Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Religia · 6 min czytania

Miasteczko J. 2 rozdział

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nieduży balkon wieżowca. Poniżej bezludne ulice miasta z godziną policyjną w pełni. Wieje lekko. Ojciec, którego znam, wypływa z ust mojej matki i moje JA chłopięce, rosnące, wsłuchane w nieobce słowa, które kolejny raz nie mówią wszystkiego o jego przeszłości. Wciąż te same sytuacje, miejsca, początki i ten sam koniec, ta sama kropka. Nie przerywam, ściskam (ojciec ściska?) jej dłonie, tak jak ona kiedyś jego, nie chcąc by zsunęła się w przepaść milczenia. Jakaś samotnie biegnąca postać, ściąga mój wzrok na ulicę; unikając patroli, spóźniona, ucieka przed aresztem milicji. Od jego sytuacji dzieli nas jedynie balustrada balkonu. Tutaj jesteśmy bezpieczni. - Przynieś mapę kraju – nakazuje matka, widząc moje rozkojarzenie. Po dłuższej chwili drzwi balkonowe zwracają mnie wraz z mapą. Matczyna ręka rozkłada państwo, wygładza rzeki, prostuje lasy; zakreśla miejscowość dotychczas bez znaczenia. - To jego pierwsze miejsce – mówi wpatrując się w gasnący na noc wieżowiec – To ci powinno wystarczyć.– wyjaśnia skąpo, przykrywając się wełnianym kocem; jej zamyślony wzrok przechodzi po drugiej stronie ulicy.

III

Moje JA usadzone na stygnącej ławce, na tyłach domu przed sadem, w zaznaczonym przed laty miasteczku. W kieszeni bezczynne, obozowe zdjęcia z opróżnionej tacy. Zamiast na nie, patrzę w dal, szukam w nadchodzącym wieczorze zaczepienia, boję się spłoszyć samego siebie. Ławka wbija się we mnie, daje znać, że jej niewygodnie, przegania. Za plecami, w domu, krząta się nieznana kobieta. Ugniata kulki z gazet, wrzuca do pieca, podkłada ogień. Czuję woń palonego papieru. Czeka, aż wejdę do środka, jak wszyscy uścisnę rękę, powiem tych kilka nieważnych słów, odegram scenę, zobowiązany do tego użyczonym noclegiem. Wchodzę by mieć to za sobą. Mrok korytarza pozwala pozostać niezauważonym, zapuścić zwiad, ocenić okoliczności. Kuchnię w zielono-białą szachownicę wypełnia trzask płonącego drewna. Na półkach przyprawy, blaszane pudełka, herbaty i ziela, kalendarz z zaznaczoną, nie nadeszłą datą. W środku obrazu dębowy stół z kobietą siedzącą w rozkroku, z balią pomiędzy nogami, mielącą czerwone porzeczki. Rozłożone, smukłe nogi, wystają spod zakasanej spódnicy; kończą się gołymi stopami na nagich kafelkach. Kobieta zarzuca gęstymi włosami, oblizuje palce, drapie się po udach, (nie czuje mojego spojrzenia?). Co z miejscowym przyjętym zwyczajem? Ryzykuje, mimo pewności, że jestem za oknem? Niepewność, czy wkraczać w te jej rozkraczone nogi. - Przepraszam – wchodzę (skrępowany nogami?) – prawdopodobnie, spędzę u państwa noc. – pytam pewnie, mocno. - O ile wiem, tylko Bóg tu panuje, Adamie. Jestem Marta, siostra Ireny. – przedstawia się wstając, oblizując kciuka, (spódnica niechętnie osuwa się po kończynach). – Zresztą jesteśmy chyba w podobnym wieku, nieprawda? Coś zalotnego przebiegło po jej oczach. Przestąpiła balię z porzeczkową…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Miasteczko J. 2 rozdział — czytnik · opowiadania