Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 7 min czytania

Miasto Bogów cz.I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na pograniczu światów, w miejscu gdzie noc styka się z dniem istnieje miasto. Bardzo szczególne miasto. Strachliwi nazywają je Otchłanią, pobożni Bluźnierstwem, sceptyczni Ułudą. Jednak ci którzy widzieli je choćby przez moment znają jego prawdziwą nazwę. To Miasto Bogów. *** Joachim zmrużonymi oczami obserwował swoją przyjaciółkę Kali stąpającą lekko wśród chrzęstu pękającej kory po gałęzi wiszącej tuż nad brzegiem przepaści. Rozłożyła ręce jak ptak mający wzbić się w powietrze.

-Długo masz zamiar tam siedzieć?- spytał spokojnie, obserwując błękitnego motyla krążącego wokół głowy dziewczyny.

Wiedział doskonale, że wszelkie uwagi dotyczące ewentualnego upadku i jego konsekwencji spłyną po Kali jak woda po kaczce, dlatego nawet nie próbował namawiać jej do zejścia. Zresztą nie mogła spaść. Każdy zwykły człowiek ale nie ona. Bo Kali nie była zwyczajna. Była Dzieckiem Bogów i to było najważniejsze co odróżniało ją od świata. Roześmiawszy się wesoło, stanęła na jednej nodze i klasnęła w dłonie. Nieuważnemu obserwatorowi (lub takiemu który musi mrugać) mogło się zdawać, że pomimo wszystko runęła w przepaść. Ona jednak w tej samej chwili pojawiła się u boku chłopca, wirując radośnie dookoła. Zatrzymała się nagle, z uwagą przyglądając się własnym, bosym stopom.

-Ach, Joch jakie to przykre chodzić po ziemi!

Joachim przewrócił oczami.

- Tak, to wielkie nieszczęście- zauważył kpiąco- Może coś zjemy? Chyba, że jedzenie też jest poniżej twojej godności?

Kali znów się roześmiała potrząsając długimi ciemnymi lokami. Z roku na rok jej magia stawała się potężniejsza już teraz widać było gołym okiem, że nie jest człowiekiem. Pokręciła głową, ale nie powiedziała ani słowa. Zamiast tego obróciła się na pięcie, by w mgnieniu oka znaleźć się po drugiej stronie podwórza. Joachim westchnął ciężko i pośpiesznie ruszył za nią.

-Zaczekaj! Jak ty to robisz do diabła?!- zawołał po raz setny.

- Czy nie mogłabyś iść normalnie? Albo chociaż zwolnić?

Przystanęła na chwilę, niecierpliwie przebierając nogami.

-Chodzenie jest zbyt nudne- oświadczyła wojowniczo. Uśmiechnął się widząc jej dziecinnie naburmuszoną minę. Mimo to widocznie starała się dostosować do jego tempa. Przechodziła parę kroków co jakiś czas znikając i nagle pojawiając się w najmniejszej możliwej odległości. Wyraźnie ją to irytowało. Byli już na środku centralnego placu miasta, gdy drogę zastąpiła im wysoka postać. -Dziwoląg!- syknęła wyjątkowo chuda i żylasta dziewczyna ze wspaniałymi rudymi włosami skręconymi w niedbały kok z boku głowy. Kali uśmiechnęła się słodko. Joachima ten uśmiech napełnił przerażeniem. Znał go. Kryła się za nim kocia wściekłość, niszcząca na swojej drodze wszystko niczym potężny huragan. Rzucił się do przodu ale było już za późno.

-Nie…!

Usiłował złapać Kali za ramię, jednak brzeg jej rękawa wyślizgnął mu się z palców. Żylasta dziewczyna rozpaczliwie zamachała rękoma. W następnej sekundzie znalazła się dziesięć metrów dalej, szamocąc się bezładnie z rozwścieczą Kali. Joachim w panice zapomniał o niezwykłych zdolnościach swojej przyjaciółki,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%