Horror · 7 min czytania
Meteorytowy deszcz
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Meteorytowy deszcz
Chłopiec wyłączył telewizor i wyszedł z pokoju. Stanął przed drzwiami do pracowni ojca i zaczął się zastanawiać, czy wejść? Ojciec nieraz już złościł się, kiedy przeszkadzał mu w pracy. Ale przecież on tak strasznie chciał obejrzeć "spadające gwiazdy", a sam bał się wyjść na zewnątrz. Zwłaszcza po obejrzeniu tego filmu w telewizji. - Wejdź Mielk. Nie stój tam. - Mielk nie mógł zrozumieć, skąd tata wie, że on stoi przed drzwiami. Przecież podchodził na palcach i stał tam cichutko. To są na pewno jakieś sztuczki dorosłych, tłumaczył sobie. Złapał za klamkę i wszedł do pokoju. Ojciec siedział przed komputerem i coś pisał. - Co się dzieje Mielku? - Oderwał wzrok od monitora. - Pójdziesz ze mną pooglądać "spadające gwiazdy"? - Spytał syn bez żadnych wstępów. - To już dzisiaj? - Zdziwił się ojciec. - Jesteś pewien? Mielk pokiwał głową. - Poczekaj. Dopiszę tylko dwa zdania. Tato Mielka, a zawodowo weterynarz, pracował właśnie nad artykułem o nowej metodzie leczenia nosówki u psów. Gonił go termin, artykuł miał być napisany już przed pięcioma dniami. Wydawca dał mu jeszcze tydzień. Zdąży. A dla syna musi wygospodarować trochę czasu. Zwłaszcza teraz, kiedy żona wyjechała na kilkudniowe sympozjum stomatologiczne. Dwa dni temu oglądali razem z synem kometę, dzisiaj rój leonidów. Ciekawe zjawisko. Kometa i rój meteorytów, prawie w jednym czasie. - Mogę tu poczekać? - Spytał Mielk nie patrząc ojcu w oczy. - Jasne. Ej, Mielku, czy ty się czegoś przestraszyłeś? - Troszkę. - O co chodzi? Powiedz mi. - Tego filmu. - Jakiego filmu? Znowu jakiś horror oglądałeś? Nie rozumiem. Oglądasz takie filmy, a potem się boisz. - Lubię oglądać horrory. A ten film to nie był horror, tylko science fiction. - Na to samo wychodzi. I tak się przestraszyłeś. No, to o czym był ten film? Opowiadaj. - Ale mówiłeś, że chcesz dopisać dwa zdania. - Już skończyłem. - Wyłączył komputer i wstał zza biurka. - No, słucham. - To był film o meteorytach. Te spadające meteoryty były piękne i jasne, i wielkie, i każdy mógł je oglądać. Nawet w dzień. A potem nagle wszyscy ludzie, na całym świecie, oślepli. Oprócz jednego pana. I okazało się, że to jest inwazja z kosmosu, bo te meteoryty, to były nasiona. Z tych nasion potem wyrastały kwiaty. Każdy, kto miał taki kwiat w domu, nie wiedział, że pod łóżkiem rośnie jego sobowtór. A kiedy sobowtór już był dojrzały, to zamieniał tamtego człowieka, ale to już nie był człowiek, tylko obcy. - Straszna głupota. I ty takie filmy lubisz oglądać? - Uhm. - Na szczęście to tylko film, a meteoryty, które dzisiaj będziemy oglądać, nie mają z tym filmem nic wspólnego. - Obiecujesz? - Obiecuję. Chodźmy już, zaraz się zacznie. Ojciec z synem wyszli na taras. Rozłożyli dwa leżaki, usiedli w nich i zaczęli się wpatrywać w bezmiar gwieździstego nieba. - Zagramy, w Kto Więcej Zobaczy? - Zaproponował ojciec. - Ja wygram. - Rzucił wyzwanie syn. - Nie bądź taki pewny. - Zaśmiał się rodzic. - O, ja już mam jedną. - Gdzie? Gdzie? Pokaż. - Już zgasła. O, druga i trzecia. - Tę…