Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 7 min czytania

Mężczyzna który wszedł na góre (prorok i diabeł)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prorok i diabeł

Patrzcie teraz, że Ja jestem jeden I nie ma ze mną żadnego boga. Ja zabijam i Ja ożywiam, Ja ranie I Ja sam uzdrawiam. Nikt z mojej ręki nie uwalnia

Ks. Pow. Prawa 32:39.

Mężczyzna stał na szczycie wzniesienia, patrząc na okolice z perspektywy Stwórcy. Z rozłożonymi rękoma, jak pomnik Jezusa w Rio de Janeiro. Obejmował wszystko wzrokiem. Zupełnie jakby był w tej chwili właścicielem tej góry. Roztaczający się widok dolin i lasów, do których broniły po obu stronach łańcuchu średniej wielkości gór, gdzieniegdzie psuły kręte drogi zbudowane przez człowieka. Stojąc na jednym z wzniesień, mężczyzna czekał na swego towarzysza. Odwrócił głowę w bok i przez chwile patrzył jak tamten słania się na nogach, próbując sforsować polanę, gdy wiatr wciąż utrudniał mu poruszanie się do przodu. Już kilka kroków dzieliło go, żeby znalazł się na dole, w miejscu, z którego rozpoczynali wspinaczkę. Dysząc jak gruźlik, walczył z wiatrem całym ciałem, żeby w końcu podejść do niczym niewzruszonego przyjaciela. Opierając się rękoma o ugięte kolana, przez cały czas pluł śliną, aż zabrakło mu jej w ustach. – Po cholerę mnie tu ciągnąłeś - zapytał zmęczony mężczyzna swojego przyjaciela. Wiatr wiał mocno, że nie był wstanie odważyć się na to by stanąć prosto, jak drugi mężczyzna. Po jakimś czasie serce przestało mu walić jak oszalałe i powoli zaczął się rozglądać, podziwiając roztaczający się widok. W szczególności zaciekawiły go małe domki stojące w dolinie. Z małymi kominami, z których unosił się biały dym, przypominały o tym że ktoś oprócz nich jeszcze żyje na tym świecie, by rozpalić w piecu. Mężczyzna wyobrażał sobie kobiety krzątające się w kuchni, by na czas przygotować śniadanie dla jeszcze śpiącej rodziny. Inne wtulone w ciepłą pościel, za zasłonami, czekały na miłość. Tak wyglądał teraz świat z domkami wielkości talii kart. Wydawał się być mały i kruchy, że samo dmuchnięcie mogło go zniszczyć. Na przeciwległym wzniesieniu widok wschodzącego słońca, psuło kilkanaście wieżowców, które nie pasowały do okolicy. Pojawiły się prawie z dnia na dzień, niszcząc doskonały obraz nie naruszonej przez człowieka przyrody. Od rana do wieczora świeciło się w ich oknach światło i ile razy mężczyźni patrzyli na nie w ciągu swojego życia. Nigdy chyba nie zdarzyło się żeby zgasło więcej niż dziesięć świateł w całym czterdziesto piętrowców. Mężczyzna nie wiedział po co tak wcześnie wstali i nie zdążając nawet wypić kawy, nie mówiąc juz o zjedzeniu śniadania, zaczęli wspinać się na wzniesienie. Jego przyjaciel nie chciał mu powiedzieć, tylko kazał wziąć samochód i jechać tam, gdzie ich zaprowadzi. w momencie gdy samochód nie był w stanie pokonywać coraz wyższych wzniesień, zostawili go na dole i prawie przez godzinę wspinali się na tą górę. Przez cały ten czas mężczyźnie milczeli miedzy sobą. Czasami tylko poganiał jeden drugiego nie zważając na ryzyko zwichnięcia kostki, a w najgorszym wypadku złamania karku. - Świat zgrzeszył, dlatego nadejdzie nowa fala potopu - odezwał się w końcu mężczyzna i opuścił ręce, jakby skończył na tym jednym zdaniu całe swoje przemówienie. - O czym ty mówisz? Nie jesteśmy już u czubków. Co ma wspólnego cały świat z tą wspinaczką? Jeśli jesteś lunatykiem, będę musiał cię obudzić, a to nie będzie dla ciebie zbyt miłe. Idiota - mruknął do siebie mężczyzna i zaczął podchodzić do przyjaciela.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%