Horror · 4 min czytania
Mgła
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był zwykły niczym nie wyróżniający się listopadowy wieczór, na dworze panował przymrozek i była mgła. Godzina nie była specjalnie bardzo późna – gdy ostatni raz spojrzałem na zegarek była dokładnie 22:30, wracałem do domu samotnie. Szedłem na piechotę, gdyż dzień wcześniej zepsuł mi się samochód, nie zdążyłem na autobus, więc postanowiłem się przejść. Widoczność była naprawdę kiepska, ale dzielnie przemierzałem znany mi odcinek drogi. Czy gdybym wiedział co mnie spotka, poszedłbym na piechotę do domu? Nie wiem, ale z jednego doskonale zdaje sobie sprawę, że to była moja godzina. Zacznę jednak od początku. Wyszedłem z pracy trochę później niż zwykle, wydawałoby się, że 10 minut na dojście wystarczy, ale nie w tej mgle, przez pomyłkę skręciłem w złą uliczkę, co sprawiło, że dotarłem na przystanek z pięcio minutowym opóźnieniem, nie czekałem na następny. Ulice były dziwnie puste, obawiałem się, ale przecież jestem mężczyzną, nie powinienem się bać zwykłej mgły. Każdy krok stawiałem uważnie, nie widząc czyhających na mnie znaków, dziur i innych drogowych „tworów”. Znak zauważałem dopiero, gdy dzieliło mnie od niego zaledwie parę centymetrów, do paru uderzyłem. Mijałem kolejne budynki, nie zawsze je rozpoznawałem, ale jeden wydawał się w tej mgle dziwnie widoczny, stary opuszczony szpital psychiatryczny. Został zamknięty dobrych parę lat temu, jakoś po upadku ustroju komunistycznego. Podobno lekarze robili w nim przerażające testy na pacjentach, którzy nie zawsze zdawali sobie sprawę, że to co im robią nie do końca jest dobre. Przechodziłem obok niego wiele razy, ale w tej chwili naprawdę bałem się iść. W mgle zobaczyłem czarny zarys, pomyślałem, że to pewnie jakiś znak, lub coś podobnego. Z tą myślą doszedłem do „tego”, ale gdy byłem bardzo blisko, tak, że powinienem zobaczyć co to, okazało się, że niczego nie ma. Przeraziłem się, ale szedłem dalej. Nogi mi już drżały, ale starałem się tłumić w