Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 7 min czytania

Mhrok

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Noc była piękna, bezchmurna. Księżyc świecił dziś wyjątkowo pewnie, przyćmiewając swym blaskiem skrzące się nieśmiało gwiazdy. Małe, prowincjonalne miasteczko pogrążone było w głębokim śnie; ciemność zaległa nad polami, zaglądała przez okna, wciskała się przez szczeliny. Nie była to jakaś specjalnie dusząca i mroczna ciemność - ot, delikatna i ciepła, jak na letnią porę przystało. Gościniec był pusty, a przynajmniej takim zdawał się być. Możliwe, iż w ciągnącym się wzdłuż drogi rowie spał sobie jakiś miejscowy pijaczek, może nawet kilku. Nie dawali oni jednak żadnych oznak swojej obecności - kojącą nutę ciszy uzupełniały jedynie stonowane melodie wygrywane przez cykady. Zupełna sielanka, idylla. Nie było podstaw, by sądzić inaczej. A przynajmniej nikt ze śpiących z istnienia takich podstaw nie zdawał sobie sprawy. Cóż, ciężko jest czuwać i spać jednocześnie. Ludzie tego nie potrafią. Ale Inni owszem. Stary, zniszczony pijaczek westchnął sobie ciężko. Nic dziwnego, w końcu alkoholowe przebudzenia do przyjemnych nie należą. Zwłaszcza wtedy, gdy ma się ich za sobą co najmniej kilkadziesiąt. Otworzył swoje stare, nieco zaropiałe oczka i utkwił wzrok w księżycu. Ten świecił tej nocy nadzwyczaj jasno, zachęcając do spaceru. W sumie mały spacer nie był takim znowu złym pomysłem - stare, wysycone związkami siarki kości zdawały się błagać o mały rozruch przed dłuższym marszem do chałupy. A do chałupy pijaczek wcale blisko nie miał - po jakimś czasie od momentu przebudzenia udało mu się ustalić, iż złowieszczy wir alkoholowej libacji porwał go bez litości i wypluł dopiero w Trunkowicach - osady oddalonej od jego macierzystej wioseczki o bite 15 kilometrów. Jak do tego doszło? Menelik zwyczajnie nie pamiętał. W głowie mu się kręciło, doszedł więc do wniosku, że musiał to być naprawdę duży wir. Na dalsze rozważania zwyczajnie nie miał ochoty. Dźwignął się z przydrożnego legowiska i ruszył na wymuszony obchód. Do marszu ochoczo przygrywały mu skrzypiące kości. Pokręcił się chwilę między zabudowaniami, nonszalancko pozaglądał dalekim sąsiadom w okna, kurtuazyjnie oddał mocz na dopiero co bieloną wapnem ścianę domku. Takie tam nic nie znaczące drobiazgi. Już miał się szykować w drogę powrotną do domu, gdy nagle poczuł na swoim ramieniu czyjąś dłoń. Dziwny to był uchwyt - delikatny i pewny zarazem. Żulik powoli odwrócił się - stał przed nim jegomość średniego wzrostu, o włosach długich, lekko falowanych. Noc była jasna, ale szczegółów urody tajemniczego osobnika nie sposób było dostrzec. Postać powoli cofnęła rękę. "Co ty, gościu, chcesz mnie na śmierć przestraszyć? - zagrzmiał bojowo menel. Postać zachichotała. Był to śmiech czysty, przyjemny dla ucha, choć nieco melancholijny. Pijaczkowi wydał się dość przyjazny, co wyraźnie go uspokoiło. Nie rozumiał jednak intencji nieznajomego. "Jeśli chcesz zapytać o drogę, to nie mam ci wiele do powiedzenia. Nie dlatego, że jestem chamem, czy coś w ten deseń, co to to nie! Po prostu sam zbytnio się w okolicy nie orientuję. Widzisz, młody panie, tak się jakoś dziwnie złożylo, że po wypiciu kielonka, no, może dwóch, osłabłem okropnie i straciłem przytomność. Obudziłem się parę chwil temu, o tu - w rowie". Przybysz parsknął niedwuznacznie. Zapanowała niezręczna cisza. Menelik miał wrażenie, że nieznajomy przygląda mu się bacznie, rejestrując najmniejszy nawet ruch. Po dłuższej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%