaki Gramil. Jest on chyba Lejanem, nie należą oni do zbyt rozgadanej rasy, ale są bardzo cenionymi wojownikami i dowódcami. Chociaż mogę się też mylić, w sumie jak tu być towarzyskim siedząc w lochach, gdzie nie ma ani promyczka światła czy żadnych okien aby dostać trochę świeżego powietrza. Dookoła tylko wiecznie mokre i zapleśniałe ściany z grubego kamienia. Sądząc po gościnności i ogólnych warunkach siedzimy gdzieś na Sartyńskich Wyspach. Jeśli ma się problemy z prawem i jest się ściganym w różnych krainach lub co gorsza jest się przeciwnikiem politycznym co ostatnio bywa dość popularne to właśnie trafia się tutaj. Do przytulnej kwatery na „cudownych” Więziennych Wyspach.

75 dzień Sieżu 423 r Noharmu Jedzenie dostajemy raz na tydzień, przychodzi wtedy jeden ze strażników z pochodnią w przydziale jest Sartański chleb, bukłak z wodą jak i trochę wątłego światła. Czyli moje sprawa została przesądzona - siedzę tam gdzie nie powinnam. Moje miejsce jest teraz na froncie, przy siostrze. Zaczęłam poważnie myśleć o tym aby się stąd wydostać, bo o rozprawie nie ma co myśleć jestem już osądzona. Tracę powoli swoje siły witalne jak i chęć na swój pamiętnik, choć nie jestem tutaj długo, trzeba zacząć działać. Tylko jeszcze nie wiem jak, z tego względu że te ściany skutecznie blokują moje magiczne zaklęcia.

82 dzień Sieżu 423 r Noharmu Może jest jednak szansa aby się wydostać, muszę tylko przekonać Gramila aby użyczył mi kawałek swojego ciała. A dokładnie potrzebuje skórę najlepiej z jego pleców. Jak się okazało mój milczący kompan z celi na przeciwka jest Minszejem. Zauważyłam to ostatnio podczas dostawy jedzenia. Wtedy właśnie migła mi jego sylwetka przy słabym oświetleniu pochodni strażnika. A wracając do niego a raczej jego rasy to jest jedynym z ostatnich przedstawicieli i już ona jest na sztucznym podtrzymaniu gatunku. Gdyż z jego ciała można zrobić potężne magiczne amulety. To właśnie na ich skórach spisuje się najpotężniejsze czary. Które można poznać na uniwersytetach wiedzy tajemnej. Teraz mam w sumie dwa pytania: jedno zasadnicze czy się zgodzi na moja propozycję a drugie co on robi w Sartańskim więzieniu...

83 dzień Sieżu 423 r Noharmu Racją jest że potężnym magiem nie jestem ale podstawy znam. Przynajmniej takie, które mogą mi teraz ułatwić ucieczkę. Teraz żałuje że nie słuchałam się starszej siostry. Uczenie się magii mnie nie kręciło tak przynajmniej jak jej magii bojowej. Dlatego jak już musiałam mieć zajęcia magii wybierałam o wiele łatwiejsze zaklęcia natury: regeneracja, krótkie teleportację, żyłam w cieniu swojej siostry potężnego maga. Kiedy opowiedziałam swój pomysł Gramilowi i zaczęłam szykować się do mozolnego tłumaczenia, że to nam pomoże i tak dalej. O dziwo nie musiałam się zbytnio rozgadywać jedynie co od niego usłyszałam to "w końcu"

87 dzień Sieżu 423 r Noharmu Zaplanowaliśmy wszystko, po tygodniowym dostarczeniu chleba i wody. Jak już uciekać to przynajmniej z podstawowym zaprowiantowaniem. Kiedy strażnicy uznają że i tak już dużo dla nas zrobili i zabiorą się na górę aby skosztować mocniejszych trunków jak to mają w zwyczaju zaczniemy realizować nasz plan.

89 dzień Sieżu 423 r Noharmu Nadszedł dzień kiedy dostajemy co tygodniowy wikt. Nie zdawałam sobie sprawy jak łatwo jest zabrać sztylet strażnikowi. Choć nie ukrywam miało to swoją cenę do tej pory czuje jego zaropiałe łapska na mojej skórze i sierdzący odór z jego gęby. Burknął coś że jeszcze wróci - krzyknęłam wtedy żeby umył zęby. O dziwo wziął to do siebie, bo spytał się czy wole miętę czy inne zioła, nie odpowiedziałam mu. Na pewno się nie lada zdziwi jak się okaże że nas już tam nie ma. Rzuciłam sztylet Gramilowi i zaczęłam recytować zaklęcia łagodzące ból. Mimo iż musiało mu być ciężko robić to samemu, nie miałam siły aby mu pomóc. Gdy Gramil zrywał płat skory z pleców nie wydał żadnej oznaki bólu. Pod koniec, jak mi się wydaje warknął tylko, żebym przestała czarować i jakoś zajęła strażnika. Klawisz wyrósł wtedy jak z pod ziemi z miną bardzo zdziwioną, choć w tamtym momencie, chyba bardziej ja byłam oszołomiona. Gramil wykrzyknął „skończone” z jego tonu można było wyczytać jaką mękę musiał przejść. W tym momencie strażnik zdołał otworzyć moja celę i rzucił się na mnie. Opadł z łoskotem na twarde kamienie warcząc coś pod nosem, że jak dorwie to zgwałci i zabije, w tamtej chwili byłam w celi mojego towarzysza. Teleportacja na krótki zasięg zadziałała, było tam mnóstwo krwi, czułam śliskie kamienie pod stopami. I jeszcze ten odór zbliżającej się śmierci wisiała ona w powietrzu, Gramil musiał naprawdę już ledwo dyszeć. Krzyczał do mnie „szybko dziewczyno” gdy strażnik znalazł klucze do jego celi. Niestety nie było łatwo malować na jego skórze krwią bezpieczne miejsce, gdzie byśmy chcieli się udać. Jeszcze przeszkadzało mi szamotanie się Gramila ze strażnikiem. Rysowałam drzewa, polankę i wymawiała czar „bezwzględnej teleportacji” po raz pierwszy w swoim życiu. Po chwili w lochu rozjaśniło się portal zadziałał, na początku snop jasnego niebieskiego światła oślepiał naszą trójkę. Jak już się przyzwyczailiśmy zauważyłam Gramila, leżał na czerwonych kamieniach strażnik na nim. Mój towarzysz miał wbity w bark sztylet. Rzuciłam się na strażnika wbijając pazury w jego czarne gałki oczne. Z krzykiem puścił Gramila kazałam mu przejść przez portal, bo za mną by się zaraz zamknął. Gramil przeczołgał się z ledwością w stronę portalu. Zebrałam strawę i ruszyłam w stronę portalu gdzie przed chwilą zniknął mój towarzysz. Gdy już byłam blisko odwróciłam się i nagle osłupiałam, strażnik stał już na nogach i po omacku ruszał w moją stronę. Rzucił się na mnie nie było innego wyjścia - trafił tym razem. Wpadliśmy oboje do portalu który się zaraz zamknął.

90 dzień Sieżu 423 r Noharmu Tym razem nie obudziłam się z bólem głowy, ale miałam lekkie sińce i potłuczenia po ostatniej szamotaninie. Gramil siedział naprzeciw mnie między nami było spore ognisko, na którym obracał połacie mięsa. Rozglądając się dalej zauważyłam zwłoki a raczej pozostałości strażnika. Wzięło mnie na wymioty nie sądziłam by Minszeje były zdolne do aktów kanibalizmu. Słyszałam że raczej mają łagodne usposobienie, on wlepiał swój wzrok we mnie, teraz przy tym świetle widać że jest dość postawny i młody. Miał kilka blizna na twarzy, ale żadnych odrzucających od niego. Mogę nawet stwierdzić że dodawały mu swoistego uroku. Kolor jego skóry przypominał śnieg z Betańskich gór. Był już przebrany w zbroje strażnika, wykonaną ze skór i futer zwierząt leśnych. Po chwili wstał odciął kawałek mięsa - przyniósł mi je, mój odruch był bezwarunkowy. Odwróciłam się i pobiegłam w stronę drzew aby zwymiotować - jak sobie przypomnę jaki ten strażnik był odrzucający i że jeszcze obłapiał mnie i całował.. Wracając widziałam jak Gramil kończy przeżuwać kawałek ciała strażnika, rozglądałam się gdzie znajdowaliśmy się teraz. On zaczął rozmowę choć bardziej przypominało to monolog. ”Wiesz gdzie jesteśmy mała wiedźmo?” - odłożył nóż, jego oczy błyszczały w ogniu, ja milczałam próbując znaleźć odpowiedź – „W lesie można powiedzieć, ba nawet w raju bo czujemy zapach wolności” - burknął coś pod nosem w nieznanym dialekcie – „Ale tak nie jest moja droga sto kroków dalej rozpoczyna się jałowe pustynne piekło” - wyciągnął nóż wbił w mięso, z którego wyciekło trochę tłuszczu. Wstał wyciął bardziej dopieczony kawałek mięsa i ruszył w moją stronę – „Jeśli się brzydzisz to nie przeżyjesz długo jedz, póki masz co jeść - idę na zwiady, a Ty uważaj na siebie mała wiedźmo” - wstał zabrał ostrze i zniknął w gęstwinie leśnej. Zostałam ja i moje myśli – czy coś poszło nie tak? Gdzie my jesteśmy? Co teraz?

1 dzień Krechu (Kres Dojrzewania) 423 r Noharmu Następnego ranka wstałam kiedy już zaczęło świtać. Ruszyłam zbadać okolice domyślałam się że Gramil miał rację, ale dla pewności chciałam to sprawdzić. Może nie odliczałam tych stu kroków, ale racją było że jesteśmy nie wiadomo gdzie. Wyglądało to na pustynie Kazena, jeśli tak to nie wiem co jest gorsze. Więzienie bez dna czy te martwe bezgraniczne wydmy pełne wrogości. Padniemy tu z głodu jak czegoś nie wymyślimy szybko. Mamy kawałek Sartańskiego chleba i dużo mięsa ze strażnika.

4 dzień Krechu 423 r Noharmu Mieliśmy dużo wolnego czasu aby myśleć jak wyjść z tej pasowej sytuacji. Przy okazji Gramil wypytywał się jak trafiłam do więzienia. Historia była prosta jak na „rebeliantkę” wręcz klasyczna. Przewoziłam broń, żywność na front. Niestety podczas podroży „zaufany” Kapitan statku domagał się coraz większych opłat gdy dotrzemy do celu. Na co nie mogłam się zgodzić, jeśli ustaliliśmy już wszystko przed wyjazdem. I tak nie miałam już większych funduszy na ten cel. Zaczął mówić że jak nie zdobędę większej gotówki, na to on - ładunek zabierze, a ja trafię do więzienia. A jeśli będę sprawiać więcej kłopotów to pożegnam się ze swoim życiem bardzo szybko. Wpadłam w szał, krew się we mnie gotowała, więc odcięłam mu ten jego plugawy język. Na tę chwilę nie wiem co by było mądrzejsze: pozbawić zamiast języka jego nędznego życia. Pamiętam jak wróciłam jeszcze do swojej kajuty a potem, no właśnie ocknęłam się na Sartańskich Wyspach. Kiedy skończyłam swoją opowieść było już ciemno. Nawet nie wiem jak ale miałam w rękach mięsiwo które przyrządził Gramil. Teraz dopiero poczułam smak mięsa, było przyrządzone z ziołami i bodajże z korzeniem Sarni. Naprawdę mój kompan to bardzo dobry kucharz. Szkoda tylko że główny składnik jest trochę odpychający. Gramil odciął większy kawał mięsa i wyruszył na pustynie znaleźć coś do jedzenia i poszukać ewentualnej przeprawy w lepsze miejsce niż to w którym się znajdujemy. Może o tyle nie lepsze ale ile można siedzieć w tej oazie -

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
„Merygia - ostatnia taka kraina” cz.01 — czytnik · opowiadania