Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Religia · 7 min czytania

Miałem całe życie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nikły blask świeczki roznosił się po ciemnym pokoju. Na środku stał podłużny stół przykryty częściowo papierowym obrusem. Przy jednym końcu siedział wychudzony mężczyzna o głęboko osadzonych oczach. Czarne, tłuste i wilgotne od potu włosy opadały na chorobliwie bladą twarz. Mężczyzna zakasłał donośnie. Po chwili kasłanie zamieniło się w głęboki, gruźliczy kaszel. Gdy minął, mężczyzna zaśmiał się po cichu i spojrzał na niknący w mroku sufit.

- Skoro jesteś tu, to kto jest na górze? – zaśmiał się ponownie – wiceszef?

Nie doczekał się odpowiedzi.

- Wyjaśnij mi jeszcze raz. Zaprosiłeś mnie do tego ciasnego, kurewsko dusznego pomieszczenia po to, by oświadczyć mi, że umieram i że nadszedł mój czas? Że przyszedłeś mnie stąd zabrać? – wyjął z kieszeni pomiętego papierosa, poczym odpalił go od świeczki. – Gnaj na morze, właśnie przyszła pora na marynarza…

Po pomieszczeniu rozległ się głośny kaszel. Kolejny gęsty obłok dymu powędrował leniwie w górę. Mężczyzna rozsiadł się wygodnie, strzepnął popiół na podłogę i uśmiechnął się w ciemność. Szeroki uśmiech ukazujący pożółkłe zęby długo nie schodził z jego twarzy. Pokręcił głową.

- Jesteś śmieszny. Chłopie, ja wiem, co się dzieje. Wiem, że umieram, wiem, że lada dzień przyjdzie mi wyzionąć ducha, a resztę czasu przeleżę na sztywno. Wiem, co mnie właśnie zjada i zdaję sobie sprawę z tego, co będzie mnie zjadać, gdy już umrę. Ale to? To nawet nie trzyma się kupy! Jeśli przychodzisz, gościu i mówisz, że na mnie czas, to co ja mam zrobić? Spakować manatki? Jeśli na mnie czas, to rusz dupsko, ja ruszę swoje i razem w końcu pójdziemy. Na wycieczkę, tak właśnie. Mam ochotę na wycieczkę. Przez całe swoje durne życie nie zrobiłem wielu rzeczy i teraz naszła mnie ochota, żeby się spełnić. I co? Chcę zobaczyć Wielki Kanion. Czy będzie to dla ciebie problemem, jeśli najpierw udam się nad Wielki Kanion? A czy będziesz miał coś przeciwko, jeśli zechcę spojrzeć na spienione morze z norweskich klifów? To będzie po drodze, bo muszę zobaczyć szwedzkie lasy. Wiesz co? Poczekamy do lata i pojedziemy na Lazurowe Wybrzeże. Co ty na to? - Miałeś na to czas przez całe życie.

Mrukliwy, zachrypnięty głos z ciemności zdawał się być ledwie szeptem. Szeptem tak głośnym, że było go dokładnie słychać nawet na zewnątrz pomieszczenia. Tak przynajmniej mu się zdawało. Choroba zagłuszała już zmysły. Faktycznie… miał całe życie. Całe trzydzieści lat, od kiedy wyrobił sobie konkretny światopogląd. Ruszył pamięcią wstecz, aby po chwili powoli wszystko przewijać do przodu. Młodzieńczy bunt, ucieczki z domu, alkohol i ta wrażliwość, która pozwalała mu dostrzegać prawdziwe piękno świata. Czuł się poetą. Czuł się artystą. Czuł się wybrańcem. Czuł, ze przeżywa prawdziwą miłość, że jest gotów zdobyć świat. Naprawdę chciał go zdobyć. Ale… ale nie starczało odwagi. Potem przyszły czasy innego życia. Studia, a po nich szukanie pracy. Robienie w nędznej agencji reklamowej nie spełniało go. Ale… ale nie starczało odwagi na to, co naprawdę chciał robić. Potem rozwód. Myślał, że oto stał się wolnym człowiekiem, że zaczyna wszystko od nowa, że teraz świat padnie do jego stóp. Nie padł. A później przyszła choroba. Długo przypuszczał, że to tylko zapalenie płuc, że wyleczy to domowymi sposobami. Myślał, że ją pokona. Nie pokonał. Kaszel stawał się coraz głębszy, wkrótce nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%