Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 8 min czytania

Mgliście

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

I Unosił się w tej nierzeczywistości, pośród miliona obłoków, a każdy z nich zdawał się być jednym z jego wspomnień. Podpłynął powoli do pierwszego z nich by go nie spłoszyć, chwycił za sieć i zarzucił ją na niego. Włókna przeniknęły przez obłok, zaś sieć spływała powoli, ku dołowi marzenia. Nie miał już możliwości schwytania swych wspomnień. Uświadomiwszy to sobie wpadł w panikę i postanowił się obudzić, jednak zamiast ratunku przyszło przerażenie. Wszystkie obłoki, po kolei, zaczęły wyparowywać. Najpierw ten, w którym zadzwonił do niego jakiś człowiek, który starał się mu powiedzieć, że... nie pamiętał już, co starał się mu powiedzieć człowiek, gdyż obłok wyparował całkowicie. Kolejną ofiarą Znikania stało się wspomnienie, w którym postanowił ukraść... ale tego też już nie pamiętał. Obłoki dematerializowały się coraz szybciej i mężczyzna nie miał już pojęcia, co było zawarte w każdym z nich. Czuł, że coś traci, ale nie miał świadomości co dokładnie. Powoli przestawał mieć nawet mgliste co do tego pojęcie. I gdy otworzył oczy szarość uderzyła go z siłą irytacji, którą można poczuć kiedy człowiek stara się sobie coś przypomnieć, coś, co ma na końcu języka, co stoi na brzegu umysłu gotowe się zwerbalizować. Jednak nie werbalizuje się. Odcienie bieli i szarość zarysu kątów prostych, linii, które mogły być jedynie dziećmi architektury przeniknęły do umysłu mężczyzny dając wątpliwą nadzieję. „Nadzieję na co?” zapytał sam siebie. Do tej pory leżał z przyciśniętym policzkiem do chłodnego podłoża, które mogło być albo gładkim chodnikiem betonowym, albo czymś podobnym w swej strukturze, cieple i twardości do chodnika betonowego. Miał już otwarte oczy, umysł gorączkowo starał się znaleźć jakiś punkt zaczepienia, ocenić sytuację. Nie potrafił. Podniósł tułów na rękach, następnie całe ciało do pozycji modlącego się muzułmanina, później na kolana i wreszcie, dość chwiejnie, stanął wyprostowany patrząc niepewnie w przestrzeń przed sobą. Wokół niego naciągnięto białą, trójwymiarową zasłonę mgły. Nie rozeznawał się w kierunkach świata więc poszedł tam, gdzie zauważył był podczas leżenia zarys budynków. „Być może ktoś tam mieszka” pomyślał i uchwycił się tej myśli, zdając sobie sprawę, że nie jest to zwyczajne miejsce. Nie miał pojęcia skąd to wie, ale był pewien, że nie jest to miasto, w którym mieszkał. Wiedział również, że powinien się stąd wydostać najszybciej jak się da. Miejsce to wzbudzało w mężczyźnie strach. Są takie miejsca, opuszczone miasta czy też dzikie puszcze, gdzie nie można wyczuć obecności drugiego człowieka. Gdy wiadomo jest, że nie jest się samemu, człowiek czuje się bezpieczniej, wyraźniej, pewniej. Zaś gdy wiadomo, choćby podświadomie, że jest się w obcym miejscu, pustym na dodatek, pozbawionym życia w dosłownym tego słowa znaczeniu, ogarnia człowieka przerażenie. Wie, że nie może się obrócić, bo gdy spojrzy za siebie ujrzy wykrzywioną w grymasie przerażenia maskę – twarz, która będzie należeć do niego samego, a która starać się będzie go pożreć. Mężczyzna wiedział, że nie obejrzy się. Zbyt był przerażony, zbyt niepewnie się tutaj czuł. Szedł dalej, mając nadzieję, że jednak ktoś mieszka w budynkach, do których zmierzał. Wtem kątem oka dostrzegł ruch, prawdopodobnie coś niewielkiego, jakby... pies? Wyobraźnia podrzucała mu różne wizje tego, co mogło się poruszać równolegle do jego kierunku ruchu. Małe, czerwone oczy, spiczasty pysk z niewyobrażalną ilością ostrych jak szpilki kłów, długie pazury, muskularne ciało. To coś wgryza się powoli w jego szyję powodując głębokie rany. Krew kapie na ziemię... nie, to tylko wyobraźnia. Mężczyzna odważył się i spojrzał w stronę, gdzie dostrzegł ruch. Pożałował tego natychmiast. Na trawniku, („jak trawa może być tak szara?” pomyślał przelotnie) stało…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%