Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 13 min czytania

Miasto Bogów cz.III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słowniczek:

Cień- gatunek ptaka o długich, czarnych piórach, powszechnie uważany za zwiastun nieszczęścia.

Nilfheim- duże, handlowe miasto na północy, zamieszkane głównie przez ludzi, ale kontrolowane przez Bogów. Centrum miasta stanowi warowny pałac o sześciu ogromnych wieżach. Głowna siedziba wywiadowcza Sidhe.

Żywe domy- bardzo stare drzewa stanowiące domy dla Sidhe. Ze względu na swój wiek i gatunek są puste w środku tworząc wygodne mieszkania, ale nadal żyją. W jednum drzewie może mieszkać nawet setka Sidhe. Połączone są w sieć tworząc, zwarte,żyjące miasto.

Samotna postać ostrożnie wspinała się górską ścieżką. Nie mogła jeszcze dostrzec celu swojej wędrówki, wiedziała jednak, że jest bliski. Zatrzymała się i odgarnęła z czoła długie, splątane włosy. Nawet tu, w tym opuszczonym kanionie czuła dojmujący smutek. Z ukrytej gdzieś w masywie góry półki skalnej oderwał się długi Cień i przez chwilę krążył niespokojnie by po chwili zniknąć za ciemnym szczytem. Nawet on wie, że nad tą krainą zawisła ciemność, wie i szuka ucieczki, pomyślała. Po chwili zadumy ruszyła w dalszą drogę.

***

Oślepiający blask słońca od wielu godzin dawał się Joachimowi we znaki. Tak jak poprzedniego dnia wędrowali miarowo przez bezkresny, pusty step, za jedyne towarzystwo mając szkarłatne jaszczurki umykające spod stóp. Chłopiec otarł pot z czoła zastanawiając się jak bardzo oddalili się już od siedzib ludzkich. Nagle zdał sobie sprawę z ogromu tej dzikiej krainy.

- Jak daleko jest do najbliższego miasta?- zwrócił się do Ferrisa.

Mężczyzna popatrzył na niego uważnie błyszczącymi, ciemnobrązowymi oczami ginącymi pod krzaczastymi brwiami.

- Jakieś pięćdziesiąt kilometrów na zachód. Ale gdybyś wybierał się tam z wizytą to uprzedzam, że na tym pustkowiu nie przeżyjesz sam nawet jednego dnia.

Joachim zawahał się. Przypomniała mu się wczorajsza rozmowa.

- Możesz mi wytłumaczyć kim są Bogowie? Wczoraj nie powiedzieliście…

Ferris uśmiechnął się.

-Pytania. Ta wasza ludzka ciekawość, nie da się jej zaspokoić.- chłopiec skrzywił się lekko przypominając sobie słowa Deidre, natomiast uśmiech mężczyzny stał się jeszcze szerszy.- I to właśnie w was lubię. Nie jesteście jak Bogowie, ci dumni, zarozumiali głupcy, przekonani, że wiedzą wszystko.

- Naprawdę są tacy?- z zaciekawieniem spytał Joachim.

Ferris lekko szarpnął głową w kierunku Kali.

- Spójrz na swoją przyjaciółkę, jeśli to odpowiednie słowo, i powiedz, czy kiedyś przyznała, że nie ma racji? Choćby naprawdę jej nie miała? Kiedykolwiek?

Joachim zamyślił się na chwilę, sięgając daleko wstecz do swoich wspomnień.

-Nie, nigdy- rzekł w końcu ze zdumieniem.

- Widzisz, tacy właśnie są Bogowie. Przekonani o własnej wielkości i nieomylności.

- Ale czym właściwie są?- zniecierpliwił się Joachim.

Ferris westchnął.

- Naprawdę się nie domyślasz? Nigdy nie zastanawiałeś się nad tym?

Joachim pokręcił głową. Ferris pochylił głowę, w zamyśleniu marszcząc brwi.

- Trudno to wyjaśnić. Ich matką, podobnie jak matką Sidhe, jest Ziemia, ale na tym kończą się podobieństwa między naszymi rasami.

Przerwał na chwilę.

- To potężne istoty, bardzo potężne. I niebezpieczne. Powstały u zalania dziejów na Równinie Wysokich Niebios, lecz z czasem oderwały się od niej. Zapragneły władzy i w końcu przejęły ją, kosztem krwi i cierpienia pokoleń niewinnych istot.

- Równina Wysokich Niebios? Co to takiego?

Ferris zastanawiał się przez chwilę.

- To źródło życia- rzekł w końcu.

To wyjaśnienie niewiele dało chłopcu. Zapragnął dowiedzieć się więcej.

- Życia…? To stamtąd pochodzą Bogowie? I… Sidhe?

- Między innymi.

Joachim zamyślił się na chwilę.

- Skoro wasze rasy są tak blisko spokrewnione, dlaczego chcecie zabić Kali?- spytał w końcu.

Ferris potrząsnął kudłatą głową wyraźnie zirytowany.

- Czy ty mnie w ogóle słuchasz chłopcze?! Chyba dość wyraźnie powiedziałem, że nie jesteśmy do nich podobni!

W tym momencie naprawdę przypominał rozjuszonego starego niedźwiedzia.

- Przepraszam- rzucił Joachim ze skruchą- po prostu nie widzę żadnej różnicy.

Ferris łypnął na niego jednym błyszczącym okiem, jednak powoli się uspokajał.

- Cóż, powinienem to przewidzieć. Wy ludzie, przez całe życie żyjecie zbici w gromady jak szczury, w wioskach oddalonych o dziesiątki kilometrów. Jeśli coś pochodzi z jednego miejsca dla was musi być spokrewnione, to oczywiste, bo jakże inaczej? Twoja wioska to twoja rodzina.

Wyglądało na to, że nie zwraca się już do Joachima lecz do samego siebie. Mimo to chłopcu zdecydowanie nie spodobało się porównanie do szczura.

- Mylisz się- odparł wojowniczo- w zeszłym roku jeden z moich sąsiadów poślubił dziewczynę z sąsiedniej wioski. Jest oddalona prawie o trzydzieści kilometrów...

Ferris roześmiał się ale nie odpowiedział.

Joachim skrzyżował ręce, zdecydowany nie odzywać się przez resztę drogi. Słońce wisiało coraz niżej, a brzęczące roje muszek zwabione zapachem potu uparcie krążyły wokół wędrowców. Ze zdziwieniem odkrył, że tylko jemu to przeszkadza, gdyż z jakiegoś powodu nie zbliżały się ani do Kali ani do Sidhe.

Jednak po przebyciu około półtorej kilometra w kompletnej ciszy jego ciekawość zwyciężyła dumę.

- To co z tymi Bogami?- spytał patrząc jak Klai odtrąca bukłak podawany jej przez Aidana - z którymi nie jesteście spokrewnieni?

Ferris z widocznym zadowoleniem podjął przerwany wątek.

- Jak mówiłem to nie jest proste.

- Zrozumiem jeśli mi wytłumaczysz.

Ferris zastanowił się chwilę.

- Racja- rzekł w końcu- Więc po pierwsze Bogowie rodzą się z Ziemi.

Joachim nie zrozumiał.

-Są zrodzeni z najczystszej magii. Gdy coś oddziałuje na Ziemię- zwykle jest to śmierć króla, proroka lub kogoś równie niezwykłego- siła tego zdarzenia jest tak wielka, że nagromadzona energia kumuluje się w jednym miejscu. Rodzi się nowy Bóg.

Joachim spojrzał na niego ze zdumieniem.

- To niemożliwe- znów skierował wzrok na maszerującą kilka metrów za nimi Kali.- A ona? Przecież jest Dzieckiem Bogów.

- Dziecko Bogów to tytuł nadany przez pobożnych, niedouczonych wieśniaków. Ona nie ma rodziców. Jest córką samej Ziemi, przyszła na świat z magią zamiast krwi w żyłach. Magią którą wyssała ze świata. To pijawka.

Chłopiec oniemiał na kilka chwil.

- Twierdzisz, że po prostu się pojawiła? – spytał z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Miasto Bogów cz.III — czytnik · opowiadania