Filozofia · 6 min czytania
Miałem kiedyś kolegę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miałem kiedyś kolegę, co miał dwie głowy. Był całkiem zwyczajny, tylko te dwie głowy... Chodził ze mną do klasy, uczył się całkiem nieźle, trochę się sam ze sobą sprzeczał ale generalnie był pogodny. Nie miał zbyt wielu kolegów. Inni koledzy z klasy śmiali się z niego i wyzywali go. "Strach na wróble", "proca" krzyczeli. On próbując się bronić przekrzykiwał ich przysłowiem "co dwie głowy to nie jedna, co dwie głowy to nie jedna!". Śmiali się z niego, gdy na WueFie nie mógł biegać za piłką tak szybko jak inni, bo dwie głowy były ciężkie i bał się, że się przewróci. Śmiali się z jego głosu, bo gdy mówił coś dwoma ustami równocześnie, to brzmiało to i grubo i piskliwie w jednym momencie. Po szkole nikt nie chciał się z nim w nic bawić, więc siedział w domu albo patrzył się przez okno. Wtedy też się z niego śmiali. Wyzywali go od różnych warzyw i zwierząt. Nie miało to związku z ilością głów. Ale nie mieli dobrego porównania, lepszego pomysłu. W końcu kolega nie wytrzymał i uciął sobie jedną głowę. Gdy przyszedł do szkoły nikt się nie odezwał. Minął tydzień. Koledzy z klasy zapomnieli, że miał dwie głowy, teraz śmiali się z tego, że jego głowa krzywo "odrasta" od karku. Po miesiącu kolega umarł. Jego mama przez domofon powiedziała, że pękło mu serce.
Miałem kiedyś kolegę, co miał zieloną skórę. Był całkiem zwyczajny, tylko ta zielona skóra... Chodził ze mną do klasy. Bardzo ładnie rysował, ale nigdy nie używał zielonej kredki. Koledzy z klasy śmiali się z niego. Mówili " a rodzice to cię w trawie robili!!! I im się źdźbła wplątały i teraz taki zielony jesteś!!!" Wymyślali na niego różne przezwiska Trawa, Trzcina, Koperek, Murawa, Krowie żarcie i takie tam. Kolega starał nie przejmować się przezwiskami i obelgami, próbował nie zwracać na nie uwagi. Zielony próbował jakoś przypodobać się kolegom, aby wreszcie przestali się z niego naśmiewać. Często robił to czego chcieli. Bawił się z nimi, chował się w trawie i wygrywał ten, który pierwszy go znalazł. Nikt go jednak ani przy tej zabawie, ani przy żadnej innej okazji nigdy nie dotknął. Koledzy rozpuścili między sobą plotkę, że to zielone może być zaraźliwe. Któregoś dnia miał nastąpić przełom dla zielonego. Zakochał się! Rozmawiali razem często, pewnego dnia w końcu spytał się jej czy chce z nim chodzić (tak się robi w tym wieku). Odpowiedziała: "Wiesz... fajny jesteś i w ogóle dobrze się z tobą rozmawia. Ale ty jesteś zielony! Wszyscy by się ze mnie śmiali, że chodzę z zielonym". Tak to był przełom. Następnego dnia kolega już nie był zielony. Posmarował się cały jakąś farbą albo czymś takim. Było